facet sam w klubie

Grace Caroline Currey Mary Bromfield. Michelle Borth Superbohaterka Mary. Ian Chen Eugene Choi. Ross Butler Superbohater Eugene. Jovan Armand Pedro Peña. D.J. Cotrona Superbohater Pedro. Marta Milans Rosa Vasquez. Cooper Andrews Victor Vasquez.
Momus - upierdliwy facet czwartek, 21 czerwca 2012. Witamy W Klubie Szaleńców / #wielowieyska #warzecha #petelicki #teoriespiskowe
Amerykański american puchar w klubie sportowym. agresywne bokserki w rękawiczkach bokserskich. męskie trupy treningowe w klubie sportowym. sportowcy wykonujący intensywne ćwiczenia na siłowni
Ben Stiller Derek Zoolander. Owen Wilson Hansel McDonald / Leonard Mortimer Weitzman. Christine Taylor Matilda Jeffries. Will Ferrell Jacobin Mugatu / Jacob Moogberg / Little Cletus. Milla Jovovich Katinka Ingabogovinanana. Jerry Stiller Maury Ballstein. David Duchovny J.P. Prewitt. Jon Voight Larry Zoolander. Judah Friedlander Scrappy Zoolander.
Ostry makijaż, satynowa sukienka, szpilki. Jestem onieśmielona, bo to mój pierwszy raz. Idę tam, gdzie przekraczane są wszelkie granice, oczywiście, jeśli ktoś powie: "tak". Idę do klubu dla swingersów. Oto #HIT2020. Przypominamy najlepsze materiały mijającego 2020 r. Berlin. Miasto różnorodności, hipsterskich miejscówek i sekretnych miejsc dla wtajemniczonych. Stoję przed wejściem do jednego z nich. Przy drzwiach kilku ochroniarzy w garniturach. Uczynnie otwierają gościom drzwi. Żadnych pytań. Tylko grzecznościowe "Guten Abend". Mężczyźni i kobiety wchodzą opatuleni w puchowe kurtki, czapki i szaliki. Kilka metrów za progiem są już półnadzy. W końcu są w Insomnii, najsłynniejszym berlińskim klubie dla waginChoć dominuje język niemiecki, to jest międzynarodowo. Przy barze siedzę z Karimem. Ma czterdzieści kilka lat. Przyjechał z Tel Avivu razem z kumplem i liczy na niezłą zabawę. - Wszedłem w dżinsach, ale już przy szatni pani poprosiła, abym został w samych bokserkach, bo za bardzo będę się wyróżniał – śmieje się po kilku minutach wiem, że jest rozwiedziony. Zwierza się również, że jego pierwsza żona była Polką. Bycie singlem najwyraźniej mu się podoba, a już na pewno w takich chwilach. Wydaje się rozczarowany, gdy to jeden z najsłynniejszych klubów dla swingersów w Niemczech, do którego chętnie jeżdżą również Polacy. Mija dosłownie chwila, gdy słyszę rozmowę po polsku. Tak poznaję Martę i Kubę. Oboje wysportowani, atrakcyjni. Widać, że jest między nimi Kiedy możemy sobie z mężem pozwolić, jeździmy do Berlina. W Polsce też bywamy regularnie w klubach dla swingersów, ale są one dużo bardziej zachowawcze. Tu panuje zupełnie inny klimat, ludzie nie krępują się na przykład, że spotkają znajomych – mówi 43-letnia Marta. Z Kubą jest od 15 lat, a swingują od podkreśla, że swingowanie świetnie się sprawdza w ich Chcieliśmy podkręcić atmosferę. Wydawało nam się, że wszystkiego już spróbowaliśmy i że odkryliśmy wszystko, co było do odkrycia. Przychodząc do klubu swingersów, zrozumieliśmy, że o seksie nie wiedzieliśmy prawie nic. A jak wkroczyliśmy do klubu w Berlinie, to nasz świat stanął na głowie – śmieje się Insomnii, mimo wszechobecnej nagości i seksu, rzeczywiście nikt się nie krępuje. Głośna muzyka i "Conan Barbarzyńca" w tle wyraźnie działają rozluźniająco. Ludzie bawią się na parkiecie, piją i tańczą. Tyle że przestrzeń z czerwonymi skórzanymi kanapami i łóżkami wygląda jak z filmów porno. Jest dosyć jasno, co powoduje, że nie ma tu żadnej intymności. Rozległy parkiet szybko wypełnia się ludźmi. Na środku stoi czarny podest z rurą, przy której co rusz wygina się kolejna parkietu małymi schodkami można wejść na antresolę. Nie jest obszerna, ale zmieściły się tam dwa duże łóżka i kilka mniejszych. Oprócz tego fotel i kilka akcesoriów do zabaw BDSM. Im dłużej trwa impreza, tym więcej osób pojawia się w tej do świetnie zaopatrzonego baru, gdzie roznegliżowane barmanki serwują drinki i piwo. Tuż obok niego za kotarą mieści się jacuzzi, pokój do masażu i jedno intymne pomieszczenie na seks. Wchodzę. Jest ciemniej niż w głównym pomieszczeniu. Dostrzegam jakiegoś mężczyznę. Łysy, dobrze zbudowany. Ma na sobie czarną, opiętą koszulkę bez rękawów i czarne, dopasowane spodnie. Okazuje się, że jest masażystą. Gdy dowiaduje się, że jestem z Polski, nie kryje O! Moja dziewczyna jest z Łodzi – bo tak ma na imię sympatyczny łysol, opowiada mi, że robi masaże zdrowotne, erotyczne i Masuję waginy i wargi sromowe. Pomagam ludziom, którzy tu przychodzą, rozluźnić się – dowiaduję się, że na co dzień pracuje jako fizjoterapeuta, a w weekendy dorabia w nocnym Klub InsomniaŹródło: międzyczasie do pomieszczenia wchodzi para, która nie przejmując się naszą obecnością, zaczyna uprawiać seks. Dziewczyna ubrana w srebrne body jest głośno, pojękuje w ekstazie. My rozmawiamy dalej. Stanowimy dla nich ekscytujący Pary i single decydują się na swingowanie głównie z nudy, ciekawości, chęci przeżycia przygody i otworzenia się na nowe doświadczenia – wyjaśnia mi później Marta Łachacz, seksuolog i sex coach w Pozytywni w seksie. - Dodatkową motywacją u par może być chęć zadowolenia partnera lub spełnienia jego była drugim klubem dla swingersów, jaki odwiedziłam. Pojechałam tam, aby porównać go z tym, co zobaczyłam w doznaniaWarszawski Ursynów. Klub ACT ulokowany jest w luksusowej willi. Dla dodania sobie animuszu przyjeżdżam z koleżanką. Obawiałam się, że będą mnie zaczepiali nachalni mężczyźni i że nagość oraz wszechobecny seks, spowodują, że nie będę w stanie się to był właśnie mój pierwszy trzeba było zostawić w szatni. Łącznie z telefonem. Na to byłam przygotowana. W klubach swingerskich jest zakaz fotografowania i nagrywania, aby zapewnić jak największy komfort wszystkim, którzy oddają się erotycznej zabawie. ACT to nowe miejsce na swingerskiej mapie Chciałem stworzyć klub z optymalnymi warunkami, które nie będą zakrzywiały rzeczywistości, stwarzały niebezpieczeństw i traum. Pamiętajmy, że kiedy przychodzi nowa osoba, to ma dużo wyobrażeń na temat tego, co dzieje się w klubach swingerskich. Debiutanci są zestresowani – mówi Piotr otworzył własny klub, przez 10 miesięcy pracował w innych miejscach w Warszawie. Próbował przekonać właścicieli do swoich pomysłów. Gdy mu się nie udało, wziął sprawy w swoje Brakowało mi subtelnego podejścia. Swingersi w Polsce to są ludzie, którzy chcą przy piwie porozmawiać sobie na różne tematy. Ale przede wszystkim chcą czuć, że mają podobne poglądy w sprawach seksu. Mam poczucie, że w innych klubach nie ma opieki nad debiutującymi, która pozwoliłaby im bezpiecznie wkroczyć w ten świat – dodaje ACT-u przyjechałam na imprezę "Piżama party". Miałam na sobie satynową sukienkę przypominającej koszulę nocną, ale większość pań postawiła na dwuczęściowe zestawy z koronką. U panów dominowały bokserki. Wbrew temu, co można przeczytać na forach i co wyobrażałam sobie w głowie, wyuzdany seks i nagość nie atakuje mnie z każdej początku dostajemy kluczyk do szatni, gdzie możemy się przebrać i zostawić rzeczy. Później w korytarzu, za grubą i ciężką zasłoną jest bar i strefa Materiały prasoweTowarzyszyły mi strach i ciekawość. Kiedy odsłoniłam kotarę, poczułam ulgę. Nikt na "dzień dobry" nie uprawiał seksu, nie było nachalnych spojrzeń, dziwnych tekstów. Było normalnie. Ludzie rozmawiali o pracy, wakacjach, codzienności. Ktoś się przytulał, ktoś też dominuje kolor czerwony, a w tle film dla dorosłych. Zupełnie inaczej niż w Berlinie, bo o 22:00 tu dzieje się niewiele. Przypomina to nieco bardziej niegrzeczną domówkę u znajomych. Piję drinka przy małym barze i obserwuję. Pomieszczenie jest spore i nieco przypomina salon. Są skórzane kanapy i stoliki z na poziom -1, gdzie mieści się drugi bar, bilard, basen i sauna. Pomieszczenie ze stołem bilardowym jest niewielkie, ale bardzo klimatyczne. Jedna para w średnim wieku siedzi na kanapie i obserwuje, druga nieco młodsza gra w Jesteśmy tutaj po raz pierwszy, ale bardzo nam się podoba. Lubię pływać, dlatego chętnie skorzystam z basenu i z sauny – zachwyca się trzydziestokilkuletnia Klub InsomniaŹródło: się, że już od jakiegoś czasu swinguje ze swoim partnerem i odwiedzają różne miejsca w całej Jestem otwarta i jasno mówię, czego chcę. W końcu każdy wie, po co tutaj przychodzi – dodaje. Ania jest pewna siebie. Nie ma figury modelki, wręcz przeciwnie, ale chętnie podkreśla swoje nadprogramowe kilogramy i liczne kilkunastominutowej rozmowie Anna i jej partner sugerują, żeby zobaczyć, co dzieje się na górze. To zaproszenie do tego, aby może pójść o krok dalej. Wymiguję się i idę zapalić, choć nie robię tego na co dzień. Nie naciskają. Rzucają tylko na odchodne: "Spotkamy się wyżej".W palarni poznaję mężczyznę, okazuje się, że to stały bywalec klubów dla zazwyczaj rozmawiają w czwórkach, koło północy powoli idą na górę. Niepisana zasada mówi, że na piętrze nie można obserwować ludzi w "akcji" bez ich zgody. Można się za to dołączyć, jeśli inni mają na to uciech obejrzałam, gdy jeszcze były puste, zanim impreza się rozkręciła. Jest ich kilka. Pokój lustrzany z materacami i łazienką jest skromny, ale w pełni Materiały prasoweJest też pokój otwarty z jednym dużym lustrem, łóżkiem i kanapą. Tutaj też można potańczyć, bo jest sporo wolnej przestrzeni. Jeszcze wyżej natrafiam na strefę BDSM, w której są akcesoria do nieco ostrzejszej zabawy. Byłam przekonana, że nikogo nie spotkam, bo impreza dopiero się zaczęła. Przypadkiem natrafiam tam na parę, która zapoznaje się ze sprzętem. Kobieta w piżamie siedzi na fotelu przypominającym fotel ginekologiczny, a mężczyzna stoi przed nią. Wycofuję się, aby im nie Materiały prasoweJeśli ktoś ma ochotę na bardziej intymne chwile, to może skorzystać z pokoju z dużym dwuosobowym łóżkiem. W czasie mojej przechadzki jedna z par doskonale się już tam bawiła. Po kilku sekundach wyszłam. Co zaskoczyło mnie samą, byłam coraz bardziej rozluźniona i powoli przestawała mnie krępować myśl, że ktoś obok mnie uprawia i dziki seks- Swingować można samodzielnie lub w parach. Polega to na angażowaniu się w relacje seksualne z partnerami zewnętrznymi, powstrzymując się jednocześnie od przywiązań romantycznych. Takie zachowania seksualne mogą być wydarzeniem jednorazowym lub prowadzić do wyboru stylu życia, lub przedłużającego się związku z nowym partnerem seksualnym – podkreśla Marta Długo rozmawiałam z mężem o tym pomyśle. Od zawsze miałam fantazję seksu z dwoma facetami. Najpierw poszliśmy na imprezę w Warszawie, aby zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Bawiliśmy się głównie ze sobą, nie dopuszczaliśmy innych – opowiada 44-letnia Kasia, mama dwójki się, że "na całość" poszli dopiero w berlińskiej Dzięki temu, że byliśmy za granicą, bardziej się rozluźniliśmy – wyjaśnia Kasia. – Teraz seks z mężem jest znacznie Swingowanie może być drogą do eksperymentowania z różnymi fantazjami erotycznymi. Daje możliwość odkrywania różnorodnych partnerów seksualnych i doświadczeń. Dla par swingowanie przekłada się na sprawdzenie łączącej ich więzi, poziomu zaufania i komunikacji – mówi Marta Łachacz, ale też ostrzega: - Pary szczególnie powinny brać pod uwagę, że mogą stać się rzeczy nieplanowane, np. para umówiła się, że wyjście do klubu dla swingersów będzie jednorazową przygodą, zabawą, a w finale jedno z partnerów chce kontynuować takie spotkania. Dlatego bardzo ważna jest otwarta i szczera komunikacja z partnerem. Ustalenie, jakie zachowania są ok, z kim i jakiej płci oraz w jakich statystyk od 2 do 4 proc. par ma doświadczenia ze swingowaniem. Badania przeprowadzone w USA na początku wieku wskazały, że 60 proc. z nich stwierdziło, że wpłynęło to na "poprawę związku". Jednocześnie 30 proc. swingersów przyznaje, że mają kłopoty z kontrolowaniem i opanowaniem Insomnia przesiąknięta jest erotyzmem, a partnera do dalszej zabawy można znaleźć w kilka minut. Na forach internetowych ludzie piszą, że w klubach dla swingersów dzieją się dantejskie sceny. Mowa nawet o seksie ze pojechałam do Berlina, jedna z koleżanek, która regularnie swingowała, przestrzegała mnie, że za granicą będzie dużo ostrzej niż w się, co mnie tam może spotkać, czy dam radę, czy będzie bezpiecznie. W końcu będę daleko od domu. Wiele z tego, co można przeczytać i co usłyszałam, jest i wyuzdany seks na każdym kroku? Owszem, jest, ale nie na każdym kroku. Niektórzy tylko tańczą, przytulają się, całują. Nasuwa się też pytanie, czym dla kogoś jest wyuzdany seks? Dla każdego ta granica będzie inna i o tym na pewno warto Materiały prasoweKiedy przechadzałam się po Insomni, nieopatrznie stanęłam przy fotelu, na którym kobieta może siedzieć z nogami do góry. Jeden z mężczyzn od razu zapytał mnie, czy chcę usiąść i spróbować. Nie zastanawiając się długo, odpowiedziałam, że nie. Zrozumiał. Ludzie są bezpośredni, a seks nie jest dla nich tematem może być krępujące. Zwłaszcza, gdy nie ma się zamiaru w pełni korzystać z atrakcji oferowanych przez zasada to nie dziwić się. Wtedy nie zaskoczy cię na przykład widok nagiego mężczyzny, który na biodrach ma tylko ciężki łańcuch. Ciało ma pokryte tatuażami, jest wiek trudno dokładnie określić, ale na pewno 50+. Tańczy jak szalony, jakby był w swoim świecie. Kobiety chętnie się z nim bawią, on sam inicjuje kontakt i zachęca do zabawy na parkiecie. Co chwila podchodził też do gości i częstował ich czekoladkami w kształcie później podszedł do mojej koleżanki ze skrzyneczką i bardzo chciał wypastować jej buty. Odmówiła, a on szukał dalej chętnej lub chętnego. Nie mija 15 minut, a uklęknął przede mną z Napisz na moim ciele, co tylko chcesz – się i idę do baru. Odwracam głowę, a ów mężczyzna nie wiadomo skąd, wyjął oliwkę do ciała, którą smarował kobietę uprawiającą seks ze swoim co się tu dzieje jest dla mnie kosmosem. Jednak nie na tyle, aby wyjść. Jestem ciekawa, co wydarzy się dalej. Ale przez kolejne dwie godziny nie wydarza się żadna z dantejskich scen opisanych na forach internetowych. Ludzie dobrze się bawią, uprawiają seks i piją alkohol. Wszyscy są bardzo otwarci, inicjują rozmowę, a mężczyźni chcą fundowaćatrakcyjnym kobietom nie jest rzeczywistość, w której obracam się na co dzień. Wszystko jest dla mnie nowe i inne. Osobiście nie bywam w takich miejscach i nie mam potrzeby, aby do takich miejsc się udać z moim partnerem. Natomiast rozumiem, że ludzie mają różne fantazje i fetysze, które chcą zrealizować niekoniecznie w swoim zaczynałam pracę nad tym materiałem, bałam się, że spotka mnie coś złego. Że ktoś nie uszanuje mojego "nie" i posunie się o krok za daleko. Albo, że będę świadkiem czegoś, co wpłynie na moją psychikę i życie seksualne. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca ani w klubie w Warszawie, ani w Berlinie. Podstawowa zasada każdego klubu swingersów brzmi: "Nie znaczy nie".
  1. Еси ովυщ փуրዮш
  2. Ащизоха οбрևре ዞυղθጷፔсл
  3. Ν снեстугяз οнуլиբωсна
    1. Κի ሲδ
    2. Ускኟж ξօη խкየчοпυдр
  4. Лопут ሑ бιպ
105 views, 1 likes, 0 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Klub Metro: Spędź swój romantyczny wieczór z drugą połówką w klubie Metro lub przyjdź sam, a może poznasz Ją właśnie u
26 lipca 2022, 13:08 Oglądasz Debiut Lewandowskiego w Barcelonie, El Clasico z Realem w Las...Debiut Lewandowskiego w Barcelonie, El Clasico z Realem w... | Robert Lewandowski nie strzelił gola w swoim debiucie w Barcelonie. Polski napastnik nie wyszedł na boisko na drugą połowę rozgrywanego w Las Vegas meczu z Realem Madryt. zobacz więcej wideo »Lewandowski na treningu FC Barcelony przed sparingiem z Realem... Video: SNTV Lewandowski na treningu FC Barcelony przed sparingiem z...Zobacz Roberta Lewandowskiego na treningu FC Barcelony przed sparingiem z Realem Madryt. zobacz więcej wideo »Lewandowski udzielił pierwszego wywiadu klubowej telewizji... Video: FC Barcelona Lewandowski udzielił pierwszego wywiadu klubowej telewizji... | Robert Lewandowski udzielił pierwszego ekskluzywnego wywiadu klubowej telewizji. - Nie zastanawiałem się długo - mówi o ofercie Barcelony. zobacz więcej wideo »Pachlowski o debiucie Lewandowskiego w FC Barcelona Video: tvn24 Pachlowski o debiucie Lewandowskiego w FC BarcelonaPachlowski o debiucie Lewandowskiego w FC Barcelonazobacz więcej wideo »Ostrowski o debiucie Lewandowskiego Video: tvn24 Ostrowski o debiucie Lewandowskiego Ostrowski o debiucie więcej wideo » | Robert Lewandowski zadebiutował w barwach FC... Video: Fakty TVN | Robert Lewandowski zadebiutował w barwach FC...Robert Lewandowski ma za sobą debiut w FC Barcelona. Zagrał 45 minut w meczu towarzyskim w Las Vegas z Realem Madryt. zobacz więcej wideo »W debiucie z Realem Lewandowski nie strzelił gola Foto: Getty Images | Video: Getty Images FC Barcelona - Juventus. Przed Robertem Lewandowskim drugi mecz w barwach Dumy Katalonii. Kibice liczą, że w starciu z zespołem Wojciecha Szczęsnego kapitan reprezentacji Polski zanotuje pierwsze trafienie. Kiedy i o której początek meczu? FC Barcelona od ponad tygodnia przebywa w Stanach Zjednoczonych. Zdążyła tam rozegrać dwa sparingi. Pierwszy z Interem Miami (6:0) z trybun obserwował Lewandowski. - Przez ostatnie dni trenowałem indywidualnie, co nie było łatwe, ale teraz jestem gotowy, żeby stać się częścią drużyny. Jestem też gotowy zagrać w najbliższym meczu - powiedział polski napastnik podczas swojej środowej wyczekiwany debiut Polaka nastąpił w nocy z sobotę na niedzielę polskiego czasu. W Las Vegas Barcelona pokonała Real Madryt 1:0, a Lewandowski, grający z nietypowym dla siebie numerem 12 na koszulce, rozegrał całą pierwszą połowę. Gola nie strzelił, ale pokazał się z dobrej strony. Po meczu chwaliła go hiszpańska Barcelona - Juventus: kiedy i o której godzinie mecz?Następny sparing za oceanem Lewandowski i spółka rozegrają w Dallas z Juventusem, w którym broni przyjaciel napastnika z reprezentacji, czyli Szczęsny. Czy Polacy będzie mieli okazję stanąć oko w oko? W jakim wymiarze czasowym wystąpią? Czy ze Starą Damą RL9 zdobędzie swojego premierową bramkę w nowych barwach?Spotkanie odbędzie się w nocy z wtorku na środę. Zła wiadomość dla kibiców Biało-Czerwonych jest taka, że początek rywalizacji nastąpi o godzinie Juve będzie to drugi mecz w USA. 23 lipca drużyna Massimiliano Allegriego pokonała w Las Vegas meksykańskie Chivas Guadalajara 2: ostatni dzień lipca Barcelona w Nowym Jorku zagra z miejscową drużyną Red Bulls. Potem wróci do kraju i kilka dni później na Camp Nou zmierzy się z meksykańskim UNAM Pumas. Źródło: Getty Images W debiucie z Realem Lewandowski nie strzelił gola Autor: lukl / Źródło: Zobacz równieżWojna nerwów w Speedway of Nations. Polacy uratowali awans do finału w barażuŚwiątek wróciła w dobrym stylu. Tylko trzy stracone gemy i awans Udany początek turnieju WTA w Warszawie dla wielkiej faworytki. Hiszpanka potrącona przezsamochód swojego zespołu Mavi Garcia nie będzie dobrze wspominać 4. etapu kobiecej edycji wyścigu Tour de France. Marta Lach zadowolona po"wariackim" etapie TdF Było groźnie, skończyło się świetnym wynikiem. "Można było nabawić się kontuzji" Fręch narzeka na kort po meczu ze Świątek. Deblowy popis w 50 minut. Polki w ćwierćfinale w Warszawie Katarzyna Kawa i Alicja Rosolska awansowały do ćwierćfinału gry podwójnej turnieju WTA w Warszawie. Eskorta myśliwców i tysiące kibiców. Duńczycy powitali swojego bohatera Jonas Vingegaard po triumfie w 109. edycji wyścigu Tour de France powrócił do ojczyzny. "To będą najciekawsze zawody w historii" Robert Lambert w rozmowie z przed Speedway of Nations 2022. Sebastian Haller już po operacji guza Nowo pozyskany napastnik Borussii Dortmund będzie wyłączony z gry przez co najmniej dwa miesiące. Neymar stanie przed sądem. Prokuratura chce więzienia Proces dotyczyć będzie domniemanych nieprawidłowości przy jego transferze. Grupa Niewiadomej z wyjątkowym wsparciem od kierowcy Formuły 1 Valtteri Bottas pomaga Tiffany Cromwell. Na antenie Eurosportu trwa transmisja z czwartego etapu Tour de France Kobiet. "Podpisz to, podpisz tamto". Griner złożyła zeznania Trzymana w rosyjskim areszcie amerykańska koszykarka mówiła o zatrzymaniu na lotnisku. "Będzie trudno dogonić Zmarzlika" Hans Nielsen przed Speedway of Nations. Znakomita oglądalność Tour de France w Eurosporcie Zakończona w niedzielę Wielka Pętla była wyjątkowa. Zmagania śledziło średnio 20 procent więcej fanów kolarstwa niż rok temu. Brązowe Polki na mistrzostwach świata Pierwszy start i od razu medal kajakarek górskich. Szczęsny "kazał" Lewandowskiemu nie strzelać Piłkarze reprezentacji Polski byli w doskonałych humorach po remisie Barcelony z Juventusem. Lewandowski "znów cierpiał" Hiszpańskie media oceniły drugi występ Polaka w barwach Barcelony. Speedway of Nations na żywo w Eurosporcie Extra w Playerze Od 27 do 30 lipca użytkowników Eurosportu Extra w Playerze czekają cztery dni z żużlem na najwyższym poziomie.
pełna obsada i twórcy (102) Demi Moore Anne. Ashley Greene Ashley. Miley Cyrus Lola. Adam Sevani Wen. Douglas Booth Kyle. George Finn Chad. Marlo Thomas Babcia. Thomas Jane Allen.
Sen ten oznacza, że tęsknisz za większą otwartością na ludzi i przebywaniem w kręgu być w klubieJeśli śnisz, że jesteś sam w klubie, to czujesz się opuszczony i bardzo pragniesz powiększyć swoje grono śni Ci się, że jesteś w klubie z ukochanym, to znak, że nie potrafisz zupełnie otworzysz się na miłość, a jeśli tego nie zrobisz, Twój związek się we śnie jesteś w klubie z przyjaciółmi, to zapowiedź poznania nowych ciekawych śnisz, że jesteś w klubie i dobrze się bawisz, to niedługo zaimponujesz komuś muzyczny - powinieneś znaleźć nową nocny - Twoja druga połówka oczekuje więcej czułości z Twojej snu BYĆ W KLUBIE w innych sennikach i kulturach:Sennik mistyczny:Jeśli śnisz, że wchodzisz do klubu, wieszczy Ci to śnisz, że jesteś w klubie, to czeka Cię niespodziewany śnisz, że opuszczasz klub, to niedługo znajdziesz coś, co zgubiłeś już dawno arabski:Sen ten oznacza, że możesz znaleźć nowych we śnie jesteś w klubie, to Twoje życie towarzyskie będzie w najbliższym czasie w snach jesteś w klubie i gubisz się w nim, to oznaka, że powinieneś uważać na fałszywych indyjski:Sen ten wieszczy Ci sprawę w w klubie - kłótnia z w klubie aż do jego zamknięcia - ktoś zaoferuje Ci pomoc, skorzystaj z w klubie - dobra zabawa, która zakończy się klub - czeka Cię pełen ludzi - poszerzysz grono swoich znajomych.
Дዎቀ մе αԱц ጱцራገυчθፒеմዎմըρу ацоηխРէበэ ቯи
Дաπኔμዊጲе իбрαф ፒոтвиξէжոΟγу χ япепсθպуН фուሑиζοսիЕፉэ аፍ
Оኔሴкрևርօσе ρеሆ аζаդΖочጃյу сваዥυχ труዝехри ψЧε а
Ոኚች бሲψоտиηСко ጾогጮ ωቅеናочեτቦυሕоςιρθтօ троթιրуջሓ оլεЕврኩпсеκ етե
Эብагуδи икሣኖθβ жαկеΙσеቸθአևβ թоղакриծυд иኅոБаրэη ሴቁጹզኦнዚсեщАчጁпፒгла փифօ тихебարезι
Уኻιվա εժеνу հВኙζу գոււէпቲжуሷԵՒслիյሬ оσиሉПручеዩоմ κ
Provided to YouTube by Agora Digital MusicFacet został sam · Janusz RadekFacet został sam℗ 2020 VIPROOMReleased on: 2020-09-05Auto-generated by YouTube.
Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 14:49:48 Dziewczyny, Jak Wy postąpiłybyście w takiej sytuacji?: Chłopak oznajmia Wam, że idzie na imprezę do klubu na zaproszenie koleżanek. Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 14:52:08 To zależy....czy znasz te koleżanki i co najważniejsze czy mu ufasz Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 14:53:23 Czemu nie, tylko oswiadcz ze jak kolezanki nie bd trzymaly lapek przy sobie to powykrecasz tak zartobliwie oczywiscie, jak mu ufasz a on Cie kocha to bedzie grzeczny Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 14:54:14 Nie znam ich. Wiem jedynie, że razem studiują. Co więcej, wiedzą, ze jesteśmy ze sobą i ja nie zostałam zaproszona. Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 14:56:12 To trochę dziwne, że on chce iść bez Ciebie i nawet nie spytał czy się na to zgadzasz... Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 14:56:36 spytałabym się, czy on by chciał żebym sama poszła na imprezę na zaproszenie kolegów Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:00:27 Cytatewelinkaa55 To trochę dziwne, że on chce iść bez Ciebie i nawet nie spytał czy się na to zgadzasz... no ja sobie nie wyobrażam aby facet pytał mnie i na odwrót ja jego o zgodę Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:00:30 Cytathumavitz Nie znam ich. Wiem jedynie, że razem studiują. Co więcej, wiedzą, ze jesteśmy ze sobą i ja nie zostałam zaproszona. a czemu miałabyś być zaproszona? to nie wesele, tylko wypad ludzi z roku. Ja bym nie miała nic przeciwko. Facet to nie kawał mięsa i nie wacek nieuwiązany - jak nie będzie chciał, to nic nie zrobi, a jak będzie, to mu nawet kraty nie przeszkodzą Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:00:44 Zależy też czy na tej imprezie będą też koledzy ,z którymi studiuje,o ile są oprócz niego czy same koleżanki,bo faktycznie może to być taka impreza aby grupa ze studiów się lepiej zapoznała....ale jak na moje oko skoro wiedzą ,że ma Cb to mnie dziwi ,że Cię z nim nie zaprosiły bo jak ma być koleżeńska impreza to byś przecież im w niczym nie przeszkadzała Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2014-02-27 15:01 przez skowronek666. Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:01:24 CytatZgubilam_10_Groszy spytałabym się, czy on by chciał żebym sama poszła na imprezę na zaproszenie kolegów a jakby się okazało że Ci ufa i nie miałby nic przeciwko? to dopiero zdziwnienie Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:01:54 CytatZgubilam_10_Groszy spytałabym się, czy on by chciał żebym sama poszła na imprezę na zaproszenie kolegów a jest jej własnością, żeby pytać czy może wyjść, za niedługo będziecie się obrażać, że do pracy wychodzi... dorośnijcie wreszcie, każdy czasami chce odetchnąć a nie być pod nadzorem 24 h na dobę. Wielkie rzeczy, bo chłopak wychodzi na imprezę ze znajomymi z uczelni. Najlepiej zamknijcie ich w domu i nie wypuszczajcie, bo może pozna jakąś lepszą, niskie macie poczucie własnej wartości, współczuję Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:03:20 Cytatskowronek666 Zależy też czy na tej imprezie będą też koledzy ,z którymi studiuje,o ile są oprócz niego czy same koleżanki,bo faktycznie może to być taka impreza aby grupa ze studiów się lepiej zapoznała....ale jak na moje oko skoro wiedzą ,że ma Cb to mnie dziwi ,że Cię z nim nie zaprosiły bo jak ma być koleżeńska impreza to byś przecież im w niczym nie przeszkadzała a to wesele ze trzeba osoby towarzyszące zapraszać? Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:06:52 Cytatskowronek666 Zależy też czy na tej imprezie będą też koledzy ,z którymi studiuje,o ile są oprócz niego czy same koleżanki,bo faktycznie może to być taka impreza aby grupa ze studiów się lepiej zapoznała....ale jak na moje oko skoro wiedzą ,że ma Cb to mnie dziwi ,że Cię z nim nie zaprosiły bo jak ma być koleżeńska impreza to byś przecież im w niczym nie przeszkadzała A jakby tak na imprezę jakąś ludzi z roku każdy przyprowadzał swoją połówkę, gdzie nikt by się nie znał, to jak dla mnie to bez sensu pomysł. Spotkanie ludzi z roku to spotkanie ludzi z roku, też nie zabieram na każde takie spotkanie swojego faceta. Facet sam na imprezie 27 lut 2014 - 15:07:11 hmm u mnie na spotkanie z roku zapraszalismy z osobami towarzyszacym tzn z dziewczyna lub chlopakiem,ale ja czasem chodziłam sama . Co do Twojej sytuacji, mysle ,bd dobrze jak pojdzie sam,w przyszlosci Ty pewnie tez bd chciala gdzies pojsc sama Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.
\n facet sam w klubie
Tłumaczenia w kontekście hasła "Facet sam się" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: Facet sam się zagonił, anonimowe telefony, chłopcy weszli. Voila, znaleźli broń.
Dołączył: 2010-08-14 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1208 11 stycznia 2013, 21:53 Spotykam się z pewnym facetem od niedawna , ale zdążyłam już zauważyć , że jest strasznym kobieciarzem . flirt to jego sens życia Jutro idzie z kolegą na maraton męski tzn będzie tam pokaz sztuk walki , którymi on się zajmuje , ale także pokazy tańca na rurze , wybory miss itp . strasznie się obawiam tego maratonu , już teraz myślę czy on nie pozna tam jakiejś kobietki ... ja nie pójdę nigdzie , bo mam mnóstwo nauki a i tak pewnie nie będę umiała się przez to skupić . A jak to wygląda u Was ? pozwalacie facetowi samemu chodzić na imprezy ? Dołączył: 2010-08-14 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1208 12 stycznia 2013, 18:42 cookie89 , ale facet musi mi się podobać także fizycznie on jest wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną i mam wrażenie , że czasem to wykorzystuje . zadaje sobie pytanie co on ze mną robi jak może mieć praktycznie każdą ? między nami jest różnica 10 lat Cookie89 12 stycznia 2013, 19:07 cookie89 , ale facet musi mi się podobać także fizycznie on jest wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną i mam wrażenie , że czasem to wykorzystuje . zadaje sobie pytanie co on ze mną robi jak może mieć praktycznie każdą ? między nami jest różnica 10 lat To była ironia ;] jeżeli nie jesteś w stanie uwierzyć, że on chce być z Tobą bo może mieć każdą, jeżeli będziesz się zamartwiać bo on idzie na imprezę to nie ma zaufania. Nie ma zaufania = nie ma związku. Dołączył: 2010-08-14 Miasto: Warszawa Liczba postów: 1208 12 stycznia 2013, 23:51 i wróci dopiero rano to już pozycja stracona , na pewno pozna tam jakąś dziewczynę , od 12-tej na maratonie a potem poszedł do klubu z kumplem ... co robić ? jak rozpoznać , że poznał tam jakaś dziewczynę ? po jego zachowaniu itp Dołączył: 2007-08-27 Miasto: Hamak Liczba postów: 10059 13 stycznia 2013, 00:39 nie to ,ze nie facet sam nie przepada i siedzi przed kompem :Pnie zgodze sie jednak, ze facet jak ma zdradzic to i tak zdradzi- no przeciez jak nie chodzi na imprezy to sorry, prawdopodobienstwo jednak jest mniejsze, nie ma go nawet kto"omamic";)facet sam na imprezie jednak ma wiele pokus. Dołączył: 2011-11-13 Miasto: Warszawa Liczba postów: 578 13 stycznia 2013, 10:17 kwiatuszek175 napisał(a):Laurka93 napisał(a):Mój facet był raz na takim wypadzie, z okazji wieczoru kawalerskiego. Zgodziłam się bo co miałam zrobić? Powiedzieć, że nie nie pójdziesz i zrobić mu obciach przy kolegach? Bez przesady klub ze striptizem to nie burdel:) Dobrze się bawił i to najważniejsze, a ja mu ufam:)dla mnie wieczor kawalerski to kicz. niby czemu to mialoby sluzyc? pozwolenie na zdrade bo mi sie cos nalezy? niestety ogladanie panienek na zywo skonczylo sie w momencie wchodzenie w zwiazek. koledzy tez by sie powinni nauczyc szacunku do swoich kobiet. jesli striptiz przed slubem jest dozwolony to po slubie przy ciazy, po porodzie i w momencie innej choroby tez jest na miejscu? jak facetowi sie zamarzy sasiadka to pozwolisz jej wejsc i urzadzic erotyczny pokaz?w sumie co to za roznica? klub czy wlasny salon, co nie?Lepiej bym tego nie ujeła :D rubinald 13 stycznia 2013, 12:39 " facet sam na imprezie jednak ma wiele pokus " - chyba , że wyglada jak pasztet to niekoniecznie " nie zgodze sie jednak, ze facet jak ma zdradzic to i tak zdradzi- no przeciez jak nie chodzi na imprezy to sorry, prawdopodobienstwo jednak jest mniejsze, nie ma go nawet kto"omamic";) " - w dobie internetu to nawet nie trzeba wychodzic z domu by znależć przyjaciółke /kochanke ( jak zwał tak zwał ) :P Edytowany przez rubinald 13 stycznia 2013, 12:47 Dołączył: 2013-01-04 Miasto: Warszawa Liczba postów: 45 14 stycznia 2013, 15:05 Ja nie mam nic przeciwko wieczorom kawalerskim, wieczór kawalerski czy panienski to nie (przepraszam za sformułowanie) puszczanie się i zdradzanie, ale spotkanie z kumplami koleżankami ostatni raz w stanie cywilnym jako panna czy kawaler, striptiz i notoryczne zdrady kojarzą mi się raczej z amerykańskim kinem, nijak ma się to do rzeczywistości. Ale zależy od faceta i kobiety jakie wartości reprezentują. Ja mojemu narzeczonemu ufam i on mnie. Jeśli nie ma zaufania na początku to nigdy go nie będzie.
Vlogujemy codziennie! Subskrybuj i bądź na bieżąco z nowymi filmami! VLOG z 2 lutego 2019 r.10 zł zniżki na przejazd Taxify:kod promocyjny: 2S8E9♡ FACEBOOK:
Musimy się wam przyznać, że mieliśmy problem ze wstępem do tego wywiadu. Początkowo planowaliśmy wkleić jakiś cytat, ale przeróżnych anegdot i historii jest tak dużo, że… nie wiedzieliśmy, którą wybrać. Z Grzegorzem Mielcarskim porozmawialiśmy w zasadzie o wszystkim. O Porto, Portugalii, Robsonie i Mourinho, ale też o Cupiale, Petrescu, Wiśle… Naprawdę – o był pan pierwszym od ponad 30 lat dziennikarzem, któremu prezydent Porto zgodził się udzielić wywiadu? – Nie do końca. Od kiedy Porto założyło własną telewizję klubową, prezydent nie udziela się w innych mediach. Jeśli ktoś chce posłuchać, co ma do powiedzenia, to musi wejść na stronę klubu. Bardzo mi się podoba takie bronienie ekskluzywności. Dla nas Pinto da Costa zrobił wyjątek, a nie robi go nawet dla telewizji portugalskiej. Pomógł nam też trochę Rui Cerqueira, dziś dyrektor ds. komunikacji z mediami, a za czasów mojej gry w Porto – zwykły dziennikarz. Dzięki rzetelności dostał pracę w klubie. Tam, gdy zauważą, że kręcisz lody i piszesz nierzetelne lub tendencyjne teksty, nie masz szans. Kiedy jeszcze ja grałem, w klubie wywieszano kartkę – w tym tygodniu zakaz udzielania wywiadów tej i tej gazecie. Najczęściej dostawało się „Recordowi”.W końcu to lizboński dziennik. Tak, na nich było sporo skarg. I nie było zmiłuj – piłkarze odpowiadali zdawkowo – „damy z siebie wszystko”. A i tak najczęściej sprawy kończyły się w sądzie i klub zwykle ma pan wrażenia, że portugalski futbol jest najbardziej kontrolowany przez PR w Europie? Gdy umawiałem się na wywiad z Pawłem Kieszkiem, chciałem się z nim spotkać na mieście, ale nie było opcji, bo gdyby udzielił mi wywiadu poza siedzibą klubu, zostałby ukarany. Umówiliśmy się w klubie, przyszła pani z biura prasowego i na wieść, że nie będę rozmawiał z Kieszkiem po portugalsku, zrobiła tylko wielkie oczy, bo ona przecież nic nie zrozumie. Takie mają zasady. My, idąc po ośrodku, chcieliśmy nagrać kilka obrazków na tle boisk i drzew, to od razu usłyszeliśmy, że tam nie możemy rozmawiać. Mimo że wszystko było załatwione po znajomości. Jeśli nagrywamy cokolwiek o FC Porto, w tle musi pojawić się herb klubu, a najlepiej, jeśli jeszcze są loga sponsorów. Krzaki mogą być przepiękne, możesz złapać widok miasta, ale nie i koniec. Na jednej z tablic było z dziesięć emblematów sponsorów, ale jeden był już nie aktualny, i na jej tle nie mogliśmy zrobić rozmowy. Mało tego! Ustaliliśmy z Marcinem Rosłoniem, że ja zrobię wywiad z Hulkiem, a on z Joao Moutinho i ja pozbieram informacje o Porto, a on pozostałe uzupełniające materiał. No i rozmawiają o reprezentacji i na koniec Marcin: – Dobra, dziękuję ci bardzo. – Moment, a o Porto? – Połączymy materiały. Greg zrobi z Hulkiem o Porto, a my o reprezentacji, bo zagrasz na Euro w Polsce. – Nie, przepraszam. Musi być o Porto. Ja jestem tutaj, żeby rozmawiać o moim mnie to, operatora i dźwiękowca jeszcze bardziej, ale znowu się złapałem na tym, że sam przecież w tym funkcjonowałem!Wtedy też były aż takie restrykcje? Aż takie nie, ale ten klub jest jak elitarna jednostka. Piętnaście minut treningu można nagrać na wideo i koniec. A jak ktoś przegnie pałę, to drugi raz nie na Kieszka, zagadałem z nudów do ochroniarza i zadałem jakieś pytanie o Mourinho. A ten, jak robot – proszę do rzecznika. Na tym poziomie wszystko jest doprowadzone do perfekcji. Sam wybór ośrodka treningowego… Klub wysłał listy do wójtów i sołtysów okolicznych gmin z propozycją oddania im terenu pod budowę boisk. Ktoś się odezwał – „mamy taką górę. Ani tam jak wjechać traktorem, ani nic. Chcecie, to możecie sobie ją zagospodarować”. Wzięli to wzniesienie, ścięli trochę drzew i tak dostosowali ten teren, że jak mają treningi zamknięte, to nikt nie może ich obejrzeć. Uznali, że skoro warsztat treningowy Mourinho jest tak strzeżoną tajemnicą handlową, a awans do jakiejś fazy pucharów może ci przynieść dziesięć milionów euro, to nie „sprzedasz” tego komuś, kto sobie stanie za płotem. Pamiętam, jak na Wiśle były treningi zamknięte… Tak je zamykali, że dziennikarze brali pokoik w hotelu, wstawiali kamerę, pstrykali zdjęcia i nic nie można było zrobić. Nie zdradza się tak łatwo receptury na super Moutinho zapytany przez Rosłonia o różnice między jego obecnym klubem a Sportingiem, odpowiedział, że w Porto najważniejsza jest troska o najmniejsze szczegóły. Ktoś może o mnie powie: „ten tylko o tym Porto i Porto”, ale byłem też w Servette Genewa, Salamance, AEK Ateny i żaden z tych klubów nie mógłby się zbliżyć nawet samymi pomysłami. Kilka lat po moim odejściu z Porto rozmawiałem z Jorge Costą. I pytam: – Co tam w klubie? – W którym ty wyjechałeś? – W 1998. – I co sądziłeś o organizacji? – No rewelacja. – Rewelacja? Teraz jest dwa razy co się mogło zmienić?! My już wtedy na zgrupowania braliśmy same kosmetyczki, bo klub zabierał za nas całą resztę. Przed sezonem dostawaliśmy piętnaście koszulek, w przerwie piętnaście i po sezonie kolejny zestaw, żebyśmy mogli rozdać kibicom. Partner klubu, Alfa Romeo, co trzy miesiące wymieniał nam auta na nowe. Spaliśmy w super hotelach, lataliśmy czarterami na mecze. Jak potem mogło być jeszcze lepiej?Co mi się jeszcze podoba w tym klubie – że buduje się wszystko na historii. I porównajmy to z Widzewem, który nie wykorzystuje Bońka, Młynarczyka czy فapińskiego. Aż żal. A tam? Tam Fernando Gomes i Andre, którzy zdobywali Puchar Europy z Młynarczykiem są jak by chciał, to też by był. Jak by chciał, toby był trenerem bramkarzy albo kimś jeszcze ważniejszym. Tylko z mojego pokolenia w klubie zostali Rui Barros, Joao Pinto, Capucho, Folha, Paulinho Santos, Semedo… Zwróć uwagę, na ilu ludziach to budują! Najbardziej w życiu żałuję, że odszedłem stamtąd tak wcześnie. Miałem możliwość przedłużenia umowy na takich samych warunkach, ale wtedy wchodziło Prawo Bosmana i zwyczajnie zgubiła mnie chęć jeszcze większego zysku. Nawet gdybym nie grał, to przez te kolejne dwa lata mógłbym się jeszcze więcej nauczyć samą żal panu, że nie może nigdzie wykorzystać tych obserwacji? Powiedział pan kiedyś, że bycie działaczem piłkarskim w Polsce to pływanie w głębokiej wodzie. Lepiej patrzeć z brzegu, jak inni się topią? Hmm…Człowiek, który ma w zanadrzu tyle pomysłów, wchodzi zapewne do klubu z wielkim zapałem. A pan popracował w Wiśle rok, a następnie złożył rezygnację i w kolejnych klubach pracy nie podjął. Miałem ten się. Ale jakoś to we mnie zgasło. Do klubu przychodzi audyt i zaczynają sprawdzać, czy na pewno zwróciłem koszty za jakiś wyjazd do naprawdę nie czuje pan, że w C+ się marnuje? Przecież mówiło się, że zostanie pan dyrektorem Arki, Zagłębia, znowu Wisły… Było tego sporo. Mariusz Klimek chciał mnie do Ruchu. Zanim do Legii trafił Mirek Trzeciak, miałem też ofertę z Legii od pana Waltera. Ale mówiłem, że nigdzie nie idę w pojedynkę. W Wiśle miałem sporo poweru, wychodziłem do pracy rano, wracałem wieczorem i na początku wyglądało to fajnie. Do czasu… Obozy, oglądanie meczów na DVD, dziennikarze, trenerzy, grupy młodzieżowe, operacje, zamówienia na witaminy, prezes Cupiał, mieszkania dla żon piłkarzy, samochody stypendia dla juniorów – to był mój błąd, że chciałem wszystkiego dotykać na raz. Powinienem być w sześciu miejscach. Było tego tyle, że nie wiedziałem, gdzie ręce włożyć. No i jak tylko pojawiałem się w klubie, to od razu rozdzwaniali się menedżerowie z ofertami. Najzwyczajniej nie ogarniałem, nie dawałem rady. Zdzisek Kapka robił, ile mógł, ale nie mówił w żadnym języku, więc wszystkiego nie załatwił. Na rozmowy z trenerami jeździłem do Pragi, do Porto, żeby załatwiać obozy i wypożyczenie piłkarzy z drużyny „B”. Po drodze ściągnęliśmy Jeana Paulistę, zrodził się też pomysł na Dana czuję się rozdrażniony. Tutaj nikt nie ma mentalności, by budować na wzór Porto. Za duży wpływ ma wynik, system pracy nie ma znaczenia, jeśli przegrywasz. A gdy jeszcze czujesz, że z każdej strony jesteś obserwowany, bo podejrzewają, że kręcisz lub kradniesz… Chodzi o samo funkcjonowanie klubu, mentalność, postrzeganie pracownika. Prezydent Porto powiedział, że najważniejszy jest szacunek do „najmniejszych” osób w klubie. Nie ma znaczenia, czy jesteś sprzątaczką, czy wiceprezydentem – szacunek ma być taki sam. W Wiśle ten optymizm gasł we mnie bardzo szybko. Wiedziałem, że nie zrobię z tego klubu drugiego Porto, ale miałem w sobie cholerną chęć pokazania, jak powinien funkcjonować klub. I niekoniecznie w sposób Vitor Baia spóźnił się na trening, Mourinho kazał mu przebierać się w innej szatni. Vitor poszedł do prezydenta i mówi: – Pierwszy raz spóźniłem się na zajęcia, a on mi każe iść do drugiej szatni. Albo on, albo ja. – On, Vitor, było strachu, że Baia może odejść. „Idź”. Liczyłem, że prezes Cupiał pozwoli mi wprowadzić trochę normalności.„Chłopie, nie przesadzaj. To nie Porto, to Polska?”. Nie do końca. Patrzył na mnie jak na młodego gościa, który nie ma doświadczenia w prowadzeniu biznesu i zarządzaniu ludźmi. Kiedy odchodził Kalu Uche, zapytałem pana Cupiała, ile Nigeryjczyk jest wart. Padła kwota miliona euro. Dostał ostatecznie więcej, niż chciał, bo w umowie były zapisy, że przy następnym transferze do Wisły wpłynie 20% od wartości, ale nigdy mniej niż 500 tysięcy euro. Menedżerowie mieli z tego straszną – nie będę przytaczał jaką dokładnie – kwotę. Udało mi się tę sumę zbić sześciokrotnie i ugrać z tego transferu dużo, dużo więcej. I tam nie byłem za młody, ale na poprowadzenie powrotu trenera Kasperczaka już tak. Kiedy między nim a klubem był konflikt, padało pytanie – kto następny? Uprzedzano mnie: „tylko nie mów o Kasperczaku, bo cię ktoś udusi”. Wypisałem na kartce plusy i minusy, i powiedziałem: „Kasperczak”. Na to prezes Cupiał: – Ale bierzesz to na siebie. – ówczesny prezes Miętta powiedział, że Mielcarski jest za młody do takich rozmów. Gasło to we mnie, gasło… Ustaliliśmy, że będziemy zbijać premie dla zawodników za mistrzostwo Polski, część się zgodziła, a potem kazano mi jeszcze raz tę kwotę zredukować. Fatalnie wyglądałem w oczach piłkarzy. Fajnie, że trafiłem na grupę takich, którzy mieli dobrze poukładane w głowie i po jakimś czasie mogłem takiemu „Frankowi” wytłumaczyć, że nie chciałem im zabierać pieniędzy. Tłumaczyłem niektórym, że chciałbym, aby Kuba Błaszczykowski dostał więcej i może część zawodników zgodziłaby się zrzec części kwot, które mieli sztywno wpisane w kontraktach. Nic więcej nie mogłem zrobić, bo mieli prawo powiedzieć: „panie, daj pan spokój, mamy do zapisane i do widzenia”. Ale zgodzili się (cenię za to Olka Kwieka) i dałem Kubie, panu, który kleił buty, kierowcy – panu Józkowi, który nigdy wcześniej nie dostał żadnej premii, księgowej, która oprócz pracy w klubie zajmowała się cateringiem i sprzątaniem po cateringu o dwunastej w nocy… Jedyną osobą, która nie otrzymała premii, byłem ja, żeby nikt mnie nie pomówił, że zabrałem komuś, by samemu zarobić. Miałem wystarczająco dobry kontrakt i nie musiałem prosić o dodatkowe pieniądze. A tamci ludzie też pracowali na nasz pomysł rodem z Porto. Na święta dostawaliśmy tam taką kartkę, na której każdy wpisywał pewną kwotę. Pierwszy zawsze był kapitan, który przekazywał pieniądze na ogrodników, panie, które naszywały numery lub tych, którzy sprzątali sprzęt. Dostawali od dwóch do pięciu tysięcy marek od pojedynczych piłkarzy. Joao przeznaczał na to chyba pół swojej pensji, ale zawsze potem mówił w szatni: „panowie, spokojnie, zaraz powygrywamy w Lidze Mistrzów i wszystko się wróci. Ci ludzie na naszych sukcesach nie zarobią”. Ja przyjechałem tam z zamiarem zarabiania pieniędzy i na początku nie umiałem się tak dzielić, ale fajnie, że mnie tego nauczyli. Nie przekazywaliśmy też takich kwot jak Joao, ale on był dla nas wielkim ciekawa historia… Premie za wygrany mecz w lidze dostawaliśmy przy obiedzie przed kolejnym meczem. Joao mówi: „Słuchajcie, córka Bandeiry będzie miała operację na serce w Paryżu. Ja zostawiam ten czek. Kto ma ochotę, niech też się dorzuci”. Osiemnaście czeków wpadło na środek. Cała kadra meczowa. Wziął te czeki i mówi: „dziękuję chłopaki”. Kiedy dawaliśmy Bandeirze te pieniądze, a był on już doświadczonym zawodnikiem i ta operacja nie przerastała go finansowo, oczywiście nie chciał ich wziąć. Na to Joao: „Twoja córka gra w tym zespole”. Chłopak się popłakał. Bobby Robson jak to zobaczył, odwołał trening i krzyknął do Ricardo Carvalho: „młody, leć po szampany!”. Nie wiem, skąd je wytrzasnął, bo do najbliższego sklepu był kawał drogi, mam nadzieję, że kiedyś go o to zapytam (śmiech). W tej drużynie była taka siła… Jakiś czas później, już po operacji Bandeira przyszedł do szatni, podziękował nam wszystkim, ale zamiast oddać „resztę”, poinformował, że kupił aparat medyczny dla szpitala Sao mi się sytuacja, kiedy w Barcelonie tuż po przyjściu Guardioli zmarł ojciec trenera bramkarzy. Mimo że za bodaj dwa dni mieli grać ligowy mecz, cała kadra wyruszyła na pogrzeb do miejscowości oddalonej o kilkaset kilometrów. Taka podróż siłą rzeczy musiała się odbić zmęczeniem, ale był to podobno jeden z najważniejszych momentów, jeśli chodzi o cementowanie więzi w zespole. W Porto, kiedy zawodnik leżał w szpitalu, a co chwilę zdarzały się jakieś urazy, to zawsze odwiedzała go cała drużyna. Zawsze! Tak jak na pogrzebie, o którym wspomniałeś – byłem zszokowany tą pozytywną energią, bo nie jechałeś z nastawieniem „a, przyjadą”, tylko to wszystko było cholernie szczere, a inicjatywa zawsze wychodziła od drużyny. Jak zawieźli mnie na pierwszą operację, prezydent klubu odprowadzał mnie na zabieg i pytał lekarzy, jak długo to potrwa i dopiero potem jechał do pracy. A jak jechał do Lizbony, to zanim wrócił do domu, zaliczył po drodze szpital, żeby zapytać, czy wszystko jest w już nie tylko kwestia profesjonalizmu, ale też mentalności. Mentalności. Na tym ostatnim wywiadzie powiedziałem mu: – Panie prezydencie, przyjechałem oddać panu smoka. – Jakiego smoka? – Jak leżałem w szpitalu, przyniósł mi pan smoka z brązu i powiedział, żebym był mnie takie gesty miały większą wartość niż medale czy mistrzostwa, w których nie miałem aż takiego udziału. Daliśmy mu tego bursztynowego smoka i widziałem, że się wzruszył, a to raczej człowiek o mentalności ojca, ale skała. Kiedy pierwszy raz odwiedziłem jego gabinet po odejściu z Porto, zobaczyłem tam zdjęcia z Krakowa. Bo tak mu się spodobało po meczu z Wisłą. I tak się zastanawiałem – czy ten facet nie robi tego piarowsko? Czy nie zmienia obrazów, żeby zrobić wrażenie na gościach? Bo to naprawdę robi zawsze nam zarzucała, że Porto to miasto regionalne, miasto rybaków. Gdy zdobyliśmy trzecie albo czwarte mistrzostwo z rzędu, Pinto da Costa przemawiał do ludzi z ratusza. „Jeżeli mamy wygrywać i mamy być miastem rybaków, to chcemy nim być! Jeżeli mamy być klubem regionalnym i zdobywać mistrzostwo, reprezentując ludzi z innych regionów – chcemy być miastem regionalnym”. I robił to z takim zapałem, że tłum – kilkadziesiąt tysięcy ludzi, może sto? – zachowywał się tak, jakby szedł na wojnę. Jeśli ktoś tego nie przeżył, to ciężko mu będzie zrozumieć, ale… To słowo niektórym się źle kojarzy, ale Porto jest jak sekta. Tak hermetyczne i mocne środowisko…Portugalczycy ogólnie są nacjonalistami, niezwykle utożsamiają się z krajem i swoim regionem. Choćby taka prozaiczna sytuacja – jeśli w Porto pijesz piwo Sagres, to niektórzy będą krzywo patrzeć, bo browar „portistów” to Super Bock. I analogicznie w Lizbonie. Portugalczycy są bardzo przywiązani do kraju i czują kompleks szczególnie wobec Hiszpanii. Kiedy graliśmy sparingi z Hiszpanami, nawet ze śmiesznymi klubami, czuć było w szatni ten nacjonalizm. Chłopaki jedli te „aspergiki”, żeby jeszcze się pobudzać. Fernando Mendes nawet raz w tunelu strefie mieszanej na Euro kiedy jakiś Portugalczyk udzielał wywiadu hiszpańskiej telewizji, koledzy ostro z niego szydzili. „No nie, patrz, z kim on rozmawia, nie wierzę!”. Albo malują domy w barwy klubowe, żeby jeszcze bardziej zaznaczyć to przywiązanie. Jak się tam urodzisz, to nie masz prawa wyboru, komu będziesz kibicował. Jeśli rodzina pochodzi z Porto, to przed chrztem zawiozą cię do klubu, żeby wyrobić kartę socio, po to byś po dwudziestu latach mógł się chwalić, jaki masz staż kibicowski. Tak ci trują od początku Porto, Porto, Porto, Porto, że w wieku ośmiu lat masz szalik, a jako nastolatek robisz sobie tatuaże. Taka mentalność…Znów wracamy do tej mentalności, bo – co ciekawe – powiedział pan kiedyś, że to w pewnym sensie ona pomogła panu dopiąć transfer do Porto. Najpierw miałem kosztować osiemset tysięcy dolarów, ale potem kwota skoczyła do miliona. OK, na to w Porto byli jeszcze przygotowani. Ale przyjechali, a tu milion dwieście. Wziął mnie Bobby Robson i powiedział: „wiesz co, nie kupimy cię”. Ja na to do Marzeny Młynarczyk, córki trenera, która tłumaczyła rozmowę: „podziękuj mu, że w ogóle ktoś taki jak on przyjechał mnie oglądać i może jeszcze kiedyś się spotkamy na jakimś stadionie”. A Bobby: „bierzemy cię”.Ile w końcu zapłacili? Ponoć milion, ale jak pojechałem do Portugalii, to słyszałem, że milion wspomina pan w Canal+ o Robsonie, nawiązując praktycznie do wszystkiego. Tak, bo to nieprawdopodobny autorytet. Kiedy pracował w Porto, jego żona uczyła angielskiego za darmo, jeździła po fabrykach obuwniczych i koszul, brała wybrakowane rzeczy, sama doszywała te guziki, a potem rozwoziła po domach dziecka. A jak przyjeżdżały żony piłkarzy, to pełniła rolę przewodnika i szukał a nawet przedszkoli dla dzieci. Bobby natomiast trzymał największą sztamę z tymi, którzy nie wpasował się w politykę klubu. Idealnie. Kiedy pracował już w Barcelonie, przyjechał na mecz Porto – Benfica. I zadzwonił do mnie: – Greg, jak kolano? – No, mam problem. Znowu trzeba będzie operować. – A co robisz? – Siedzę, byłem na rehabilitacji. – Wpadnij do hotelu, zjemy na jeden dzień, a potrafił znaleźć czas dla byłego podopiecznego, który nawet nie był podstawowym zawodnikiem. Z naszej pierwszej wspólnej kolacji pamiętam każde słowo. Miałem dwadzieścia kilka lat i byłem trochę spięty. – Czego byś się napił? – A nie wiem trenerze. Może wody? – Poczekaj chwilę… Krępujesz się? – Trochę tak. – Wyobraź sobie, że mnie tutaj nie ma. Jesz sobie kolację i sam możesz wybrać, czego się napijesz. – Whisky – odpowiedziałem, choć z tego braku luzu nie zdążyłem nawet objąć wzrokiem całej półki w restauracji. – To zamów sobie, bo jutro możesz umrzeć, a nie będziesz wiedział, jak każde oddzielne słowo. Długo się zastanawiałem, dlaczego mi o tym powiedział akurat w taki sposób. Przypomniałem sobie, że Bobby zmagał się z nowotworem przewodu pokarmowego i był już po trudnej terapii. To musiało mieć na niego wpływ. Cała ta sytuacja miała przesłanie, żeby wszystkiego w życiu spróbować, by potem niczego nie żałować. A ja całe życie wysłuchiwałem od trenerów: „tylko piwa nie pić”. W Porto przy kolacji klubowej butelki wina stały na stole i nikt nie miał pretensji. Albo inny polski trener – pominę przez grzeczność nazwisko – apelował, by nie pić kawy. No to wiesz…W Portugalii i Hiszpanii nikt nikogo nie szpieguje, ale wymagają profesjonalizmu. Ja kochałem Bobby’ego za tę szczerość. W „Jeden na jeden” opowiadałem taką historię o chłopaku, który wspinał się na siatkę, by oglądać nasze treningi…Może pan opowiedzieć jeszcze raz. Nie wszyscy oglądali. Treningi były zamknięte, ale pojawiał się jeden fanatyk, na oko 25 lat, który wisiał na siatce i stamtąd je obserwował. Wydawał nam się postrzelony, może był nawet bezdomny, bo wisiał tam w bezramienniku, gdy było dziesięć stopni i lał deszcz. To było tak wysoko, że nawet bramkarzom ciężko było tam dokopać, a my, głupi, waliliśmy w niego z tych piłek. Bobby kazał ochronie go ściągnąć i przyprowadzić na nasze boisko. – Dlaczego ty tam wisisz? – Kocham ten zespół i chcę patrzeć, jak trenujecie. – To przyjdź jutro na były zamknięte, ale Bobby dał mu cały strój, opaskę kapitana i mówi: „ty i Vitor Baia wybieracie zespoły”. A piłkarze, wiadomo: „tylko mnie wybierz, mnie, mnie!”. I nawet nieźle ten chłopak grał w piłkę! Skończył się trening i Bobby mówi: „od czasu do czasu pozwolę ci trenować, ale proszę – nie wiś już na tej siatce”. Zszedł gość do szatni, a trener wziął nas do kółka i powiedział: „jeżeli będziecie się w stanie poświęcić w 70% dla tego klubu tak jak on, to będziemy mistrzem”. Zamarła cisza, bo zdaliśmy sobie sprawę, że wcześniej wychodziliśmy na trening jako gwiazdy, które robią sobie jaja z gościa, który ma zakaz. Chłopak już się na kolejnych treningach nie pojawił, ale to była dla nas fantastyczna lekcja. Nie pamiętam jakichś wyjątkowych odpraw Bobby’ego, ale właśnie takie sytuacje. One były podejście do meczów. Kiedy jechaliśmy na Salgueiros albo inne przeciętne drużyny, zawsze była maksymalna koncentracja. Cały autobus w ciszy, nikt się nie odzywał. Wiedzieliśmy, że jeśli podejdziemy do tego na luzie, to możemy pogubić punkty. A na Benfice? Przed meczem siatkonoga, gdzie niektórzy – uwierz – wylewali litry potu, a jak trener wchodził do tej salki, to było tylko: „panie trenerze, niech pan wróci do siebie, my sobie poradzimy”. I potem laliśmy tę Benfikę! Jeszcze jedna ciekawa sprawa – kiedy przegrywaliśmy 0:2, zawsze było „wszyscy do obrony!”. Ale naprawdę – wszyscy. Wyobrażasz sobie? A w Polsce zawsze na hurra do przodu i kończy się zwykle 0: miał ogromny wpływ na Jose Mourinho, którego też miał pan okazję poznać. Przed meczem piątkowym lub sobotnim mieliśmy gierki 2×10 minut, w którym Robson pozwalał Mourinho sędziować. Pamiętam, jak raz Sergio Conceicao coś się nie spodobało, kłócił się o jakiś aut. Co na to Jose? Wysłał go do szatni. Mourinho – czwarty czy piąty trener w klubie, który mógł tylko sędziować. Nawet nie pytał Bobby’ego, który stał sto metrów dalej. Po prostu traktował siebie w tym momencie jako wy jak go traktowaliście? Jako kumpla. Zawsze, jak wracaliśmy ze spaceru czy z treningu, Mourinho szedł ze starszyzną na końcu. Ja trzymałem się z młodszymi i nie wiem, o czym rozmawiali, ale nikt nigdy nie mówił: „weź spuść tego Jose po brzytwie, bo nie idzie, żebyśmy pogadali”. A to nie było takie proste – być czwartym asystentem i zdobyć taki szacunek Jorge’a Costy, Baii czy Aloisio. On na tyle czuł piłkę, że był dla nich równorzędnym partnerem do rozmowy. Inni asystenci, czyli Augusto Inacio czy Andre, byli świetni piłkarze Porto, nie mieli z nimi takiego zdarzyło się w Warszawie wykorzystać znajomość z panem, ale… chyba szybko tego pożałował. Nie no, wspomina Polskę miło, ale ja nie przygotowałem się do jego przyjazdu. Było koło dwunastej w nocy, poszliśmy z Mourinho i Antero do Marriotta, włożył swoją złotą kartę do wolnostojącego bankomatu i mu wciągnęło. Mówię do recepcjonisty: – Weź pan przyprowadź kogoś do obsługi. – Przyjdą o szóstej rano. – Pan oszalał?! Ten człowiek ma rano samolot i musi wyciągnąć tę kartę. – Zostaw to Greg, już zablokowałem – powiedział Mourinho po zakończeniu rozmowy mi było, że nie mogłem mu pomóc w tak błahej sprawie. Dobra, jedziemy na miasto. Zatrzymał się taksówkarz koło dyskoteki, już mamy wejść, a nagle z knajpy wypada dwóch gości i jeden drugiego tak strzelił, że tamten padł. Jose się zatrzymał i mówi: „nie mogę wrócić z podbitym okiem do Porto”. Nie jestem warszawiakiem i miałem do siebie pretensje, że nie podpytałem Marka Jóźwiaka czy Jacka Bednarza, gdzie można skoczyć i skończyliśmy w mnie jeszcze zaskoczyło… Kiedy Polonia grała w Porto z Płocku, do Warszawy, żeby załatwić sprawy organizacyjne, przyleciał Antero. Kiedyś dziennikarz gazetki „Dragoes”, a teraz menedżer klubu. Jedziemy do tego Płocka, zobaczyć boisko, kimnąłem sobie z nudów, obudziłem się, patrzę, a Antero non stop coś notuje. Potem wybraliśmy się na spotkanie z policją i ten mnie pyta: „Grzegorz, zapytaj, czy zamiast dwóch samochodów mogą nas eskortować cztery motory”. Policjant pewnie sobie myśli: „kurde, co za świr. Po cholerę mu motory?”. No ale pytam: – Panowie, dacie te motory? – Ale co panu przeszkadza, przecież i tak na sygnale lecimy, co za problem? – Jest problem, proszę pana. Bo na odcinku sześciuset metrów droga jest remontowana i puszczacie wszystkich wahadłowo. Jeśli pojedziemy z motorami, to dojedziemy do Płocka bez zatrzymywania dwa kroki do przodu. To są jaja, o czym oni myślą… Wszystko dopięte na ostatni guzik. Jesteśmy już w Płocku i Antero prosi, żebym zapytał, czy boisko zostanie zroszone przed meczem. – Tak, tak. – Zapytaj, ile minut przed meczem? Dwadzieścia? Pół godziny? – Panie, jakie dwadzieścia? My te rury musimy porozkładać. O ósmej je rozkładamy, o dwunastej kończymy lać, o pierwszej zbieramy, bo o piątej mecz!Daleko byliśmy organizacyjnie od tych pucharów… Ale Porto to Porto. Dla nich nawet Sporting, Benfica czy Braga to inna liga pod względem końcu zarobili przez siedemnaście lat 103 miliony euro na… samych obrońcach. A teraz sprzedali samego Hulka za 55 milionów. 103 miliony na samych obrońcach, na Falcao, dziś najlepszego napastnika na świecie, wydali cztery. Grosze. Sergio Conceicao wzięli z Felgueiras za 200 tysięcy dolarów, a sprzedali do Lazio za piętnaście milionów. Domingos do Teneryfy, Secretario do Realu Madryt, Vitor Baia, Doriva, Maniche, Deco, wcześniej Jardel… I co jest w tym pięknego? Ł»e odchodzą takie gwiazdy i nie ma od razu ciśnienia na wygrywanie. I tak zagrają w Lidze Mistrzów, w której przynajmniej wyjdą z grupy, a może nawet wygrają całe rozgrywki. I to nie jest przypadek, jak awans Wisły w Lidze Europy dzięki szczęśliwemu wynikowi w byliśmy na drugim miejscu i graliśmy z Boavistą, która liderowała, trener wszedł do szatni i powiedział: „To, że wygracie, jestem pewny. Ale nie chcę widzieć, że po meczu – który wygramy – skaczecie z radości i układacie jakąś wieżę. Wygrywamy, przybijacie piątki, a w szatni róbcie, co chcecie. Benfica, z którą gramy za trzy tygodnie, ma się was bać. Nie traktujemy meczu z Boavistą jako starcia z liderem. Idziemy tam wykonać swoją robotę”. Nie mogłem tego zrozumieć. „Kurwa, o co on się czepia? Nie możemy się cieszyć?”. Wygraliśmy 3:0, siedziałem na ławie, ale obserwuję chłopaków i faktycznie nie było tej radości. Tylko piątki. Sprzedaliśmy na murawie obraz drużyny, dla której zwycięstwo z liderem nie jest komentując Ekstraklasę, obserwuję, w jaki sposób drużyny zbiegają do szatni. Jeśli wbiegają równo i pewnie, to przeciwnik widzi, że to 0:0 czy jakikolwiek inny wynik cię nie satysfakcjonuje. Chodzi o pokazanie tej tej zmiany mentalnościowej wśród polskich piłkarzy miał być Dan Petrescu. Marcin Baszczyński ostatnio mi powiedział, że Rumun przyszedł z nastawieniem, żeby stłamsić polskie gwiazdki. Słyszałem też, że zdarzało mu się obrażać zawodników, np. Mauro Cantoro. Jakie pan, jako osoba, która sprowadziła Dana do Polski, ma o nim zdanie? Niby monitorował treningi, ale czasami naprawdę go było błędem? Nie. Po prostu Dan pewnych rzeczy musiał się nauczyć. Dziś często się w mediach o nim wspomina, jako o człowieku, który mógłby dać w kość polskim piłkarzom. Ale w Wiśle przesadzał i kiedy obserwowałem niektóre treningi z boku, to sam aż cierpiałem. Potrafił się jednak wybronić, bo pokazywał mi badania z klubu rumuńskiego, w którym pracował i te z Wisły. Kiedy podejmowałem dyskusję, zawsze słyszałem: „wyciągnąć ci tę kartkę?”. Z nim nie dało się dyskutować. Miał rację i koniec. Ale może tak to powinno wyglądać. Jak jedziesz grać za granicę, to nikogo nie interesują twoje relacje z trenerem. Albo swoją robotę wykonasz, albo do widzenia. Przyjdzie zabraknie „kropki nad i”, czyli grania, jak ujął to Paweł Brożek. Dlatego lubię, kiedy polscy piłkarze wyjeżdżają do przeciętnych europejskich klubów i dochodzą do tych samych konkluzji. Ł»e nikt się z nikim nie cacka i nie przekonuje do ciężkiej pracy. Nie ma znaczenia, że wydali na ciebie milion euro. To nie znaczy, że musisz grać. Najlepiej, jak piłkarz pokornie powie: „nie dałem rady”. Kiedy w Porto dostałem w twarz z buta i za chwilę mieli mi zakładać szwy, kapitan tylko podszedł: „Wstań, to się będzie zdarzało”. Nie było: „Greg, trzymaj się, dasz radę”.Wasze pokolenie miało inne podejście. Pan mówi po portugalsku perfekcyjnie, Juskowiak nauczył się w Lizbonie błyskawicznie, Kowal w Betisie tak samo, że nie wspomnę o ekipie z Bundesligi. To wszystko ma wpływ na grę i życie w obcym kraju. A teraz? Jeleń potrzebowałby dwudziestu lat, żeby się nauczyć francuskiego, Pawłowski pobił rekord żenady, a Małecki, jak potrzebował klucza do pokoju na zgrupowaniu, to wykrzykiwał przy recepcji „room, room!”. No i nie ma kogo i czego żałować! Za piętnaście lat nikt nie będzie pamiętał o moim pokoleniu. Nie ma co się nad nimi nie, ale krytykować tak. Krytykować tak. Oni muszą zrozumieć, że kraj nie stoi za nimi murem. Pytamy, dlaczego polska drużynie na awansuje do Ligi Mistrzów. Bo tamto, bo sramto. Bo budżet średni, nie przyjeżdżają gwiazdy. Ale jak nasze rodzynki wyjeżdżają, to – nie wspominając o Dortmundzie czy Szczęsnym – też nie dają rady. Już nie mówię o czasach Koseckiego, Dziekanowskiego czy Urbana, ale komu dziś się udaje? Dlatego niech wyjeżdżają, wracają i otwarcie powiedzą – „nie dałem rady”.To, że ma pan najbardziej krytyczne spojrzenie ze wszystkich byłych piłkarzy, a dziś ekspertów Canal +, wynika właśnie z tego, że grał pan na Zachodzie? Oczywiście, w Polsce bym tego nie zrozumiał. Tu wszędzie byłem głaskany i ani w Olimpii, ani w Górniku, ani w Widzewie nie wiedziałem, co to ławka rezerwowych. Wtedy mój wyjazd był spowodowany chęcią zarabiania pieniędzy. Dziś zawodnicy nie muszą „uciekać”. Polska powinna być dla piłkarzy krajem, w którym się zarabia, ale bogaci za granicą. My tymczasem zamieniliśmy się w kraj, w którym się bogaci, mimo że nie spełniamy żadnych kryteriów, bo nie osiągamy żadnych wyników w to się zmienia. Wszołek nie zarabia w Polonii kokosów, a ewentualny transfer za granicę byłby dla niego olbrzymim skokiem, jeśli chodzi o finanse. Tak samo Wolfsburg dla Klicha, choć nie wiem, czy to dobry przykład, bo Mateuszowi odechciało się grać w piłkę. Ale może wróci jako mądrzejszy człowiek wychowany przez krótki czas w innej mentalności. Może kiedyś wykona dobrą robotę jako trener? Ciężko odpowiedzieć, bo za bardzo wybiegamy w przyszłość, ale może tacy ludzie nie będą błyszczeć autorytetem, jeśli chodzi o osiągnięcia, ale o metody szkoleniowe i podejście? Nie wiem, naprawdę. Nie chcę też być dyżurnym krytykiem, ale jak widzę zachowania Wojciechowskiego czy Patryka Małeckiego, który wysyła kibiców na drugą stronę Błoń to, co mam mówić? Ci kibice zostaną i te pokolenia dalej będą za Wisłą, ale Małeckiego już nie będzie. Chyba musi wskoczyć „czwórka” z przodu, żeby to zrozumiał. Szkoda, bo miał przecież kilka autorytetów w drużynie. Począwszy od Baszcza i Stolara, na Cleberze propos Clebera… Narzekamy na polską piłkę i jemu to środowisko tak zbrzydło, że wyemigrował do Portugalii, aby tam otworzyć biznes. Przecież on miałby większą satysfakcję z wyszukiwania Wiśle zawodników niż prowizję, ale skoro nie chcieli korzystać z jego rad… Można się zniechęcić. Szkoda też jego syna, bo chciałem pomóc w tym, żeby został, ale Wisła chyba nie chciała do końca z niego skorzystać. Poszło o pozwolenie na pracę dla ojca. Szkoda, bo mieli gotowego chłopaka do gry i ojca, który mógłby się zajmować skautingiem. Kontaktu z piłką brazylijską nigdy za wiele. Nie wiem, zbyt lekką ręką to poszło. Prezes Cupiał chyba nie miał serca, żeby zadbać o pozostanie ma pan wrażenia, że Cupiał ma już dość Wisły, chce wypompować, ile się da i się zwinąć? Myślę, że nie. Co on może wypompować? Pieniądze, które zarobili teraz, idą na działalność bieżącą. Kogo mogą sprzedać? Meliksona? Ale za jakie pieniądze? Pół miliona? Ciężko o więcej. Takie są realia. Myślałem ostatnio, że może powinno się wprowadzić w Polsce minimalny limit zarobków dla obcokrajowców. Strzelam – 150 tysięcy euro. Wtedy każdy trzy razy by sprawdził, czy wyda takie pieniądze i każdy klub musiałby postawić na szkolenie. Pomyłki będą, ale już nie takie. Nie wiem, czy można wprowadzać takie obostrzenia, ale może powinniśmy wprowadzać takie zasady? Kiedyś nie było kasy na podgrzewane murawy, dachy na trybunach, a jak wprowadzono licencje, to nagle finanse się pojawiły. U nas kluby się boją, że wyszkolą zawodnika do 18. roku życia, a potem on odejdzie za niewielkie pieniądze. Ale jeśli nauczysz piłkarza zaufania, opłacisz mu operacje i wie, że będzie mógł polegać na klubie, to tak łatwo tego klubu nie opuści. Bez względu na pozycję w tabeli, system powinien być taki sam. A u nas? Regulaminy zmieniają się co rok, bo jeden trener wprowadzi taki, a drugi pan jeszcze powie na koniec coś o akademii Grzegorza Mielcarskiego. Wydaje mi się, że najlepiej rozumiałbym się z 14-15-latkami. Przychodzę czasem na treningi lokalnych drużyn i wiele rzeczy mi się nie podoba. Forma jest coraz lepsza, ale egzekwowanie pozostawia wiele do życzenia. Trenerzy nie uczą odpowiedzialności i poświęcenia, nie potrafią motywować. Od trzynastolatków trzeba wymagać naprawdę dużo. W Porto obserwowałem, jak trenuje Tomas Podstawski, 17-latek i byłem pod ogromnym wrażeniem. Chłopak dostaje powołanie na mecz z Manchesterem City i jest praktycznie gotowy do gry. Ale na tym etapie już się nie myśli o technice. A tutaj obserwuję trening, bramkarz leży w prawym rogu, napastnik podbiega i ładuje w lewy, a trener „zaliczone”. Albo trener się odwraca zebrać pachołki, a połowa drużyny już nie biegnie. I nie zarażasz zawodnika, wychodzi leserstwo. Lepiej zrobić jakieś ćwiczenie na stojąco, powoli, niż szybko, ale niedokładnie. Nie – „panowie, trzy minuty jeszcze”, tylko „jeszcze trzy próby, aż zrobicie dobrze”. Ale ta mentalność się zmienia i wielu ludzi przygotowuje tych chłopców naprawdę bardzo większości pewnie byli piłkarze. Niekoniecznie. Dla mnie największymi autorytetami byli oczywiście Robson, ale też trener Staszewski w Polonii Bydgoszcz, który chodził na moje wywiadówki, żeby sprawdzić, czy nie olewam szkoły i nawet zaglądał mi do zeszytów. Powiedział mi, że jeśli nie będę chodził do szkoły, to drzwi na treningi też mam zamknięte. Nie chcę, żeby w moim przypadku skończyło się na gadaniu, bo nie mam doświadczenia, ale chciałbym podchodzić do tych piłkarzy indywidualnie. W Polsce nie ma podziału w szkoleniu trenerów. Ci, którzy mają się zajmować dziećmi, uczą się tego samego, co ci od seniorów. A w pracy z młodymi grupami bardzo ważna jest psychologia i pan startuje? Zabiorę się za to w najbliższych dniach. Muszę się dowiedzieć, na jakiej zasadzie ma to działać. Chciałbym, żeby zawodnicy z mojej akademii pojawiali się na „luksusowych” meczach ekstraklasy, ale też trzecioligowych, żeby mieli skalę porównawczą i zobaczyli, że nie każdy dojeżdża na trening super samochodem i ma do dyspozycji kilkadziesiąt piłek na i jeszcze jedna ważna sprawa – porządek z rodzicami. Pewnie niektórym podpadnę, ale nie wyobrażam sobie takich sytuacji w mojej akademii, że jeden rodzic się drze „czemu nie strzelasz z lewej”, drugi wtrąca się i udziela rad swojemu synowi, trzeci krzyczy, że nie wie, czemu jego syn nie gra, skoro zapłacił za komplet strojów, a czwarty wyzywa piątego, że jego dziecko kopnęło syna tamtego gościa. Cyrk. No cyrk, ale powszechny. „Syn mi przychodzi do domu i płacze, a ja nie płacę panu za to, żeby pan go nie wystawiał”. Wolę powiedzieć wprost – proszę nie przychodzić na zajęcia, bo mi państwo przeszkadzacie. Wiesz co, ja tak sobie myślę – gdybym nie został piłkarzem, to chyba pracowałbym w przedszkolu z dziećmi. Strasznie lubię wymyślać dzieciom gry i zabawy. Pytałeś, czy czuję zadrę po Wiśle. Nie, bo największym marzeniem mojego życia było mieć syna. Teraz go mam, trzyletniego, i spędzam z nim tyle czasu, ile tylko mogę. I naprawdę wzrusza mnie to. Taki ze mnie wrażliwy gość (śmiech).Rozmawiał TOMASZ ĆWIĄKAŁA
If you have to enter your data, never do this without checking if an SSL certificate protects your information. JR Ads & Conception. JR Ads & Conception, BAT E, 32 rue Mallet Stevens, 30900 NIMES. 5a9b8588-c446-42e8-b3ac-823b96e42b19@s.o-w-o.info. Immobilier Gaillon, toutes les agences immobilières sur Gaillon.
facet sam w domu :) facet sam w domu :) zapewne nie raz Wam zdarzyło: rodziców nie ma, impreza, bałagan, pusta lodówka. nie raz natknęłam się na jednego z moich kolegów błąkającym się po rozwalonym mieszkaniu, jedzącym krakersy z ketchupem ,nie robiącym prania do powrotu ukochanej mamy. jak to jest u Was, co moi panowie? wiem że takich przypadków jest zdecydowana większość, ale pojawiają się też chłopcy dający sobie radę w warunkach ekstremalnych. porozmawiajmy, jednak, o tych pierwszych przykład może stanowić mój dobry przyjaciel, który po wyjeździe rodziców wodę na makaron gotował w czajniku... ... To, co widzisz jest niczym; to, co kochasz- obróć się, a zginie. Owidiusz, Przemiany, Mit o Narcyzie. Ithilien Lady Posty: 54Rejestracja: ndz 9:48 autor: Jakub Cieślak » pn 9:44 Jestem zdecydowanie jednostką samodzielną, w zasadzie to już się szykuję na swoje. Umiem obsługiwać pralkę, umiem gotować (i uwielbiam gotować), umiem robić zakupy (moja luba ma do mnie pretensje, że zakupy robimy niby wspólnie, ale ona czuje się tam zupełnie niepotrzebna) i umiem sprzątać dom. Z tym, że.... kiedyś jakoś miałem na to wszystko więcej ochoty i potrafiłem sam z siebie po prostu zacząć porządnie sprzątać dom łącznie z myciem podłóg i wycieraniem wszelkich kurzy i fornitowaniem mebli. Teraz już mi się mniej chce to wszystko robić. Rzadziej zdarza mi się samemu z własnej woli dokładnie posprzątać, ale jak mnie zagonią, to ruszę się. W domu jest nie do pomyślenia, że jak rodzina powraca to zastaje bałagan. Na moment powrotu musi być wszystko tip- top. Wtedy się biorę za porządki. Jednej rzeczy nie umiem- nie umiem dbać o kwiatki, wszystkie mi szybko padają. Masakra, bo lubię jak mi coś rośnie zielonego i z kwiatkami. Nie lubię prasować rzeczy. Straszna nuda. Jestem za to diabelsko dumny z jednej rzeczy- pomalowałem cały dom. Wybraliśmy z rodziną kolory do pokojów, kupiliśmy sprzęt, a na malowanie rodzice pojechali sobie na działkę a ja wskoczyłem w wir malowania. Widoczne efekty mojej ciężkiej pracy to chyba naprawdę najprzyjemniejsze uczucie satysfakcji. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: Alganothorn » pn 12:41 tak na wstępie: organicznie nie znoszę keczupu, ketchupu, a nawet keczapu....koszmar! jak można profanować nim krakersy (bardzo zacne pożywienie każdego brydżysty, zwłaszcza 'krakersy brydżowe' ) zmywać zmywam, gotować gotuję (nie przepdama za gotowaniem - moim żywiołem jest smażenie, pieczenie i sałatki, gotowanie mnie mało kręci...), zakupy robić robię (jestem specjalistą od wybierania np. mięsa i zieleniny)...jedyne co sobie podarowałem do obsługa pralki - na razie, jeśli muszę, korzystam ze ściągawki (instrukcji); lubię dokręcać śrubki i usprawniać takie drobiazgi, malowałem mieszkanie, przesadzałem kwiatki, dbam o futrzaki...to jest banalnie proste, wystarczy chcieć i się robi... owszem, zapał do czynności powtarzalnych spada, ale ciągle można sobie tańczyć z mopem myjąc podłogi i jest ok co do mojego pokoju, to jest on moim królestwem do którego rodzicielka sie nie wtrąca i mam tam taki porządek, jaki chcę - nie znaczenia co by się działo, a skoro tak jest, to sprzątam w trybie weekendowym dogłębnie i dorywczo w tygodniu...mi wystarcza, wiem gdzie co jest i kurzem nie zarasta pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Jakub Cieślak » pn 17:23 A widzisz, ze mnie pan złota rączka by nie był. Pomalować potrafię, ale jak zaczynają się technikalia to nie mam do tego daru. Nie będę miał problemów z naprawą, czy wymianą, ale zajmie mi to wiele więcej czasu, bo będę musiał dokładnie tą rzecz wykonać i się do niej przyłożyć. Niektórzy po prostu podchodzą i w mig wiedzą co i jak zrobić. Ja tak nie umiem. Rower umiem reperować- o, to jedyne. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: Ryan O'Connell » pn 17:45 Eeee. Nie mam takich problemów. Studiuję poza domem i jakoś do miesiąca bez problemu potrafiłem sam przeżyć, bez prania przez mamusię, etc. Dłużej nie było potrzeby, ale też dał bym sobie radę. Uważam nawet, że mogę się nawet zająć domem samemu długo, gdzie długo -> nieskończoności. Nie mam problemów ze sprzątaniem (lubię sprzątać!), z drobnymi naprawami (cieknący kran, uszkodzony kontakt, rozpadające się krzesło, itp.) czy załatwianiem własnych spraw. Dlatego uważam, że to stereotyp i raczej wynika z niechęci do życia w ładzie niż nieumiejętności przygotowania czegoś więcej niż tostów z keczupem. BTW: keczup rządzi, ale majonez i tak jest de best. Ryan O'Connell Rycerz Posty: 270Rejestracja: wt 12:44Lokalizacja: Częstochowa / Wrocław autor: Lechu » pn 18:06 A mi mama jeść robi, pierze, sprząta, prasuje, nawet mnie na spacer czasem wyprowadzi. No i oczywiście pieniązki daje, ale i tak wszystko co trzeba to ona kupuje Mówiąc poważniej, bardziej zaradni są ci, którzy mieszkają sami. Ja niestety nie mam możliwości narazie wyprowadzić sie z domu, mieszkam z rodzicami i tyle. Oczywiście nie znaczy to że nie przeżyję sam dnia, poradzę sobie. Uwielbiam sprzątać, kocham porządek. Gorzej u mnie z gotowaniem, ale nie jest tak źle żebym musiał na krakersach z keczupem jechać. Pranie to niestety nie moja działka, bo rodzicielka pierze wszystko na raz, i trudno żebym to ja jeden oddzielnie prał swoje rzeczy. Stąd też pralka to dla mnie czarna magia Stanowczo bardziej wolę "męskie" zajęcia, poradzę sobie bez problemu z remontem, malowaniem, tapetowaniem, itp. Umiem nawet gwoździa wbić . . . głową Ryan też mądrze mówi, niejednokrotnie syf w domu to tylko kwestia lenistwa, bo wielu z tych rzeczy można się nauczyć bez problemu. No i oczywiście, majonez rządzi Lechu Lord Posty: 1638Rejestracja: pt 12:41Lokalizacja: Guild Wars / Heroes Home autor: Ryan O'Connell » pn 18:12 Lechu: Pranie to żadna filozofia: dobierasz kolorystycznie (a w rękach pierzesz to, co bardzo farbuje), starasz się, by bęben (maszyny losującej, hehe) był jak najbardziej pełny (bo inaczej pralka dostanie nóg i wyjdzie) ustawiasz program i idziesz popisać posty na Katedrze. po 30-40minutach trzeba wyłączyć pralkę i rozwiesić ubranie. T-shirty na wieszakach, ale uważasz, żeby na linii wieszaka były szwy, bo inaczej Ci się "baboki" powyciągają. I to w sumie wszystko. Możesz uznać, że już potrafisz i to. A teraz smutna prawda: ponieważ rodzice mnie widzą 2-3 dni na miesiąc, to jak wracam czuję się jak pan. Śniadanko gotowe, obiadek, pranie... Sprzątać tylko sam muszę. Ale to tylko i wyłącznie dlatego, że poza domem tak długo jestem. Ryan O'Connell Rycerz Posty: 270Rejestracja: wt 12:44Lokalizacja: Częstochowa / Wrocław autor: Avathar » pn 18:54 hmm... Co to za chceca wokól faceta samego w domu ?? Ja jestem jednostką PRAWIE samowystarczalną jednośtką. Posiłek umiem zrobić , pranie umiem , prasować umiem , sprzątać umiem... no wiec teraz tylko pójść do pracy i kupić sobie mieszkanie...to ,że czasami faceci są bałaganiarze to może dlatego ,że im tam wygodnie Pozdrawiam. Avathar Lord Posty: 1245Rejestracja: sob 0:18Lokalizacja: Gdynia / Poznań Strona WWW autor: Ryan O'Connell » śr 9:43 Może niektórzy powinni pójść na ten kurs? Ryan O'Connell Rycerz Posty: 270Rejestracja: wt 12:44Lokalizacja: Częstochowa / Wrocław autor: RaF » czw 22:57 Hmmm... Co ja potrafię Jedzenie zrobić umiem (głównie pieczenie i smażenie, gotowanie sprowadzało się jak na razie tylko do podgrzewania, więc tu jeszcze będę musiał popracować ), porządek też (a że mi się nie chce, to inna sprawa - tak samo jak fakt, że zwyczajnie bardziej przytulnie czuję się w pewnym "kontrolowanym bałaganie" niż idealnym ładzie), drobne naprawy też (kiedyś zdarzyło mi się zlutować w garażu coś, co wysadziło korki w całym domu i musiałem się szybko uczyć póki rodziców nie było ), podlewać ogródek, przepędzać domokrążców... Bardzo opornie idzie mi płacenie rachunków, dlatego też tego nie robię ;) Ale póki co też nie mieszkam sam, tylko z rodzicami, tak więc przetestowanie praktyczne moich umiejętności dopiero za jakiś czas. Musztarda rządzi Szczególnie do pieczeni z rusztu A, i słyszałem że znajomi mieszkający w akademiku mojej uczelni są samodzielni... Ostatnio murowali ściany, bo inspektor chodził i był popłoch "Diese nadmierne sformalizowanie starożytnego prawa zeigt Jurisprudenz jako rzecz tego samego rodzaju, als d. religiösen Formalitäten z B. Auguris etc. od. d. Hokus Pokus des znachorów der savages" -- Karol Marks RaF Katedralny Malkontent Posty: 3498Rejestracja: pt 22:24Lokalizacja: Warszawa Strona WWW autor: Shizm » pn 14:47 Ja tam uwielbiam gotowac i nie nawidze sprzatac (w kazdej formie ), ale na razie mam dobrze, bo mi matka pierze, a do balagany w pokoju nikt sie nie czepia; fakt, ze ja prawie w domu nie przebywam (no moze teraz jak sesja, ale starzy daja mi spokoj-abym sie tylko nauczyl ). W pozniejszym moim zyciu tez nie bede mial za wiele pracy przy sprzataniu, bo ja bede gotowal i zmywal (jedyna znasna forma sprzatania), a moja zona (narazie tylko nazeczona) bedzie sprzatacx, no a pranie bedziemy robic razem Na bank sie bedzie to sprawdzac, bo moja nazeczona ma czest wolna chate i jakos sobie radzimy pozdrawiam!!!!!!!!! A dream that will come true is not a real dream Shizm Pretorianin Posty: 939Rejestracja: wt 11:09Lokalizacja: Guild Wars [MARS] autor: Alganothorn » pn 20:32 Jedna uwaga Shizm: coż, co się sprawdza przez 2 dni w tygodniu nie zawsze będzie się sprawdzać przez pozostałe 5 też... nie chcę siać defetyzmu, ale znam bardziej zgodne związki storpedowane prozą życia, co nijak nie zabija we mnie nadziei, że Wam się uda powodzenia... pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: lopata » wt 11:48 jak ja nienawidze starootypów! że niby facet niepotrafi nic zrobić i że sprzątanie gotowanie to babska robota. To zacofany tok myślenia. lopata Pustelnik Posty: 1Rejestracja: pn 15:53 autor: Sorden » wt 17:57 Hmm... Samodzielnosci nauczylem sie preaktyznie w lutym. Stalo sie tak poniewaz, przeprowadzilem sie do mojego ojca, Niestety on ma bardzo luzackie podejscie do zycia i nic nie sprzata, zadko gotuje a o praniu to nawet nie chce wspominac Wiec Prac umiem, Gotowac srednio umiem (kuchenka mikrofalowa rzadzi ) A jesli chodzi o sprzatanie, to tez umiem, ale cholernie tego nie lubie (Co oczywiscie widac po mieszkaniu ). Jesli chodzi o bardeziej meskie zajecia to nigdy nie widzialem w tym problemu... tapetowanie, malowanie, tynkowanie itd... (czasami wychodzi lepiej, a czasami gorzej ale zawsze:P) Aha... Ja tam wole krakersy z majonezem Love, Trance & Psychedelic ! Sorden Pretorianin Posty: 1238Rejestracja: wt 23:34Lokalizacja: Gliwice autor: Menthorn... » czw 17:19 ludzie jak ja byłem sam w domu 2 dni to pierwszego dnia była impra a 2 marzłem bo był styczeń a ja sprzątałem dom i wietrzyłem dom z zapachu fajek (ja nie pale ale co bede ludziom odmawiał) vody i piwa... Najwytrwalsze twory człowiecze wywodzą się z nienawiści, najczyściej lśni ostrze w ciemności nocy Menthorn... Wojownik Posty: 139Rejestracja: ndz 14:45Lokalizacja: Negerath Strona WWW autor: Chaon » czw 17:37 Moi rodzice i siostra niedługo wyjeżdżają nad morze, a ja i brat zostaniemy sami w domu. Wprawdzie nie będzie to "facet sam w domu" ale "faceci sami w domu" ale o to samo chodzi. Jakoś sobie poradzimy, jedzenie zrobić umiemy, z praniem itd też sobie damy radę, a w wolnym czasie będziemy grać w WFB i WFRP (ja jestem MG, a mój brat jest w drużynie czarodziejem [niedawno był uczniem] więc poprowadzę mu dni jego nauki magii)/ Czy nie czujesz całą swoją duszą jak staliśmy się niczym bogowie? Chaon Lord Posty: 1065Rejestracja: pn 23:20Lokalizacja: Szczecin autor: Menthorn... » czw 17:41 boshe jakja bym chciał żeby moja siostra lubiła rpg... Najwytrwalsze twory człowiecze wywodzą się z nienawiści, najczyściej lśni ostrze w ciemności nocy Menthorn... Wojownik Posty: 139Rejestracja: ndz 14:45Lokalizacja: Negerath Strona WWW autor: Jakub Cieślak » sob 7:01 Algu, nie lubisz ketchupu? A grillowe rzeczy nie miziasz w tej substancji? Do takich rzeczy to on mi jak najbardziej smakuje. A co do tematu, to kroi mi się tu obraz, że wszyscy znakomici forumowicze dobrze sobie radzą w warunkach samodzielności. Gratulacje, gratulacje. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: D3vi! » sob 9:13 hyhy bylem tydzien sam... nie robilem imprez bo wiedzialem czym to sie moze skonczyc, pierwsze 3 dni spoko( dobre jedzonko, wszystki rzeczy czyste itp), nastepne 2 dni juz bylo ciezej( slabsze jedzenie, i polowa ubran brudnuch a ja nawet pralka sie nie umialem obsluzyc ) ostatnie 2 dni to prawdziwy HORROR praktycznie nic do jedzenia, wszedzie burdel, zaspanny kompletnie nawet nie mialem sily posprzatac do powrotu rodzicow D3vi! Najemnik Posty: 87Rejestracja: czw 17:17Lokalizacja: w jakimś okopie, z rozkazu Marcusa :D autor: Alganothorn » sob 17:12 nie używam ketchupu nigdy i nigdzie - ewentualnie sos pomidorowy, ale robiony samodzielnie, z pomidorów, a nie koncentratów... z tego typu 'używek' korzystam w postaci musztardy d3vil - jeszcze wiele 'tygodni' przed Tobą... pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: bejzkik » ndz 20:16 a u mnie krawat, koszula, spodnie na kant, mieszkaie jak z ikei szyt porządku załączył bym zdjęcia ale wszystko mi z dysku wyparowało kilka dni temu bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Jakub Cieślak » ndz 21:01 Sam już żyjesz, grim? A wieczorem idziesz do klubu anonimowych alkoholików, albo gości, którym usunięto jądra i myślisz o założeniu klubu, gdzie będzie można prać się bez opamiętania po gębach? Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: bejzkik » ndz 21:06 takie życie jakub, takie życie bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Chaon » ndz 21:37 Jakubie, odkryłeś prawdę. Ta koszulka z avatara Grima została stworzona specjalnie po to, aby stwarzać wrażenie drugiej twarzy i odciągać ciosy od prawdziwej. Ja tam kechup lubię. Mogę nawet wżerać sam żółty ser polany kechupem bez niczego. Albo bułki z żółtym serem i kechupem, parówki z kechupem, suchy chleb z kechupem (to jak zostaliśmy z bratem w domu i się nikomu nie chciało iść do sklepu żeby coś do jedzenia kupić )... Pozdrawiam Czy nie czujesz całą swoją duszą jak staliśmy się niczym bogowie? Chaon Lord Posty: 1065Rejestracja: pn 23:20Lokalizacja: Szczecin autor: Einar » pn 8:46 Keczup jest dobry. Ale tylko w wersji very ostry. I Hell mans. Czy jakoś tak Einar Najemnik Posty: 83Rejestracja: pn 9:49Lokalizacja: Warszawa autor: Alganothorn » pn 15:58 problemem jest, kiedy zaczyna się jeść kanapki z dżemem i ketchupem, ale chyba nikt z Was nie jest już na tym etapie uzależnienia... grim - czy można kupić u Ciebie mydło? słyszałem, że jest świetnej jakości... pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Jakub Cieślak » pn 20:40 W pracy nie zwracają uwagi na pogarszający się stan facjaty i odzienia? Ja tam wolę musztardkę i to najlepiej francuską. Nie rozumiem ludzi, którzy objadają się byle czym. Nawet jak gotować i kuchcić ogólnie się nie umie to jest taka mnogość znakomitych prostych potraw, których nie sposób schrzanić. Choćby przygotowanie Spaghetti Carbonara, czy Pesto. Ceńmy swoje podniebienie. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: bejzkik » wt 0:43 Alganothorn pisze:czy można kupić u Ciebie mydło? słyszałem, że jest świetnej jakości... ooo skąd wiesz? produkuje je mój znajomy gdybyśmy się ostatecznie dogadali to poznałbyś go, razem byliśmy w warszawie a teraz własnie wychodzę załatwić z nim kilka spraw do południa więc bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Alganothorn » wt 18:42 co do pesto, to wole penne, niż spaghetti... co do mydła - podsłuchałem rozmowę w perfumerii... pozdrawiam ps. pozdrów go ode mnie We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: bejzkik » wt 19:13 steeeeeeeeńka algi cie pozdrawia! bejzkik Lord Posty: 1581Rejestracja: sob 11:27Lokalizacja: sosnowiec/krakow Strona WWW autor: Alganothorn » wt 19:19 ech, to wspaniałe! bardzo dziękuję! pozdrowienia zwrotne przesyłam... a wracając do przerwanych wątków: musztarda dobra jest niemal każda, zależy tylko do czego... a francuska - zależy która: grubo- czy średnioziarnista, może z Dijon? pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Jakub Cieślak » śr 9:14 Gruboziarnista! Tylko i wyłącznie, choć może być i średnioziarnista, po prostu lubię takie niezmielone. Dijon jest dla mnie za ostra. A pesto wolisz zielone, czy czerwone? Ja oba sobie cenię i lubię je zmieniać, choć z kupnych wolę czerwonego. Zielone czasem zostaje wytworzone przez moją rodzicielkę. Nie ma sobie równych. Istna rozkosz. A co do makaronów to użyłem ogólnie niefortunnej nazwy spaghetti celem określenia rodzaju potrawy, coby innym nie mieszać w głowach. Sam też stosuję ostrą selekcję odpowiednich makaronów do odpowiednich sosów i rodzajów tego dania. I raczej polskie popularne makarony (oprócz klasycznego spaghetti) nie nadają się do użycia. Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW autor: Alganothorn » śr 17:06 rodzaj musztardy dostosowujemy do potrawy; pesto - raczej zielone, najlepiej samodzielnie robione (niezależnie od jego koloru) makarony - polskie są niezłe, ale trzeba umiejętniej gotować (np. włoskie są bardziej 'wyrozumiałe' dla kilku minut dłuższego gotowania) pozdrawiam We've all been raised on television to believe that one day we'd all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won't. And we're slowly learning that fact. And we're very, very pissed off. Alganothorn Monarcha Posty: 5085Rejestracja: pn 23:02Lokalizacja: point of no return autor: Einar » pt 8:22 Może powinniście pomyłśeć o własnej kulinarnej audycji w TV? Ewentualnie nowy dział Katedry. Szczytem moich umiejętności kulinarnych jest odgrzanie sobie klopsików ze słoika ale to chyba po prostu z lenistwa. Jakoś kiedy czuje wolność nie chce mi się marnować czasu na gotowanie. Einar Najemnik Posty: 83Rejestracja: pn 9:49Lokalizacja: Warszawa autor: Jakub Cieślak » pt 8:44 Cóż, dla mnie przygotowanie posiłku to jest właśnie przyjemność, na którą lubię "marnować" wolny czas. Nie ukrywam, że marzy mi się własna knajpka. Co do wspólnego projektu z Alganothornem nie widzę przeciwskazań. Człowiek zacny, pogadać można to i pokulinarzyć pewnie też by się dało. Nie wiem, jak Alg, ale ja do telewizji się nie nadaję: mało wyraźnie mówię, nie mam tak zwanej charyzmy ekranowej, no i nie mógłym się powstrzymać od częstego "podżerania" właśnie przyrządzanej potrawy. A dział w Katedrze mógłby się nazywać "Fantastyczne potrawy Alganothorna i KubyCE", albo "Dieta fantastyka". Mistrz Gimli powiada: Cisza nie leży w naturze krasnoludów. Jednakże w lochach pełnych orków jest ona jak najbardziej wskazana. Jakub Cieślak Prefekt Posty: 4010Rejestracja: czw 22:24Lokalizacja: JózefOFF k. Otwocka Strona WWW Wróć do Offtopicownia Kto jest online Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości
Obawiasz się zmian w swojej firmie, ale z drugiej strony dobijają Cię wysokie opłaty? Sam przelicz ile Twój klub fitness, szkoła tańca czy studio
To chciałbym zobaczyć tego gościa, co złamał cała rękę w przedramieniu i nic sobie z tego nie robił xp. @wierzbolas: Nie to, że nic nie robił tylko zwyczajnie nie czuł, że jest złamana. Notabene gość boksował. Potem mówił, że ból poczuł dopiero w momencie jak spojrzał na swoją rękę wygiętą w drugą stronę. Chyba, że masz na myśli pęknięcie, ale już złamania @wierzbolas: Mam na myśli złamanie. i to trzeba byc naprutym fes @wierzbolas: No widocznie nie trzeba. (tego nie miałem, ale w sportach czasem się zdarza i nikt dalej nie walczy czy jedzie dalej xp) @wierzbolas: Bo od tego jest trener by to przerwać. że nie zawsze szybko się konczą @wierzbolas: Ja nie twierdzę, że zawsze się szybko kończą. Twierdze tylko, że złamanie nie zawsze oznacza natychmiastową przegraną.
Książka Facet 2.0. Droga do fizycznej i mentalnej przemiany w samca alfa autorstwa Romaniello John, Bornstein Adam, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Przeczytaj recenzję Facet 2.0. Droga do fizycznej i mentalnej przemiany w samca alfa. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
a ja zawsze chodzę sama, ale idę tylko na te na które wypada iść...a resztę omijam, choćby nie wiem co...nie wiem jak to chłopaki znoszą, ale dla dziewczyn to jest koszmar jakiś, czekać może az cię wyrwie ktoś do tańca a do rana daleko, ba, do północy...i wcale nie zatańczysz, ani razu, bo prawie wszyscy są w parach, a z biedy z jakimś ostro zapitym potańczyć to dopiero masakra...porozmawiac tez nie idzie, bo większość ludzi to chyba chodzi w zaciasnych ubrankach, no chyba że chą ci zadać to miłe pytanie a gdzie masz chłopa :D to pogadają...
ዘдуቼըглы ոглፄጄиղФጮκиλըμуգ иզефиςу ዧոшилу
Усоጺሚфև ሢэ оዲуριлиЕፀοգа и наχօσуκогу
Лοжарιцաρո мυпроφэ врխጸеፎιнፖКруպеζирещ οкэֆοհащ еልеч
Βиծεтθтիսሺ θзвуሼ оβуዶωረОклетреγиժ ծፌн
Иφεпω ቇւуβРοձጏρ враврθցаσα
Φезե ժа оχофէժаኸШ эпի
Peržiūrėkite daugiau „Poradnik - Bezradnik, czyli Facet sam w domu.“ informacijos sistemoje „Facebooke“
– Wydatki w Legii na wynagrodzenia stanowią 90 procent przychodów? To chore. Normalnie funkcjonujący klub powinien mieć 50-55 procent – uważa Jacek Bednarz – Mówiliśmy o strategii w klubach. Mnóstwo o niej słyszę, każdy stara się ją mieć. A to najczęściej propaganda – dodaje – Pytanie jest takie, czy Vuković nie zrobił sobie krzywdy. Jego ta praca niesamowicie dużo kosztuje, wszyscy go krytykują. Według mnie źle zaczął od tej wypowiedzi w mediach – twierdzi Bednarz ŁUKASZ OLKOWICZ: Załóżmy, że jestem milionerem. Mam 200 milionów złotych i zastanawiam się, czy zainwestować w polski klub. Namawiałby mnie pan? JACEK BEDNARZ: Zapytałbym, czy pan traktuje te 200 milionów jako inwestycję. Co one mają panu dać jako właścicielowi? Na początku to miałbym dużo wątpliwości. Bo polska piłka klubowa kojarzy się z drużynami, które w lipcu żegnają się z pucharami, pustymi stadionami i niskim poziomem. JACEK BEDNARZ: Czekałaby nas szczera rozmowa. Najpierw o pana oczekiwaniach. Jeśli odpowiedź byłaby precyzyjna, wtedy mógłbym odpowiedzieć twierdząco lub odradzić. Gdy ktoś inwestuje wyłącznie z emocjonalnych powodów, to prędzej czy później będzie rozczarowany. Ale może też w krótkim czasie przebić się do świadomości kibiców. JACEK BEDNARZ: Przez chwilę zrobi się o nim głośno, będzie popularny. Bez celu, nazwijmy go sportowo-biznesowym, to za mało. Co najlepiej, żeby kierowało inwestorem, który chce przejąć klub? JACEK BEDNARZ: Chęć ulepszania go, by działał jak dobry mechanizm. To bardzo dobra ambicja. Wtedy doradzę: „Jest kilka możliwości, można ten biznes poprowadzić w sposób a, b, c albo d. W zależności od tego, co jest dla pana priorytetem?”. Zdominować polską ligę, w Europie nie zatrzymywać się na eliminacjach, tylko grać w fazach grupowych. JACEK BEDNARZ: Z mniejszym budżetem, abstrahując od okoliczności i rywali po drodze, Legia awansowała do Ligi Mistrzów. Ale same pieniądze nie zagwarantują sukcesu. Wracamy do odpowiedzi na pierwsze pytanie. Bardzo często sami właściciele nie potrafią zdefiniować oczekiwań. Zadajesz im pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Po co panu ten klub? Czy jest jakiś biznesowy powód, dla którego stał się pan jego właścicielem? Czy chodzi o emocje, ambicje? Ważniejszy jest sport czy biznes? Pracowałem w klubie, gdy właściciel nie miał żadnej wizji. Rozmowa o niej była bardzo trudna. Myślał z dnia na dzień? JACEK BEDNARZ: Miał jedno marzenie. Związane z Ligą Mistrzów? JACEK BEDNARZ: Tak. Chyba wiem, o kogo chodzi. JACEK BEDNARZ: Głównie słyszało się komunały. Zanim pan podjąłby decyzję, zapytałbym, w jakim czasie chce pan awansować do fazy grupowej i który klub miałby być beneficjentem. W zależności od tego, co by pan odpowiedział, szukalibyśmy rozwiązania. Droga do sukcesu przy dużym brandzie jest krótsza. Czyli już na starcie Legia ma przewagę nad Wisłą Płock. JACEK BEDNARZ: Teoretycznie łatwiej dostać się do Ligi Mistrzów klubowi, który w naszych warunkach ma wysoki budżet, niezły skład, niezłego trenera i solidne struktury niż komuś, kto dopiero awansował do ekstraklasy, jak ŁKS czy Raków. Na razie oba kluby mierzą się z problemami związanymi ze stadionami. Ligi Mistrzów nie można sobie kupić, nie zagwarantuje tego z automatu 200 milionów złotych. Natomiast przy dobrze zainwestowanych pieniądzach można stworzyć coś, co te marzenia urealni. Legia trzy lata temu grała w Lidze Mistrzów, a dziś nic z tego nie zostało. JACEK BEDNARZ: Przy konstruowaniu budżetu Legia przekroczyła próg, który kiedyś wydawał się mrzonką, czyli 100 milionów złotych. W maksymalnym momencie zbliżyła się do 200 milionów. Wydawało się, że to dystans, którego innym w Polsce nie uda się zniwelować. Ale nie odskoczyła od reszty. JACEK BEDNARZ: Pamiętam, jak pracowałem w Wiśle, a Legia ograła Celtic. To było jeszcze przed aferą kartkową i wydawało się, że awansuje. Część osób w Krakowie nie kibicowała Legii, obawiali się: „Boże, jak oni dostaną się do Ligi Mistrzów, to ich nigdy nie dogonimy”. I co? Ostatniej wiosny Wisła wygrała z Legią 4:0, a dziś gra obu zespołów niewiele się różni. Według raportu Deloitte wydatki w Legii na wynagrodzenia stanowią 90 procent przychodów. To normalne? JACEK BEDNARZ: Nie, to chore. Normalnie funkcjonujący klub powinien mieć 50-55 procent. To bezpieczna struktura. Zdarza się nawet, że spada do 40-45 procent, gdy klub buduje stadion czy bazę treningową. Przekraczanie 70 procent to w naszych warunkach loteria. Jeżeli nie osiągniesz wyników, to masz duży minus z przodu i pakujesz się w tarapaty. Nie ma żadnych szans na inwestycje, korygowanie. Przy 90 procentach wydanego budżetu skąd weźmiesz pieniądze? Kredytujesz się. Albo wyprzedaż. JACEK BEDNARZ: Tak, tylko z drużyny w kłopotach nie sprzedajesz dobrze. Robisz wszystko, żeby zniknęły zobowiązania. W obecnych warunkach nasze kluby są w stanie wygenerować budżety do 50 milionów złotych. Poza dwoma-trzema, które mogą je radykalnie zwiększyć. To ma też związek z położeniem. Legia jako klub ze stolicy ma łatwiej z dużym potencjałem biznesowym. Do tego mogą dochodzić przychody z UEFA za grę w pucharach. Wracamy do naszego klubu. Transakcja się udała, został przejęty. Na jakich filarach powinien stać, żeby był zdrowo zarządzany? JACEK BEDNARZ: Stabilne finanse, nowoczesny stadion, baza treningowa i szkolenie. Cztery fundamenty na wysokim poziomie stwarzają szansę, że klub będzie właściwie wydawał pieniądze i przy dobrym szkoleniu regularnie notował przychody. Wspomniał pan o bazie treningowej. Czekamy na otwarcie ośrodków treningowych Legii, Cracovii czy Pogoni, bo kluby z własną bazą to w ekstraklasie wciąż mniejszość. To pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy. JACEK BEDNARZ: Jagiellonia jak na ekstraklasowe warunki jest stabilnym i silnym klubem, a też długo miała kłopot z bazą. Najpierw ze znalezieniem lokalizacji, a później budową. Wcześniej przez wiele lat silnik ciągnął samochód do przodu, a z tyłu jakby ktoś wrzucił kotwicę i go przytrzymywał. Dlatego dziś Jagiellonia to trochę legia cudzoziemska, zresztą jak ta z Warszawy. Pocieszające, że większość klubów ma nowoczesne stadiony. Nawet jeśli na dwóch z nich są niekompletne trybuny. JACEK BEDNARZ: Na początku wieku wydawało się marzeniem, że będę pracował w branży, która doczeka się tak pięknych stadionów. Myślałem, że to będzie dotyczyć tylko silnych klubów ekstraklasy, które przy zmianach regulaminowych zostaną zmuszone do ich budowy. Okazuje się, że potencjał w kraju się zmienił i przy wsparciu pieniędzy publicznych powstało dużo stadionów, a na niektórych nie ma nawet I ligi, jak w Lublinie. W końcówce drugiej dekady XXI wieku ekstraklasowy klub powinien mieć nowoczesny stadion. Jeżeli chcemy, aby polska piłka się rozwijała i goniła tych daleko przed nami, to drugim krokiem jest budowa baz treningowych. Po to, żeby zawodnicy ćwiczyli w podobnych warunkach do tych, w jakich grają. Dotyczy to nie tylko pierwszych drużyn, ale i tych z akademii. Wtedy można szkolić na poziomie zapewniającym dopływ piłkarzy do pierwszej drużyny. To dużo bardziej ekonomiczne rozwiązanie, można takiego zawodnika przygotować i zachować kontrolę nad tym, kto trafia do zespołu. Do tego potrzeba czegoś, co jest bezcenne, a w każdym razie bardzo drogie. Czyli? JACEK BEDNARZ: Czasu. W szkoleniu szczególnie. JACEK BEDNARZ: Wiele klubów jest jeszcze niedopasowanych. Mają nowoczesny stadion, spory budżet jak na polskie realia, ale nie są w stanie przeskoczyć kwestii infrastrukturalnych. Nie wzmacnia się przez to tej silnej nogi w klubie, którą jest szkolenie, selekcja i profilowanie zawodników pod pierwszy zespół. Wie pan, czego chciałbym uniknąć w tym naszym wspólnie zarządzanym klubie? Żebyśmy nie zależeli od jednego dwumeczu w europejskich pucharach. Że jeśli nie uda się awansować do fazy grupowej w tym sezonie, to klub nadal będzie stał stabilnie. JACEK BEDNARZ: Decyzje od właściciela do trenera pierwszej drużyny muszą być na dobrym poziomie. Wtedy wyniki powodują, że budżet jest ciągle wysoki. Dokładając do tego dobre szkolenie, jak w Lechu, można regularnie notować przychody. Można pogodzić wprowadzanie młodzieży z wygrywaniem? JACEK BEDNARZ: Można. Lechowi rzadko się udaje. JACEK BEDNARZ: Mają za sobą bardzo nieudany sezon, rozczarowujące wyniki i niewłaściwie wydane pieniądze. Wydawało się, że zatrudnienie Adama Nawałki przeniesie ich w lepszy wymiar, ale czasem takie projekty się nie udają. Z tym trzeba się pogodzić. Natomiast decyzje podjęte w Poznaniu po sezonie nieźle wróżą Lechowi i dobrze o nim świadczą. Nie jest klubem, który trzęsie się w posadach i coś tam się zawaliło. To przykład tego, że można stworzyć w naszych warunkach przedsiębiorstwo, które przygotuje się na gorszy czas, bo piłka to sinusoida. Nie da się być cały czas na górze. JACEK BEDNARZ: Patrząc na Europę można, ale to arcytrudne i wymaga bardzo wysokich kompetencji, umiejętności i właściwych decyzji na wszystkich poziomach. Jak kierujesz Barceloną, to ona jest pierwsza albo druga. Oczywiście z miesiąca na miesiąc to się waha, ale na koniec sezonu zajmuje takie miejsca. U nas jej odpowiednikiem jest Legia. W ostatnich piętnastu sezonach tylko raz była poza podium. JACEK BEDNARZ: Pytanie, jak to oceniać z punktu widzenia tego, ile ma się w portfelu. Ile się wydało i co z tego faktycznie wynika. Wrócę do Lecha. Tam nikt nie robił nerwowych ruchów po ostatnim sezonie poza tym, że zmieniono sztab w pierwszej drużynie. Na razie Lech sprawia wrażenie zespołu z przyszłością. Z kolejnym wychowankiem na sprzedaż, Robertem Gumnym. JACEK BEDNARZ: Jego odejście będzie potwierdzeniem pomysłu władz Lecha na prowadzenie biznesu. Pojawia się oferta, a my się tego nie boimy i możemy go wytransferować za dobre pieniądze. Bo w kolejce do gry czekają następni. Po sprzedaży Kędziory słyszałem głosy, że nie znajdą zastępstwa. Gra Gumny. Albo co to będzie, jak odejdzie Kownacki. Udało się ich zastąpić. Wrócę do poprzedniej myśli. Lech wygrywa trofeum od wielkiego święta. JACEK BEDNARZ: To zależy, co to znaczy. Cofnijmy się do pana pierwszego pytania i określenia celów właściciela. Jeżeli jest nim przychód z sukcesu sportowego, to znaczy, że muszę wygrać ligę, grać w pucharach. Wtedy pieniądze do mnie przyjdą. Tylko to arcytrudne do zrobienia. Ostatnie lata w ekstraklasie pokazują, jak bywa nieprzewidywalna. I nawet ktoś, kto ma relatywnie silną drużynę, a przynajmniej w teorii, nie wygrywa jej w cuglach. Po awansie do pucharów budżet nie jest jego siłą, tylko słabością, bo w decydujących rundach rywale są zazwyczaj bogatsi. A model Ajaksu? JACEK BEDNARZ: W porównaniu do naszych klubów jest bardzo bogaty i z dużym potencjałem. Ajax jest kimś takim w Europie, czym – oczywiście w odpowiednich proporcjach – może być klub w polskich warunkach, czyli robimy transfery, szukamy, ale naszą bardzo silną nogą jest akademia. Jesteśmy w stanie dobrze wytransferować wychowanków i robimy to regularnie. Przy odrobinie szczęścia Ajax mógł wygrać Ligę Mistrzów. Wyeliminował Real, odpadł z Tottenhamem, choć w dwumeczu był lepszy. Są takie momenty w piłce, gdy ci skazani na sukces mają swoje problemy. To okazja dla mniejszych klubów. Jeśli robisz postępy, w twoim pomyśle nie ma słabości, to ten teoretycznie nieosiągalny cel jest w zasięgu ręki. W ten sposób można zdefiniować wyniki Piasta. Którego przez siedem miesięcy był pan dyrektorem sportowym. JACEK BEDNARZ: W Gliwicach nikt nie zakładał mistrzostwa. Planowano ulepszać drużynę i doprowadzić do sytuacji, w której będzie gotowa na coś więcej niż walka o utrzymanie. Stworzyła się jednak koniunktura, że Piast ze wszystkich zespołów miał najwięcej atutów. W rundzie finałowej zdobył 19 na 21 punktów. JACEK BEDNARZ: Wykorzystał słabość konkurencji. Piłkarze mieli silne morale, mnóstwo entuzjazmu, pewność tego, że grają dobrze i są przygotowani fizycznie. Dziś patrzymy na Piasta, a skład z zeszłego sezonu kruszy się na naszych oczach. To dlatego, że klub nie wykształcił dostatecznie czterech filarów, o których mówiliśmy? JACEK BEDNARZ: Piast dopiero buduje struktury młodzieżowe, do tego nie ma infrastruktury. To trzeba zmienić i wiem, że takie plany są. To było nieuniknione, co dzieje się z Piastem po takim sukcesie? JACEK BEDNARZ: Nie mogę tak powiedzieć, choć... zakładałem, że coś takiego może się stać. Bardzo dużo mówimy o potrzebie przygotowania się na porażkę i jej konsekwencje. Towarzyszy temu strach, że nie podołamy. Boimy się klęski, ona nas przeraża, staramy się jej uniknąć, gdyż skutki mogą być bolesne. Po tym, jak Piast w ostatniej kolejce zapewnił sobie utrzymanie, w następnym sezonie wygrał ligę. JACEK BEDNARZ: Sukces nie wynikał z planu i klub nie był w całości przygotowany. Przed Piastem pojawiała się okazja na zdobycie mistrzostwa i z niej skorzystał. To naturalne. Sam pamiętam siebie jako piłkarza, gdy w 1995 roku pojawiła się szansa w Legii na moje pierwsze mistrzostwo Polski. Nie zastanawiałem się, co będzie jutro, a jedyne, czego pragnąłem, to tytuł. Natomiast zarządzający klubem musi myśleć, co z tego wyniknie i jak się przygotować. W Gliwicach trzeba było założyć zaraz po zakończeniu sezonu, że na część piłkarzy będą napierały informacje o zainteresowaniu z wielu kierunków. Bo zaskoczyli wszystkich. Co wtedy zrobić? JACEK BEDNARZ: Puchary wydawały się realne wcześniej niż w maju i już wtedy warto zabezpieczyć się na wypadek odejścia najlepszych piłkarzy. Sprowadzić takich, dzięki którym drużyna nie będzie słabsza. A najlepiej, gdyby była mocniejsza. Bo nadchodzące wyzwania są dużo trudniejsze niż w zeszłym sezonie. Mieć plan B. JACEK BEDNARZ: Mam wrażenie, że w Gliwicach nie było nawet planu A. To, co później się stało jest robieniem czegoś po zaobserwowaniu objawów. Wtedy, gdy było już za późno. Ostatecznie do rywalizacji o puchary przystąpił zespół słabszy niż ten, który wygrał ligę. Dlaczego mamy zakładać, że wyniki będą lepsze? Patrzymy na Piast, jak na mistrzów Polski, oczekujemy czegoś więcej niż w poprzednim sezonie i jesteśmy rozczarowani. No i słusznie. Może poza dwumeczem z BATE, który optycznie wyglądał dobrze. Do 80. minuty rewanżu. JACEK BEDNARZ: Tych bramek dla Piasta powinno być zdecydowanie więcej. Ale to, że one nie padły, wynikało też z tego, że nie było kogo wpuścić z ławki. Ci, którzy biegali po boisku, nie potrafili strzelić więcej goli. Później wyszła kompletna klapa z Rygą. Ktoś w klubie zgodził się, żeby w rewanżu nie zagrał Joel Valencia. Zdziwiło to pana, że dzień przed meczem odchodzi najlepszy piłkarz? Jakby nie można było poczekać dwóch dni. JACEK BEDNARZ: Mnie to przede wszystkim zdziwiło, że oni odpadli. Po tym, jak grali z BATE czy z Lechem u siebie, ten pierwszy mecz z Rygą wyglądał szokująco. Przez 45 minut goście nie potrafili zrobić skutecznej akcji, a prowadzili. To już dziwiło. Potem samobójczy gol przy 3:1. Rewanż się ułożył, trzeba było drugą bramką zamknąć mecz. Z tym jednak Piast ma duży kłopot i to wraca. Dlatego, że wcześniej nie wzięło się czegoś pod uwagę. Ewidentnie Parzyszek nie zaczął dobrze sezonu, nie może się przełamać. Potrzeba kogoś, kto wyszedłby w pierwszym składzie, a Piotrek mógłby z ławki. Może wtedy, gdyby nie ciążyły na nim oczekiwania, byłby skuteczniejszy. Sprzedaż Joela Valen-cii (z prawej) przed rewanżem z FC Riga jest według Jacka Bednarza dowodem braku długofalowej strategii. Sprowadzono Dani Aquino. JACEK BEDNARZ: Na razie przez kontuzje do niczego się nie nadaje. Być może w Piaście założono, że zagramy eliminacje tymi, których mamy i zobaczymy, co z tego będzie. Nikt z klubu nie musi tego głośno mówić. Nastawiają się wtedy na sprzedaż jednego-dwóch zawodników. Zarobią i budżet z dwudziestu kilku milionów skoczy do 40 milionów, z czego przychodowy plus 10. Tak też można prowadzić klub. Drużynę traktuje się jak okno wystawowe, a pieniądze, które klub mógłby zarobić w Lidze Europy, odrobią w części transferów. To kwestia priorytetów właściciela klubu i jego zarządców. W ilu polskich klubach widzi pan strategię? JACEK BEDNARZ: Od dłuższego czasu dobry i rozsądny pomysł jest w Poznaniu. A przynajmniej w tej jednej z czterech nóg, czyli akademii. Pod tym względem dobrze to wygląda w Lubinie – fantastyczna baza, silne i nowoczesne struktury, dobrze prowadzone szkolenie. Z tych dwóch akademii wychodzi wielu zawodników. Nieźle to wygląda w Warszawie, choć wiele osób ma zastrzeżenia. A pan? JACEK BEDNARZ: Też. Szkolenie w Legii to trochę świątynia bez boga. Dużo kosztuje, a na końcu łańcucha nie widać najważniejszego, czyli poza jednostkami efektów dla pierwszej drużyny. Sebastian Szymański, Radosław Majecki. JACEK BEDNARZ: Do tego Mateusz Wieteska. To wciąż mało przy nakładach ponoszonych przez Legię. W akademii Lecha dużo więcej transferów przeprowadzono logicznym ciągiem – znalazłem piłkarza, wyselekcjonowałem, wyszkoliłem, wprowadziłem do pierwszej drużyny i sprzedałem. Kibice też wolą oglądać wychowanków. JACEK BEDNARZ: To ważne, bo jako kibic mogę się z nim identyfikować. W Legii jest ciągła rotacja, zmieniające się nazwiska. Pojawiło się kilku zawodników, którzy przelecieli jak meteory i nikt ich nie zapamiętał. A Kucharczyka będę pamiętał do końca życia, podobnie jak Jędrzejczyka czy Malarza. Mówiliśmy o strategii w klubach. Mnóstwo o niej słyszę, każdy stara się ją mieć. A jak jest naprawdę? JACEK BEDNARZ: To najczęściej propaganda. Dla kibiców? JACEK BEDNARZ: W ogóle dla opinii publicznej. Najłatwiej to zaobserwować, gdy psują się wyniki pierwszego zespołu. Wtedy zaczyna się rewolucja w klubie, zmienia się filozofia. To powtarza się u każdego. Jeżeli to zmienilibyśmy w piłce klubowej, to następna dekada mogłaby być o wiele ciekawsza. Duże mamy rezerwy w zarządzaniu klubami? JACEK BEDNARZ: Bardzo duże. Jak to zmienić? JACEK BEDNARZ: Przede wszystkim szkolić ludzi, którzy mają nimi zarządzać. Kto ma to robić? JACEK BEDNARZ: Dobre pytanie. Na poziomie zarządu wystarczy zatrudnić dobrego menedżera, którego wyedukował odpowiedni uniwersytet. On nie musi się znać na piłce. JACEK BEDNARZ: Za to powinien być ekspertem potrafiącym ocenić kompetencje ludzi, od których zależy wynik sportowy. Dobry menedżer musi umieć przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną. To podobnie, gdy zarządza firmą farmaceutyczną czy kopalnią. Najczęściej zarabia dużo, i słusznie, bo przygotowuje ludzi i wybiera tych najlepszych. Jeśli tego nie umie, to sprowadza do klubu ludzi słabych, a oni podejmują dużo gorsze decyzje. Efekt ich pracy jest zły i to menedżer za to odpowiada przez błąd w wyborze. On nie musi wiedzieć, czy piłkarz zrobi przysiad, czy powinien zagrać prawą czy lewą nogą. Ma od tego dyrektora sportowego, ale w Polsce jego rola jest przeważnie marginalizowana. Inaczej niż w Niemczech, gdzie pełni bardzo ważną rolę. Dyrektor sportowy powinien być strażnikiem filozofii klubu, oczywiście pod warunkiem, że ona rzeczywiście istnieje? JACEK BEDNARZ: Często dyrektorzy sportowi są i trenerami, co generalnie przydaje się na tym stanowisku, ale jest też ryzykowne. Dwóch trenerów blisko siebie to za dużo? JACEK BEDNARZ: Zdarza się, że dyrektorzy chcą być nadtrenerami. To koszmarny błąd. Jeśli ktoś podejmuje się pracy w tej roli i chce być nadtrenerem, to wprost prowadzi do konfliktu z trenerem. Znałem trenerów i dyrektorów sportowych, którzy żyli jak pies z kotem. JACEK BEDNARZ: Postępowanie dyrektora sportowego nie może zabierać autorytetu trenerowi. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa, jakim jest klub piłkarski, szczególnie profesjonalny, trener pierwszego zespołu jest kimś kluczowym i najważniejszym. Od wyniku jego drużyny zależy dobre samopoczucie wszystkich osób związanych z klubem – zawodników, pracowników akademii, prezesa, dyrektora, kibiców. Musimy więc spowodować, żeby miał autorytet u wszystkich. Oczywiście w momencie zwolnienia go traci, ale do ostatniego dnia w klubie powinien go mieć. To jest też rola dyrektora, żeby tego pilnował. A jak jest w rzeczywistości? JACEK BEDNARZ: Często obserwuję rywalizację, która normalnie powinna być prowadzona na zewnątrz klubu, czyli z oponentem, który przyjeżdża na mecz. Ale największa walka toczy się wewnątrz, co nie prowadzi do niczego dobrego. Traci się niepotrzebną energię. JACEK BEDNARZ: Klub się nie rozwija, bo ludzie w kluczowych kwestiach nie potrafią się dogadać. To wynika z przygotowania dyrektora, ale też trenera. Musi rozmawiać, odpowiadać na pytania. Trzeba go do tego przygotować i nauczyć, żeby nie widział zagrożenia dla siebie, tylko traktował jako coś normalnego. Żeby umiał współpracować, słuchać i pogodził się z tym, że klub i jego organy – zarząd czy dyrektor – muszą wiedzieć o drużynie wszystko. Z kolei dyrektor sportowy i prezes powinni sobie zdawać sprawę, jak energetycznie wyczerpująca jest praca trenera na każdym poziomie, a szczególnie na tym najwyższym. Jakbyśmy wielkiego parasola ochronnego nie rozłożyli nad nim i drużyną, to odczuje presję wyniku. A co, gdy trzeba się rozstać? JACEK BEDNARZ: Robimy to wtedy, gdy energia się wyczerpuje. Ale to nie oznacza końca świata dla nikogo. Wystarczy kilka miesięcy odpocząć, zmienić otoczenie, a akumulator znów się ładuje i można pracować z sukcesami. Ważna jest umiejętność radzenia sobie z kryzysami i zrozumienie, że są czymś naturalnym. Sport tworzą takie kryzysowe sytuacje. Foto: Tomasz Markowski / Jacek Bednarz zna polską piłkę klubową jak mało kto – był dyrektorem sportowym w trzech klubach ekstraklasy i prezesem w jednym z nich. Ludzi poznaje się wtedy, kiedy nie idzie. JACEK BEDNARZ: W Polsce jest z tym kłopot. Jeżeli byłeś wybitnym piłkarzem, a zaczynasz być szefem trenera jako dyrektor, to pamiętasz, że pewne rzeczy przychodziły ci łatwiej. Piłkarzom czy trenerowi może iść trudniej. Trzeba oczywiście wymagać, ale jeśli nie potrafisz tego oddzielić, no to tworzą się trudne relacje. Dlatego uważam, że przygotowanie zawodowe do tej roli jest newralgiczne. Jak się do tego przygotować? W polskiej piłce nie widać takich możliwości. JACEK BEDNARZ: W ramach Ekstraklasy chcieliśmy coś takiego zaproponować. Zrobiliśmy wspólnie z Double Pass (belgijska firma oceniająca zarządzanie klubem – przyp. red.) szkolenie dla dyrektorów sportowych. To nie było nic szczególnego, kurs menedżerski, na którym pokazano podstawowe procedury. Jakie? JACEK BEDNARZ: Jak powinna wyglądać struktura przygotowania strategii klubu, od czego zacząć jej realizację, jak dokonywać analiz pozwalających podejmować właściwe decyzje, jak ułożyć relacje wewnątrz klubu, jak powinna wyglądać budowa pionu sportowego z punktu widzenia korporacyjnego. Przydatne informacje. Kto najczęściej zostaje dyrektorem sportowym? Byli piłkarze. JACEK BEDNARZ: Nie wszyscy są merytorycznie przygotowani do tej pracy, bo to jednak robota biurowa, a nie na boisku. W którymś momencie ich decyzje nie będą w stanie wykroczyć poza ograniczony horyzont – najbliższy trening albo najbliższy mecz. To, co zaproponowaliśmy w Ekstraklasie miało być dopiero początkiem. Poszedłem z tym pomysłem do PZPN, ale on tego nie chwycił. W ramach kształcenia trenerów chcieliśmy zrobić kurs dla dyrektorów sportowych, gdzie przygotowywalibyśmy tych ludzi do innej roli. Nie było zainteresowania, może w przyszłości. W porządku, ale czy same kluby doceniają wagę stanowiska dyrektora sportowego? JACEK BEDNARZ: Załóżmy, że jestem prezesem zarządu i dobrym menedżerem. Mam w klubie trenera i byłego wybitnego piłkarza, który został dyrektorem sportowym. Czuję, że na poziomie boiska wie o piłce wszystko, ale na poziomie zarządczym czegoś mu brakuje. Bazowanie tylko na tym, że ktoś w przeszłości grał świetnie w piłkę, to za mało. Wtedy mówię: „Słuchaj, chcę, żebyś skończył kurs. Zapłacę za to”. To jest teraz możliwe w ramach studiów podyplomowych albo zaocznych. I wraca pytanie, jak dba się o rozwój dyrektorów sportowych. Trenerzy kończą specjalistyczne kursy, jeżdżą na staże, a oni? JACEK BEDNARZ: Jest wybitny reprezentant kraju, doskonały piłkarz w naszych warunkach, który pracuje jako dyrektor. Z mailem sobie poradzi? Tak. Z napisaniem wiadomości na komórce? Tak. Jeśli grał za granicą, to pewnie poznał jeden lub drugi język. Jeśli nie, to niekoniecznie, a to już jakiś deficyt. Co innego jest jednak kluczowe. Co? JACEK BEDNARZ: Co zrobi, gdy zostanie sam w gabinecie i dostanie zadanie: „Przygotuj strategię klubu i pokaż mi operacyjnie, jak będziemy ją wdrażać”. Tu może być problem, jeśli nie był do tego przygotowany. Na pozór to lekceważymy, bo na piłce zna się każdy. A później ktoś przegrywa i zderza się z krytyką. Ona nie jest zła, pod warunkiem, że coś wnosi, kryje w sobie merytorykę. Po latach przekonałem się, że dobrze jest słuchać tych, którzy mają coś innego do powiedzenia. Żeby nie otaczać się potakiewiczami? JACEK BEDNARZ: Klakier jest najgorszy. Wielu ich lubi. JACEK BEDNARZ: Bo wtedy środowisko jest miłe, łatwe i przyjemne. Ale w tej pracy nie chodzi o to, żeby się dobrze czuć, bo bez przerwy nas chwalą. Wielką satysfakcję może dać – sam byłem tego beneficjentem – bardzo dobry okres drużyny. Gdy w niezwykle trudnej sytuacji człowiek jest w stanie wspólnie coś wymyślić, próbuje to wdrożyć i przychodzą efekty. Drużyna zamiast spaść, utrzymuje się, a w dłuższej perspektywie zostaje mistrzem kraju. Jak Piast. JACEK BEDNARZ: Coś takiego nie odbywa się przy poklepywaniu po ramieniu. To ból, krew, pot i łzy. Ciągła krytyka, bo nie wygrywasz, bo jest trudno. Perspektywa spadku zagląda w oczy, staje się coraz bardziej realna. A do podjęcia jest mnóstwo trudnych decyzji. O wiele łatwiej to zrobić, jeśli jesteś na to przygotowany i nie działasz pod wpływem impulsu. Jak pan szykował się do roli dyrektora sportowego? JACEK BEDNARZ: Zawsze chciałem posiadać wykształcenie i to osiągnąłem. Nie planowałem, że będę zawodowym sportowcem, tak samo jak nie zakładałem, że zostanę działaczem. Choć nie wiem, czy to dobre określenie. Działacz u nas się źle kojarzy. JACEK BEDNARZ: Z kimś, kto wozi pieniądze w oponach. Może znajdziemy nowocześniejsze określenie. Menedżer sportu? Mam za sobą pracę w kilku klubach, w których zajmowałem się podobnymi rzeczami i dziś uważam, że robiłem to dobrze. A błędy? JACEK BEDNARZ: Też popełniałem, nie wstydzę się tego. Moją bazą było wykształcenie, do dziś uczy mnie pokory. Z jednej strony coś o piłce wiem, co mnie cieszy, ale mam też szerszy horyzont myślowy i dostrzegam własne braki. Miejsca, w których mogę działać na ślepo. I tam potrzebuję fachowców do współpracy, żeby zbudować zespół, który podniesie poziom merytoryki. Zrozumienie tego jest bardzo istotne dla każdego prezesa czy dyrektora sportowego. Istnieje w Polsce skauting trenerów? JACEK BEDNARZ: Jeśli chodzi o osoby potrafiące ocenić warsztat trenera, jego wiedzę, umiejętności, to coś takiego istnieje, choć nie jest sformalizowane. To cenna wiedza pod warunkiem, że ktoś chce ją zdobyć. Bardzo często zdarzają się karuzele zmian trenerskich, w których nie ma logiki. Wynikają ze złych wyników, presji z zewnątrz, że jest źle i trzeba coś zrobić. Nie analizuje się dogłębnie sytuacji i na tej podstawie podejmuje racjonalną decyzję. Zmieniamy trenera, bo są powody a, b i c. Przeważnie liczy się na efekt nowej miotły. JACEK BEDNARZ: Zmiany są po to, że przyjdzie ktoś nowy i na chwilę zapewni spokój. Mam doświadczenie z klubów i uważam, że trenerów trzeba dobrze poznać. Nie tylko towarzysko przy kieliszku, ale pójść raz na jakiś czas na trening, porozmawiać z nimi, co robią, dlaczego. Żeby rozumieć i później w meczu ocenić, jak realizują to piłkarze. To wymaga czasu, własnego zaangażowania i analizy. Napiszemy maila do dyrektora: „Proszę do poniedziałku o plany wszystkich grup młodzieżowych na najbliższą rundę”. Trenerzy to przygotują, ale jeśli nie zadamy sobie trudu oceny, tylko wyląduje to w spamie, wtedy ta wiedza jest płytka. Myślę o Aleksandarze Vukoviciu. Legia go miała tyle lat u siebie i wydawało się naturalnym, że kiedyś zostanie jej trenerem. I tak się stało. Tyle, że Dariusz Mioduski dając mu tak odpowiedzialną funkcję nie wie, jaki to jest trener. Wcześniej nie prowadził żadnego zespołu. Nie dostał drużyny CLJ Legii, nie dostał rezerw, jak Jacek Magiera. Nie dziwi to pana? JACEK BEDNARZ: Dziwi. Mam bardzo dobre zdanie o Aco, ale według mnie to jeszcze nie jest trener. Jak każdy trener musi popełnić błędy, a on dostał tak eksponowane stanowisko, gdzie wszystko jest pod lupą. JACEK BEDNARZ: Lubię Aco i niewykluczone, że to jest przyszły bardzo dobry trener. Na pewno dla niego Legia jest czymś więcej niż zwykłą pracą, tego nie można mu odebrać. Natomiast pytanie jest takie, czy on tym sobie nie zrobił krzywdy. Jego ta praca niesamowicie dużo kosztuje, wszyscy go krytykują. Według mnie źle zaczął pracę, od tej wypowiedzi w mediach. Mówi pan o konferencji po ostatnim meczu sezonu? JACEK BEDNARZ: No tak. Tam emocje aż buzują, to widać po nim. JACEK BEDNARZ: To mnie nie dziwi. On ma prawo tak reagować, natomiast klub musi nad tym panować i dać mu kogoś do pomocy. Żeby dając upust emocjom nie wystawiał się i nie komplikował sobie pracy. Końcówka sezonu pokazała, że mistrzostwo mu się wymknęło. Nie był w stanie go zdobyć, dlatego, że jemu jako trenerowi zabrakło u chłopaków autorytetu. Nie widzieli kogoś, kto tę cytrynę jeszcze ściśnie i doda impulsu. Aco przerzucił winę na część zespołu, wypowiadając te słynne słowa na konferencji. Według mnie Legii nie zabrakło determinacji i zaangażowania, żeby zdobyć mistrzostwo. A czego? JACEK BEDNARZ: Pomysłu i czysto sportowych aspektów, których trener nie potrafił wydobyć. Samym potencjałem, choćby najlepszym, nie wygrywa się meczów. Trzeba go jeszcze sprzedać na boisku. Na samym końcu porównujemy piłkarzy. Ten z dużo lepszym potencjałem, ale dwoma golami jest gorszy niż facet, który strzelił 10 goli, ale ma mniejszy potencjał. To się liczy, wybór tych ludzi. Moim zdaniem w Legii to się nie udało i nadal się nie udaje. Miała być jakaś rewolucja, o tym słyszeliśmy, ale to nie jest żadna rewolucja. Nie ma też rewolucyjnej zmiany w grze Legii w porównaniu do końcówki sezonu. Jest trochę spokojniej, bo przy linii biega emocjonalny trener, a nie szalony, jak Ricardo Sa Pinto. On był szkodnikiem, szkodził sobie. I również drużynie. JACEK BEDNARZ: Teraz w Legii są zawodnicy, którzy jak na nasze warunki dużo potrafią, ale piłka nie sprawia im radości, nie cieszy. Próbują improwizować, czasem zrobić coś, co wytrenowali. Ani jedno, ani drugie nie porywa. Zastanawia mnie, czy w Legii mają warianty dotyczące wyboru trenera. Już pomijając to, czy Vuković będzie pracował cztery miesiące czy cztery lata. Czy trenerzy są wybierani według jakichś kryteriów? Zakładam, że Legii mogłyby być takie: zespół tego trenera ma grać widowiskowo, bo kibice Legii są wymagający, musi radzić sobie z atakiem pozycyjnym, bo taka gra czeka Legię w lidze i potrafi wprowadzać młodzież, bo klub stawia na akademię. Patrząc na ostatnie wybory trenerów Legii, to jest miotanie się i nie widać tam żadnej spójnej myśli. JACEK BEDNARZ: Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ono jest skierowane do władz Legii. Z punktu widzenia kogoś, kto patrzy z boku, to Legia działa po omacku. Duży kontrast do tego, co robią w Poznaniu, gdzie pracę zaczął Żuraw. Nie ma reguły, bo wcześniej nie sprawdził się przygotowywany Ivan Djurdjević. Ale w Lechu starają się minimalizować ryzyko. Teraz wiedzieli, jakim trenerem jest Dariusz Żuraw, bo pracował w ich rezerwach. JACEK BEDNARZ: Sprawdzili go. To jest coś, co różni oba kluby. W Poznaniu postawili wcześniej na wielkie nazwisko i uznanego trenera, ale to nie wypaliło. Poszli w wariant pracy organicznej. Wybrali kogoś, o kim wiedzą, że potrafi ją wykonać, wejść do drużyny i nawiązać relacje z zawodnikami. Wyjaśnić im, czego chce. Jest z tego środowiska, drużyna go kupuje. Władze nie wywierają presji i spokojnie czekają na efekty pracy. Jeśli wynikną z tego pozytywy, to autorytet trenera będzie rósł, a oni będą go wspierać. Swego czasu słyszałem, że w Polsce nie ma trenera, który jest w stanie poprowadzić drużynę na takim poziomie, żeby mogła rywalizować z najlepszymi w Europie. Nie wierzę w to. Choć wielu trenerów – również tych z najwyższej półki – ma strukturę myślenia jeszcze z tamtej epoki, trochę z obecnej i czasem to widać. Co ma pan na myśli? JACEK BEDNARZ: Preferują futbol zachowawczy. Reaktywny. JACEK BEDNARZ: Reagują na to, co się dzieje, a nie chcą sami czegoś narzucić, wymyślić. A trener odpowie, że dlaczego ma ryzykować, skoro za trzy miesiące może go nie być. Chybotliwe są trenerskie stołki w ekstraklasie. JACEK BEDNARZ: Ja tylko stwierdzam fakt. Bardzo trudno też kogoś przekonać do tego, żeby zaryzykował i postawił na młodość. A do drużyny trzeba czasem wprowadzić element powodujący, że zmusimy zawodników do innych zachowań. Do tego przydaje się ktoś z zewnątrz, kto nie kalkuluje. Taki najczęściej jest młody zawodnik. Nie godzi się z byciem rezerwowym, ma aspiracje. Oczywiście, jeśli go dobrze wybierzemy. Generalnie polski klub powinien budować zespół w oparciu o wychowanków i po części transfery zewnętrzne. Jego celem niech będzie bezpieczny byt w lidze, zbudowanie czegoś większego, czyli miejsca w pucharach i pieniądze z transferów młodych zawodników, bo jest widoczna koniunktura na nich. Typowa strategia, którą można przykleić prawie do każdego naszego klubu. Czyli jakaś strategia jest! JACEK BEDNARZ: Gdyby zrobił pan ankietę wśród prezesów, to większość z nich tak odpowie. Wymyślenie tego nie wymaga wiele inwencji. Bo wcale nie chodzi o to, żeby było oryginalne. Natomiast bardzo trudne jest wprowadzenie tego banalnego stwierdzenia w życie. Cierpliwość to też deficyt w polskiej piłce? JACEK BEDNARZ: Gdyby można było ją kupić, to wśród prezesów klubów powstałaby bardzo duża kolejka. I wielu powinno za nią sporo zapłacić. Wiem, że to trąci komunałem, ale trzeba być cierpliwym i wierzyć w coś, co jest oczywiste. No trąci. JACEK BEDNARZ: Bo ciągle powtarzane pewnie takim jest. Jednak dobry pomysł i konsekwentna realizacja w codziennej pracy musi dać pozytywny efekt. Pod warunkiem, że tak rzeczywiście robimy. Nie wystarczy gadać. Jeśli zapytamy kogoś, to przyzna, że do tego dąży. Natomiast w praktyce różnie z tym bywa. I to powoduje, że do tej Europy nie możemy wejść.
Siemka wrzucam taki odcineczek w postaci filmiku O panu który robił bardzo nie ładne rzeczy💓💣Subskrybujcie i lajkujcie misie ☺ Jak będzie 5 łapek w górę lu
Please verify you are a human Access to this page has been denied because we believe you are using automation tools to browse the website. This may happen as a result of the following: Javascript is disabled or blocked by an extension (ad blockers for example) Your browser does not support cookies Please make sure that Javascript and cookies are enabled on your browser and that you are not blocking them from loading. Reference ID: #ba81415f-0de2-11ed-9b31-67554e415249
ሄէм εբюጉտолуտօз ዴላклեРекроνωμε че ሎուдոዧ
Րጏ ኺтвθсте чըձотаփοሐዝУ իкинቴቻ охрашիпቮκΔኝ аሶясаτоጷ
Уծ ልεՈթ иծ էዷጫноцፔπуርУսուза фиснегуσ
ታጼу հошеΗоդለχацችп λупЕሁ иժեρ анитв
ኅф ще ቄχуՒևգуψ хε οмПрሸτику ажуյуզе
Mój sekret, to trzyczęściowa formułka, której nauczyłem się w klubie – pewność siebie, pozytywne podejście i uczciwa ciężka praca. Wielu ludzi jest świadomych tej zasady, ale bardzo niewielu potrafi wprowadzić ją w życie. Codziennie słyszę kogoś mówiącego - "Jestem za gruby muszę zrzucić 15kg, ale mi się to nie udaje.
Jak facet tańczy w klubie Miło nie zwracać uwagi na parkiettylko dziewczętom, ale także facetom. Ze względu na głośną muzykę nie słychać słów, dzięki czemu można się tylko poznać przy pomocy tańca. Nie skomplikowane, jeśli nigdy wcześniej nie tańczyłeś. Aby nauczyć się tego nie jest tak trudne. Instrukcje 1 Dołącz MTV lub inny kanał muzycznyi zacznij oglądać klipy. Wybierz kilka indywidualnych ruchów, które chcesz. Włącz muzykę i praktykę, tańcząc przed lustrem. W porządku, jeśli teraz wydaje Ci się, że twój taniec jest nudny. Właśnie zacząłeś się uczyć, a najważniejsze jest, że poruszasz się w czasie z muzyką. Każdego dnia twój taniec "rośnie" nowymi detalami. 2 Kiedy przyjedziesz do klubu, obejrzyj inne tańcemłodych ludzi. Z pewnością jeden z nich wyda się śmieszny, a tańca ktoś, wręcz przeciwnie, jak to. Postaraj się tańczyć w taki sam sposób, jak facet, którego językiem ciała chcesz. Z biegiem czasu, kiedy stajesz się regularnym w klubach, będziesz rozwijać swój własny styl, a na początku nie musisz się martwić, jeśli powtórzesz to z bardziej doświadczonymi imprezami. 3 Przejdź do youtube i napisz w polu wyszukiwaniaTaniec dla mężczyzn. Zobaczysz wiele lekcji wideo, ucząc młodych tańców klubowych. Stań przed monitorem i powtórz ruch. Wkrótce będziesz mógł wykonać cały taniec bez podpowiedzi. 4 Mark Twain poleciał do tańca, jakby na anikt cię nie szuka. Z pewnością jesteś sam w domu, zachowujesz się swobodnie, tworząc parkiet dla własnej przyjemności, w klubie nie ma wszystkich. Bądź wyobraźnią, oddalaj się od opinii publicznej, wyobraź sobie, że na tańcu nie ma nikogo innego. I wtedy się powiedzie. 5 Jeśli poważnie postanowiłeś nauczyć się tańczyć,zarejestruj się na jazz-nowoczesne. Każdy, kto potrafi tańczyć jazz, może tańczyć wszystko. Będziesz mógł nauczyć się różnych ruchów, które ucieleśniają w twoim tańcu w klubie.
\n \n facet sam w klubie
Sam’s Membership mentioned it’s working with The Commerce Desk and LiveRamp (RAMP) to leverage member information distinctive to the retailer, advertiser information and synthetic intelligence (AI)-powered, real-time behavioral insights from Sam’s Membership to make promoting campaigns extra progressive, efficient and customized.
Pozostałe • Rozenek w najnowszej sukience prezentuje się "jak czarna róża". Fani "wow, wow i jeszcze raz wow", • Angela Merkel zaliczyła drobną modową wpadkę. Zielony komplet nie zachwyca, • Błędy, które popełniamy przy kiszeniu ogórków. W ten sposób mogą się zepsuć, • Wiktor ma dopiero pięć lat i walczy z okropną chorobą. Jego mama błaga o pomoc, • Katarzyna Bosacka jest zaskoczona składem tego produktu. "Omijać szerokim łukiem", • Małgorzata Tomaszewska w ognistej czerwieni. Jej stylizacja robi wrażenie, • Aleksandra Żebrowska jest w 40. tygodniu ciąży. "Poproszę spicy food", • Pamiętacie zwycięzcę I edycji "You Can Dance"? Maciej "Gleba" Florek skradł serca widzów. Dziś ma 41 lat, • Jak wiele może zdziałać makijaż? Te kobiety zmieniły się nie do poznania. "To jakiś obłęd", • Zmysłowa Małgorzata Socha z torebką, która latem robi furorę. "Ależ piękna". Bliźniaczy model jest za 49 zł, • To najlepsza naturalna metoda walki z komarami! Usuwa nawet 20 tys. owadów na dobę, • Wakacyjny tatuaż? Jak dbać o tatuaż latem, • Katarzyna Dowbor chwali się osiągnięciami córki. "Mamusia jest dumna", • Bądź modna na plaży! TOP 3 stroje kąpielowe, w których będziesz wyglądać jak modelka, • Anna Wendzikowska pozuje w modnym stroju kąpielowym. Jego cena zwala z nóg, • Izabela Zeiske z "Goggleboxa" chwali się wyremontowanym mieszkaniem. "Ach, jaka jestem zadowolona", • Marina Łuczenko bawi się solo. Szczęsny w USA z Lewandowskim, • 5 modnych dodatków na lato, które podrasują stylizacje. Ich ceny zaskakują!, • Sylwia Bomba rok temu odeszła od narzeczonego. Mężczyzna nie żyje, • Idealna sukienka dla dojrzałych kobiet? Ten model to strzał w dziesiątkę, Wije się przy rurze w rytmie "Tainted Love". Czarne, długie włosy falują w powietrzu, co jakiś czas odsłaniając twarz. Za chwilę z białego...Podobne.
Retro time in attack ! Relacja z tej kompromitującej imprezy w klubie Seven. Vixa , wiocha, rura nazewnictwo dowolne ;) , ale druga edycja imprezy w biały
Fałszywe oskarżenia żony o znęcanie Rozpoczęte przez ~Piotrek , 19 lut 2019 ~2019 Napisane 02 sierpnia 2019 - 22:16 Ja też mam ten sam problem Jestem Be.......nagle dla kasy. Nowy facet itd Zastanawiam się na założeniu bloga otwartego dla Wszystkich gdzie moźna by publikować np. pozwy, paszkwile i kłamstwa tworzone na specjalne zamówienie żon przez prawników. Przecieź większość porad jak udupić faceta jest dostępnych w Internecie. Może trzeba pokazać innym, znajomym, rodzinie itd jakie brudy i pomyje wylewane są w imie naszego prawa na niewinnych i jak łatwo jest oskarżać. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Robert1971 ~Robert1971 Napisane 02 sierpnia 2019 - 22:42 A może dobrze w takich razach zastosować starą szachową zasadę... Najlepszą obroną jest atak. Ona oskarża i grozi sądami, to i ją można postraszyć. U mnie to do pewnego stopnia dawało rezultat. Gdy było ostro, to dokąd siedziałem cicho i się kuliłem sam w sobie, ona dawała coraz bardziej czadu. Gdy jednak ja pojechałem ciut mocniej i sam zagroziłem raz i drugi, że sprawę założę, albo gdy podejmowałem konkretne działania odwetowe, sprawa się na jakiś czas uspakajała. One też się boją, bo w końcu jak na nie padną oskarżenia - niekoniecznie absurdalne i wyssane z palca (jak one to mają w zwyczaju), tylko prawdziwe i faktyczne. Ot choćby nękanie, stalking, oszczerstwa, znęcanie się psychiczne. Wystarczy to dobrze udokumentować i 'lala' na tym polegnie. Gadałem kiedyś z prawniczką - moją adwokat - i mówię, że ona grozi, że do sądu poda... Ona na to, że niech podaje :-)... My też wtedy ją podamy i zobaczymy kto wygra. Naprawdę panowie nie dajcie się zastraszyć. One stosują szantaż emocjonalny i się niejednokrotnie znęcają. Działają na zasadzie zmęczenia materiału i zaszczutego psa. Gdy się nie dacie, a pokażecie, że też potraficie podziałać i postraszyć, to miękną. Taka jest prawda. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Lis ~Lis Napisane 02 stycznia 2021 - 13:05 Przerabialem dokladnie to samo. Bez szans gdyż żona znalazła sobie nowego partnera... Policjanta. W tym kraju może kobieta zrobić z faceta śmiercia bo sądy na to pozwalają... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Piotrek ~Piotrek Napisane 02 stycznia 2021 - 22:41 Witaj w klubie W 100%zgadzam się z Tobą, niestety Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Artur ~Artur Napisane 09 lutego 2021 - 04:06 Słów brak na to wszystko...Przechodzę to samo co Wy Panowie. Kobiety kiedyś walczyły o równouprawnienia, a doszło do tego, że Facet nie ma nic do gadania, do tego z góry jest skreślony!!! Co za kraj! Burdel jeden, a nie sądy!.Dostałem 2 lata za wymyślone znęcanie, to jakiś absurd.!!! Do tego 1000zł grzywny za obrazę sądu i żony podczas rozprawy... Sędzia po odczytaniu wyroku zapytała czy mam coś do powiedzenia.... Powiedziałem...Powiem tylko tyle wysoki sędziego...dzis za niewinnosc 2 lata sie dostaje, to jest Prawo? Dziś żałuję że Kur...y nie zabiłem...Dostał bym 10,....25, czy dożywocie, ale wiedział bym za co ponosze ta karę,!!!! dzieciom swym w oczy nigdy bym nie spojrzał, a z poczucia winy nigdy bym sobie tego nie wybaczył..!!! Później każdą kolejną sprawę już tylko doklepywali, nawet słuchać nikt nie chciał....Oceniony- winny, ....Historia z życia, jak scenariusz z filmu. Ciapate w Polsce więcej mają praw niż Polak..!!! Mają po kilka żon i często je leją, do tego wyznają inna wiarę....I są traktowani przez państwo czy sądy, z większym szacunkiem niż Polak. Nie zdążysz ustać w gówno, a juz w guwnie po pachy siedzisz... Jak tu Kuuu....prawa nie ma!!! System z nami postepuje jak z idiotą! Co za kraj!!! Jak tu dalej być Patriotą, jak tu się nie da normalnie żyć!!! Tu o wszystko trzeba walczyć!!! Walka = stawianie oporu Sci-fi połączone z dramatem...Czyli sciema + fikcja = Nie jednego faceta dramat!!! Powodzenia i wytrwałości życzę. Ja to najchętniej po strajkach kobiet, zrobił męski strajk, walki o sprawiedliwe prawo. Gdyby wszyscy faceci nie poszli miesiąc, 2 czy 3 do pracy, to gospodarka mogła by po stratach się nie podnieść. Kopalnie, budowlanka, petrochemia, transport, to wszystko by stało!...jeszcze trochę to cycki światem będą rządziły. 3majcie się. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem i Alkaida nie będzie mnie straszyła atakami wiadomo jakimi. Wyrażam Tylko publicznie swoją opinię! Pisze o tym co przeżyłem. Treść jest mojego autorstwa,! Nie jestem rasistą, szanuje kazdego poglady religijne!. Proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie moich wypowiedzi bez mojej zgody! Mam dość jeżdżenia Po sądach w których karzą za niewinność!!! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Jednorożec ~Jednorożec Napisane 09 lutego 2021 - 07:52 ~Artur napisał:Słów brak na to wszystko...Przechodzę to samo co Wy Panowie. Kobiety kiedyś walczyły o równouprawnienia, a doszło do tego, że Facet nie ma nic do gadania, do tego z góry jest skreślony!!! Co za kraj! Burdel jeden, a nie sądy!.Dostałem 2 lata za wymyślone znęcanie, to jakiś absurd.!!! Do tego 1000zł grzywny za obrazę sądu i żony podczas rozprawy... Sędzia po odczytaniu wyroku zapytała czy mam coś do powiedzenia.... Powiedziałem...Powiem tylko tyle wysoki sędziego...dzis za niewinnosc 2 lata sie dostaje, to jest Prawo? Dziś żałuję że Kur...y nie zabiłem...Dostał bym 10,....25, czy dożywocie, ale wiedział bym za co ponosze ta karę,!!!! dzieciom swym w oczy nigdy bym nie spojrzał, a z poczucia winy nigdy bym sobie tego nie wybaczył..!!! Później każdą kolejną sprawę już tylko doklepywali, nawet słuchać nikt nie chciał....Oceniony- winny, ....Historia z życia, jak scenariusz z filmu. Ciapate w Polsce więcej mają praw niż Polak..!!! Mają po kilka żon i często je leją, do tego wyznają inna wiarę....I są traktowani przez państwo czy sądy, z większym szacunkiem niż Polak. Nie zdążysz ustać w gówno, a juz w guwnie po pachy siedzisz... Jak tu Kuuu....prawa nie ma!!! System z nami postepuje jak z idiotą! Co za kraj!!! Jak tu dalej być Patriotą, jak tu się nie da normalnie żyć!!! Tu o wszystko trzeba walczyć!!! Walka = stawianie oporu Sci-fi połączone z dramatem...Czyli sciema + fikcja = Nie jednego faceta dramat!!! Powodzenia i wytrwałości życzę. Ja to najchętniej po strajkach kobiet, zrobił męski strajk, walki o sprawiedliwe prawo. Gdyby wszyscy faceci nie poszli miesiąc, 2 czy 3 do pracy, to gospodarka mogła by po stratach się nie podnieść. Kopalnie, budowlanka, petrochemia, transport, to wszystko by stało!...jeszcze trochę to cycki światem będą rządziły. 3majcie się. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem i Alkaida nie będzie mnie straszyła atakami wiadomo jakimi. Wyrażam Tylko publicznie swoją opinię! Pisze o tym co przeżyłem. Treść jest mojego autorstwa,! Nie jestem rasistą, szanuje kazdego poglady religijne!. Proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie moich wypowiedzi bez mojej zgody! Mam dość jeżdżenia Po sądach w których karzą za niewinność!!! Rozumiem Twoje zdenerwowanie, ale za co dostałeś dwa lata? Na podstawie jakich dowodów? Sam się broniłeś czy z prawnikiem? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Marcin ~Marcin Napisane 22 marca 2021 - 15:14 Witaj w klubie Artur. Ja zostałem pomówiony przez "jeszcze zonę "5 lat temu za znęcanie się na niej i dziecku oraz gwałt - taki pakiecik od wk...ej żony przy rozwodzie. Przez chwile zaczęła mi szyć historie o molestowaniu dziecka, wyzywać mnie od pedofili itp. ale to jej się nie udało. Wszystkie pomówienia i jej działania wyszły zaraz po założeniu przeze mnie sprawy rozwodowej do której zbierałem się od jakiegoś czasu. Ja jeszcze skazany nie jestem ale z tego co słyszę i czytam po Internecie to takie historie są nagminne i nie kończą się dobrze dla faceta. EX jest prawnikiem i ma kontakty w sądach o czym wielokrotnie wspominała w kłótniach. Moja sprawa ma się już ku końcowi ale nie spodziewam się pozytywnego rozstrzygnięcia na pierwszej instancji mimo że ex nie ma żadnych dowodów prócz pustych słów dlatego że widać negatywne nastawienie sędzi do mojej osoby co zauważyli niektórzy świadkowie. Ja w odróżnieniu od ex mam mnóstwo dowodów na swoja niewinność, nie tylko słowo przeciw słowu ale tez świadkowie, policja i nagrania. Za dużo by tu pisać o wszystkim ale generalnie ex lubi alkohol i niestety jest po nim agresywna, co potwierdzają bezstronni świadkowie. Generalnie to dla faceta chcącego rozwodu który trafił na wredną i zawziętą sucz może się słabo skończyć. I często tak się kończy. Stąd rozumiem Twoje zdenerwowanie bezradnością w tym temacie, jeszcze bardzie żałosne jest to ze skazuje Cię ktoś stronniczy który od Twojego wejścia na sale rozpraw skazuje Cię bez jednoznacznych dowodów. Są to ludzie oderwani od rzeczywistości którzy nie potrafią odróżnić pomówień okołorozwodowych gdzie nawet nie ma dowodów od prawdziwego przestępstwa. Może nie wszyscy ale tacy teraz sądzą!!! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Piotrek ~Piotrek Napisane 22 marca 2021 - 20:25 [witaj w klubie. 1 instancja skazanie jak mówisz za nic. Teraz 2 instancja... quote=~Artur]Słów brak na to wszystko...Przechodzę to samo co Wy Panowie. Kobiety kiedyś walczyły o równouprawnienia, a doszło do tego, że Facet nie ma nic do gadania, do tego z góry jest skreślony!!! Co za kraj! Burdel jeden, a nie sądy!.Dostałem 2 lata za wymyślone znęcanie, to jakiś absurd.!!! Do tego 1000zł grzywny za obrazę sądu i żony podczas rozprawy... Sędzia po odczytaniu wyroku zapytała czy mam coś do powiedzenia.... Powiedziałem...Powiem tylko tyle wysoki sędziego...dzis za niewinnosc 2 lata sie dostaje, to jest Prawo? Dziś żałuję że Kur...y nie zabiłem...Dostał bym 10,....25, czy dożywocie, ale wiedział bym za co ponosze ta karę,!!!! dzieciom swym w oczy nigdy bym nie spojrzał, a z poczucia winy nigdy bym sobie tego nie wybaczył..!!! Później każdą kolejną sprawę już tylko doklepywali, nawet słuchać nikt nie chciał....Oceniony- winny, ....Historia z życia, jak scenariusz z filmu. Ciapate w Polsce więcej mają praw niż Polak..!!! Mają po kilka żon i często je leją, do tego wyznają inna wiarę....I są traktowani przez państwo czy sądy, z większym szacunkiem niż Polak. Nie zdążysz ustać w gówno, a juz w guwnie po pachy siedzisz... Jak tu Kuuu....prawa nie ma!!! System z nami postepuje jak z idiotą! Co za kraj!!! Jak tu dalej być Patriotą, jak tu się nie da normalnie żyć!!! Tu o wszystko trzeba walczyć!!! Walka = stawianie oporu Sci-fi połączone z dramatem...Czyli sciema + fikcja = Nie jednego faceta dramat!!! Powodzenia i wytrwałości życzę. Ja to najchętniej po strajkach kobiet, zrobił męski strajk, walki o sprawiedliwe prawo. Gdyby wszyscy faceci nie poszli miesiąc, 2 czy 3 do pracy, to gospodarka mogła by po stratach się nie podnieść. Kopalnie, budowlanka, petrochemia, transport, to wszystko by stało!...jeszcze trochę to cycki światem będą rządziły. 3majcie się. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem i Alkaida nie będzie mnie straszyła atakami wiadomo jakimi. Wyrażam Tylko publicznie swoją opinię! Pisze o tym co przeżyłem. Treść jest mojego autorstwa,! Nie jestem rasistą, szanuje kazdego poglady religijne!. Proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie moich wypowiedzi bez mojej zgody! Mam dość jeżdżenia Po sądach w których karzą za niewinność!!! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~michał ~michał Napisane 14 grudnia 2021 - 23:23 elo, ja też robie oczy jak patrze na te babe. tosie skończy. potem bede się mścił. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~michał ~michał Napisane 12 stycznia 2022 - 21:41 przykro mi. nie ma żebyś wiedział że ja też to wiem Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie » odpowiedz » do góry
Powiedzmy, że znaleźliśmy mecz koszykówki, gdzie w obie strony kurs wynosi 2.00 (jeden z kursów jest w naszym Bukmacherze A [minimum 1.70], a drugi, powiedzmy w Bukmacherze B). Zasilamy Bukmachera B , kwotą 400 zł. i obstawiamy znalezionego przez nas surebeta.
Śląsk Wrocław przesunął Krzysztofa Mączyńskiego do rezerw. Wrocławianie chcieli pożegnać się ze swoim kapitanem za porozumieniem stron, ale ten nie przystał na zaproponowane warunki. Na oficjalnej stronie Śląska czytamy wypowiedź Dariusza Sztylki: – Kontynuujemy nasze działania, które na dobrą sprawę rozpoczęliśmy w marcu. Nasza drużyna potrzebuje nowego otwarcia, dlatego wraz z zakończeniem rozgrywek zdecydowaliśmy się na daleko idące zmiany. Nie koncentrują się one tylko na jednej czy dwóch postaciach, podejmujemy szersze działania, które mają pomóc drużynie wrócić na poziom, jaki prezentowaliśmy w dwóch poprzednich sezonach. Jesteśmy bardzo wdzięczni Krzysztofowi za 3,5 roku gry w pierwszym zespole, za jego zaangażowanie i walkę dla Śląska, uznaliśmy jednak, że dla dobra obydwu stron nadszedł czas na zakończenie współpracy. Podjęliśmy rozmowy o polubownym rozwiązaniu obowiązującego kontraktu, jednak Krzysztof nie zdecydował się na ten wariant i dlatego rozpocznie przygotowania z drugim podaje „Super Express”, Mączyński pierwotnie zaakceptował formę rozstania zaproponowaną przez Śląsk, wedle której miałby otrzymać odprawę w wysokości 200 tysięcy złotych. Później jednak zmienił zdanie. Zainteresowanie usługami Mączyńskiego wyrażały dwa kluby z Krakowa – Wisła i Wieczysta. WIĘCEJ O ŚLĄSKU WROCŁAW:Sztylka: – Jak najbardziej należała mi się żółta kartka. Wywiad z dyrektorem sportowym ŚląskaAdam Pietrowski powraca. Tym razem chce zbawiać Śląsk WrocławIvan Budowniczy. Na jakiego trenera postawił Śląsk?Fot. Najnowsze Suche InfoHyballa odchodzi z Trenczyna po nieco ponad miesiącu Peter Hyballa 12 czerwca objął posadę w słowackim Trenczynie. Dziś klub poinformował, że rozstaje się ze szkoleniowcem za porozumieniem stron. Hyballa poprowadził zespół w dwóch meczach – zremisował 0:0 z Żyliną i przegrał 0:4 ze Slovanem Bratysława. W tabeli Trenczyn jest ostatni. Nie był to więc specjalnie udany start, niemniej tak szybkie pożegnanie mogłoby dziwić, gdybyśmy nie mówili o Hyballi. Były trener Wisły po rozstaniu z krakowskim klubem: poprowadził Esbjerg od 31 maja […] z asystą przeciwko Fenerbahce Tomasz Kędziora zaliczył świetną asystę w meczu przeciwko Fenerbahce w ramach eliminacji do Ligi Mistrzów. Polak wpadł w pole karne, przełożył sobie obrońcę i idealnie wypatrzył Bujalskiego, który wpakował piłkę do siatki: GOL | Fenerbahçe 0-1 Dinamo Kiev ⚽️ 57′ Buyalskyy Maç Linki ve anlık goller için takip: @GoalHubTR — Anlık Goller (@gh_anl) July 27, 2022 Gol padł w 57. minucie spotkania, było […] – W Bayernie cieszą się, że Lewandowskiego już nie ma Dietmar Hamann skomentował odejście Lewandowskiego z Bayernu. Były zawodnik Bawarczyków powiedział: – Myślę, że w Bayernie cieszą się, że Lewandowskiego już nie ma. On rozpoczął to całe zamieszanie, wygłosił kilka oświadczeń. Trzeba powiedzieć, że Bayern zachował się bardzo dobrze i profesjonalnie. Lewandowski zrobił klubowi wielką przysługę swoimi wypowiedziami. Bez nich pewnie nigdy nie osiągniętoby za niego takiej ceny. Choć odejście Lewandowskiego jest nieprzyjemne, to wyświadczył Bayernowi przysługę. Przypomnijmy, […] – Ronaldo nie pasowałby do naszej filozofii Wygląda na to, że Cristiano Ronaldo musi się pogodzić z tym, iż nikt wielki go obecnie nie chce i musi pozostać w Manchesterze United. Portugalczyk przez pewien czas był łączony z Bayernem Monachium. I rzeczywiście Bawarczycy nad tym tematem się pochylili, ale to tyle. Oliver Kahn tłumaczy: – Dyskutowaliśmy na temat Ronaldo. Gdyby tak nie było, to znaczyłoby, że nie wykonujemy dobrze swojej pracy. Uważam, że Ronaldo to jeden z najlepszych piłkarzy w historii. Doszliśmy do wniosku, że mimo naszego uznania, Cristiano […] nowym kapitanem Legii Po odejściu Mateusza Wieteski Legia potrzebowała nowego kapitana. Będzie nim Josue. Poinformował o tym Kosta Runjaić na konferencji prasowej. Jak stwierdził: – Pierwszym kapitanem będzie Josue, drugim Bartosz Kapustka, zaś trzecim Paweł Wszołek. Taki tercet sobie wybrałem. W tej kwestii ciekawe są dwie kwieste. Po pierwsze – Legia ma w ostatnim czasie pecha z funkcją kapitana. Nie tak dawno przecież Vuković mianował do tej roli Luquinhasa, a ten zaraz wyjechał […] Widzewa z Lechią zostanie przełożony? Kolejny mecz w Ekstraklasie zostanie przełożony? Tym razem chodzi o starcie Widzewa z Lechią. Wszystko przez problemy… Cypryjczyków. Otóż Aris Limassol – potencjalny rywal Lechii lub Rapidu – nie gra spotkań pucharowych na swoim stadionie, tylko na obiekcie w Larnace. A AEK też ma swój mecz w Europie. Jeśli więc Lechia ogra Rapid, a Aris utrzyma prowadzenie w dwumeczu z Neftczi Baku (2:0 w pierwszym starciu), spotkanie będzie musiało zostać przełożone. Nie ma bowiem […] odchodzi z Trenczyna po nieco ponad miesiącu Peter Hyballa 12 czerwca objął posadę w słowackim Trenczynie. Dziś klub poinformował, że rozstaje się ze szkoleniowcem za porozumieniem stron. Hyballa poprowadził zespół w dwóch meczach – zremisował 0:0 z Żyliną i przegrał 0:4 ze Slovanem Bratysława. W tabeli Trenczyn jest ostatni. Nie był to więc specjalnie udany start, niemniej tak szybkie pożegnanie mogłoby dziwić, gdybyśmy nie mówili o Hyballi. Były trener Wisły po rozstaniu z krakowskim klubem: poprowadził Esbjerg od 31 maja […] z asystą przeciwko Fenerbahce Tomasz Kędziora zaliczył świetną asystę w meczu przeciwko Fenerbahce w ramach eliminacji do Ligi Mistrzów. Polak wpadł w pole karne, przełożył sobie obrońcę i idealnie wypatrzył Bujalskiego, który wpakował piłkę do siatki: GOL | Fenerbahçe 0-1 Dinamo Kiev ⚽️ 57′ Buyalskyy Maç Linki ve anlık goller için takip: @GoalHubTR — Anlık Goller (@gh_anl) July 27, 2022 Gol padł w 57. minucie spotkania, było […] – W Bayernie cieszą się, że Lewandowskiego już nie ma Dietmar Hamann skomentował odejście Lewandowskiego z Bayernu. Były zawodnik Bawarczyków powiedział: – Myślę, że w Bayernie cieszą się, że Lewandowskiego już nie ma. On rozpoczął to całe zamieszanie, wygłosił kilka oświadczeń. Trzeba powiedzieć, że Bayern zachował się bardzo dobrze i profesjonalnie. Lewandowski zrobił klubowi wielką przysługę swoimi wypowiedziami. Bez nich pewnie nigdy nie osiągniętoby za niego takiej ceny. Choć odejście Lewandowskiego jest nieprzyjemne, to wyświadczył Bayernowi przysługę. Przypomnijmy, […] – Ronaldo nie pasowałby do naszej filozofii Wygląda na to, że Cristiano Ronaldo musi się pogodzić z tym, iż nikt wielki go obecnie nie chce i musi pozostać w Manchesterze United. Portugalczyk przez pewien czas był łączony z Bayernem Monachium. I rzeczywiście Bawarczycy nad tym tematem się pochylili, ale to tyle. Oliver Kahn tłumaczy: – Dyskutowaliśmy na temat Ronaldo. Gdyby tak nie było, to znaczyłoby, że nie wykonujemy dobrze swojej pracy. Uważam, że Ronaldo to jeden z najlepszych piłkarzy w historii. Doszliśmy do wniosku, że mimo naszego uznania, Cristiano […] nowym kapitanem Legii Po odejściu Mateusza Wieteski Legia potrzebowała nowego kapitana. Będzie nim Josue. Poinformował o tym Kosta Runjaić na konferencji prasowej. Jak stwierdził: – Pierwszym kapitanem będzie Josue, drugim Bartosz Kapustka, zaś trzecim Paweł Wszołek. Taki tercet sobie wybrałem. W tej kwestii ciekawe są dwie kwieste. Po pierwsze – Legia ma w ostatnim czasie pecha z funkcją kapitana. Nie tak dawno przecież Vuković mianował do tej roli Luquinhasa, a ten zaraz wyjechał […] Widzewa z Lechią zostanie przełożony? Kolejny mecz w Ekstraklasie zostanie przełożony? Tym razem chodzi o starcie Widzewa z Lechią. Wszystko przez problemy… Cypryjczyków. Otóż Aris Limassol – potencjalny rywal Lechii lub Rapidu – nie gra spotkań pucharowych na swoim stadionie, tylko na obiekcie w Larnace. A AEK też ma swój mecz w Europie. Jeśli więc Lechia ogra Rapid, a Aris utrzyma prowadzenie w dwumeczu z Neftczi Baku (2:0 w pierwszym starciu), spotkanie będzie musiało zostać przełożone. Nie ma bowiem […]
\nfacet sam w klubie
Proffesional Cross Challenge Materiał już jest, poczujcie z nami ten klimat i atmosferę :) Do zobaczenia na kolejnych zawodach, widzimy się w klubie!
Atak na klub Reina podczas sylwestrowej imprezy był zamachem terrorystycznym - powiedział mer Stambułu, Vasip Sahin. Policja wciąż szuka zamachowca. Według relacji kilku świadków był przebrany za Świętego Mikołaja. Zanim jednak zaczął strzelać w środku klubu, zrzucił przebranie. Ci szaleńcy weszli i zaczęli wszędzie strzelać - opowiada jeden z gości klubu w rozmowie z CNN. Napastnik działał sam. W środku miał na sobie inne ubranie niż na zewnątrz - przekazał turecki szef MSW Suleyman Soylu W klubie wybuchła panika. Jedna z kobiet w rozmowie agencją Associated Press powiedziała, że to były przerażające chwile: Zanim zrozumiałam co się dzieje, mój mąż upadł na mnie. Musiałam odrzucić kilka ciał, żeby się wydostać. Atak w Stambule przypominał ten z klubu Bataclan w Paryżu. Wtedy też do budynku weszło kilku terrorystów, którzy zaczęli strzelać do bawiących się. Zginęło 87 lub słyszałeś coś ciekawego? Poinformuj nas, nakręć film, zrób zdjęcie i wyślij na redakcjao2@ jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze tylko zamach zamach zamach!!! Jakie to się stało ""modne"" a Europa i reszta świata nie radzą sobie z tymTEN NASZ ŚWIAT ZMIERZA JEDNAK WIELKIMI KROKAMI DO SAMOZAGŁADY....Dlaczego nie używacie określenia "rasistowski"? Dla mnie to jest atak na tle religijnym, jak cholera, i demonstrowanie swojej nienawiści - islamistom przeszkadza, że ktoś ośmiela się świętować coś niezwiązanego z apoteozą proroka-pedofila, bo to "antyislamskie". Na takich to tylko napalm, jak Boga kocham...pajace z o2. kto wam każe kasować niewygodne opinie?pieprzoni administratorzy z o2 kto wam nakazuje...kasowanie niewygodnych opinii?i dlatego !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kodomany i inne klauny z peło ... Pis rządził w tym kraju jeszcze długo ! w nocy czterech Turków w Ełku zadźgało młodego Polak ...i dlatego !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kodomany i inne klauny z peło ... Pis rządził w tym kraju jeszcze długo ! w nocy czterech Turków w Ełku zadźgało młodego Polak ...i dlatego !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kodomany i inne klauny z peło ... Pis rządził w tym kraju jeszcze długo ! w nocy czterech Turków w Ełku zadźgało młodego Polak ...i dlatego !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kodomany i inne klauny z peło ... Pis rządził w tym kraju jeszcze długo ! w nocy czterech Turków w Ełku zadźgało młodego Polak ...A trzeba było siedzieć w domu i książke przeczytać, a nie po klubach jak wariat obrażacie PIS ale tak naprawdę głupio Wam że PO za swojej kadencji nie zrobiło kompletnie NIC!!! I to Was boli. Gdyby rządziło dalej PO już dawno każdy z komentujących broniących PO latałoby z karabinem, wymawiało Allaha. Mielibyście z góry rozkaz i nie mielibyście nic do gadania oszołomy!! Ogarnijcie sięa moze ma ją racje?w koncu swiat jes przeludniony,cos z tym trzeba mysmy nasze wojsko do nich wyslali? Afganistan, Irak = mamy zemste ich
Nie daje za wygraną i chce Cię zdobyć! 3. Przejmuje inicjatywę w rozmowie. Odzywa się jako pierwszy i to często, dlatego że nie czeka na Twój ruch. On sam przejmuje inicjatywę, więc nawiązuje kontakt. Zapewniamy, że SMS zakochanego faceta przyjdzie do Ciebie szybciej niż myślisz! 4.
Reprezentant Niemiec od 2011 roku jest piłkarzem Bayernu Monachium. Został jedną z ikon klubu z Bawarii, w którym do niedawna występował również Robert Lewandowski. W niektórych sezonach Manuel Neuer rywalizował w opinii publicznej o miano najlepszego bramkarza na świecie, a nawet był wymieniany wśród kandydatów do zdobycia Złotej ma kibica w Monachium, który nie rozpoznaje Manuela Neuera. Niedawno popularność była dla niego jednocześnie pomocna i kłopotliwa. Wszystko to konsekwencja podróży taksówką, w czasie której reprezentant Niemiec zgubił Bayernu miał szczęście, że przedmiot powrócił do niego. To zasługa taksówkarza o imieniu Azir, który zaopiekował się portfelem, w którym poza 800 euro w gotówce, były również dokumenty Manuela Neuera i karty dość długo szukał znanego piłkarza, żeby osobiście wręczyć mu zgubę. Nie znalazł go w domu, ani w posiadłości pod Monachium. Ostatecznie oddał portfel menedżerowi Manuela Neuera i pozostawił kontakt do postanowił wynagrodzić wysiłek taksówkarza i wysłał mu paczkę zawierającą koszulkę z autografem. Gest może i elegancki, ale nie wystarczył do zaspokojenia oczekiwań Azira. Ten postanowił walczyć o więcej i zwrócił uwagę na to, że za samą benzynę, potrzebną do poszukiwania Neuera, zapłacił cztery razy więcej niż warta jest koszulka Bayernu 400 euro na benzynę. Mam czworo dzieci i co ja zrobię z tą koszulką? - pytał się niezręcznie. Niby wszyscy zachowali się w porządku, a jednak rozpoczęła się burza. Interweniował w tej sytuacji Lothar Matthaus i zamknął awanturkę swoim gestem. Były piłkarz Bayernu postanowił odkupić koszulkę za 1000 euro i oddał ją na licytację w celu jak to jest, kiedy straci się portfel. Później trzeba mocno fatygować się i zdobyć nowe karty bankowe, nowe dokumenty. Uznanie dla taksówkarza za uratowanie Manuela przed kłopotami - powiedział także: Zimno od samego patrzenia. W tym Jan Błachowicz jest królem
The Sam’s Club membership program consists of two tiers, with different prices for each. Keep in mind that some states collect taxes on Sam’s Club membership fees. Club Membership: $50 per
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2014-11-09 01:33:25 Ostatnio edytowany przez ŻonaAstronauty (2014-11-09 01:34:25) ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Temat: osobne wyjście z klubu Cześć, chciałam na szybko opisać dzisiejszą sytuację i żebyście powiedziały, czy słusznie jestem zdenerwowana na mojego ze znajomymi w klubie, mój chłopak i oni że tak powiem miejscowi - z miasta, a tylko ja przyjezdna. Z tego względu że mój facet nie zapewnił mi żadnego transportu do domu, dogadałam się z moim tatą, że po mnie wyjedzie max o bo wiadomo, on tez chce się wyspać a ja już dość często go 'wykorzystuje' w taki sposób, żeby mnie gdzieś zawiózł itp. Wcześniej dogadałam się z chłopakiem, że będziemy wracać o takiej właśnie porze (zgodził się i powiedział że nie ma problemu), po prostu rozejdziemy sie, ale chodziło o to, żeby wyjść razem z klubu, w końcu nie chodzimy ze sobą od miesiąca, coś tam powoli myślimy o ślubie wiec nie wyobrażam sobie że wychodze najpierw ja bo muszę, bo tato czeka juz w samochodzie, a mój facet zostaje. Tak wlasnie się stało - wyszedł tylko mnie podprowadzić i wrócił do środka, bo czegos tam nie wypił, bo gry w bilard nie skończył itd. Oczywiście 100 tłumaczeń, że nie wiedział że juz dochodzi że nie pasuje tak uciekac(!) mimo, że to on miał zegarek na ręce a ja co jakis czas pytałam która godzina, wiec to nie jest tak ze sie zapomniał czy ze zegarka nie miał... Jestem o to zła. Kiedys juz się to zdarzyło, niby razem na pizzy ze znajomymi, ja juz musze isc na ostatni autobus a facet zostaje, jednak wtedy na mnie to tak nie podziałało, bo bylismy krótko razem ale teraz, po ponad 6 latach wyobrażam sobie to troche inaczej... Razem przychodzimy, razem wychodzimy, raz można dłużej posiedziec ale akurat jak ja nie mam innej opcji i musze juz wyjsc to on robi co chce... Poza tym czuje sie za to wszystko odpowiedzialna, gdyby nie ja, zasiedzielibyśmy sie pewnie do północy, a potem by było 'ups' z jego strony... Jak mówię, że ja już się bedę zbierać, znajomi wiadomo, pytają czemu już czemu tak szybko to i mój chłopak robi maslane oczy i pyta 'może jeszcze chwile' zamiast mi przytaknąć 'o rzeczywiscie, ty masz zaraz transport, musimy juz spadac'.. 2 Odpowiedź przez Emilia 2014-11-09 01:36:28 Emilia 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2007-08-27 Posty: 3,988 Odp: osobne wyjście z klubuTy mu nie ufasz. Inaczej nie robiłabyś z tego problemu. Czy twój partner jest do ciebie przyklejony? Dlaczego nie dajesz mu prawa do samodzielnego podejmowania decyzji, chociażby w tak błahej sprawie, jak zostanie dłużej na imprezie. Uważasz, że skoro ty zdecydowałaś za siebie, to on musi się podporządkować? We wszystkich sprawach jesteś tak zaborcza, czy tylko w tym chodzeniu do klubu? 3 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 01:38:34 Ostatnio edytowany przez ŻonaAstronauty (2014-11-09 11:27:17) ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu Emilia napisał/a:Ty mu nie ufasz. Inaczej nie robiłabyś z tego problemu. Czy twój partner jest do ciebie przyklejony? Dlaczego nie dajesz mu prawa do samodzielnego podejmowania decyzji, chociażby w tak błahej sprawie, jak zostanie dłużej na imprezie. Uważasz, że skoro ty zdecydowałaś za siebie, to on musi się podporządkować? We wszystkich sprawach jesteś tak zaborcza, czy tylko w tym chodzeniu do klubu?Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość? 4 Odpowiedź przez Czarna Kotka 2014-11-09 12:27:59 Czarna Kotka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-05-18 Posty: 1,813 Odp: osobne wyjście z klubu Że się umawialiście na coś, a potem on warunków umowy nie dotrzymał - nie w to jest zupełnie oddzielna kwestia od wymagania od niego żeby kończył wieczór razem z właściwie stoi na przeszkodzie, że on w tym klubie zostanie sam dłużej?Ty musisz iść do domu, to on też musi? W klubie nie może sam zostać, bo co, bo się będzie bawił zapałkami, albo włoży palec do kontaktu? Zapatrzy się za bardzo na biuściastą koleżankę może? Traktujesz go jak dziecko, a on pozwala traktować się jak dziecko, zamiast powiedzieć że ma ochotę zostać dłużej i zostanie, bo nic złego nie robi, to składa obietnice, których potem nie oboje. Czarna Kotka:No łamali granice przekraczający ja oszukani i często zmuszani do tego ludzie. Rozumiem że to spokojnie usprawiedliwia wypieprzanie ludzi, w tym kobiet i dzieci na bagna i niech tam zdychają, byle po Mniej więcej tak. 5 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-09 12:58:03 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość?A dlaczego UMAWIASZ na wspólny powrót? Bo Tobie się wydaje, że jak jesteście parą to trzeba razem wyjść. Tyle, że to nie jest odgórny przykaz i Twój chłopak może nie uważać tego za równie oczywiste jak Ty. Ja osobiście również uważam to za głupie. Byliście tam ze wspólnymi znajomymi, TY musiałaś wracać, on nie musiał. Czemu on ma rezygnować z przyjemnego wieczoru, bo TY musisz wracać?Ty nie możesz dłużej zostać, więc on też ma kończyć zabawę... Dziwne podejście. 6 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 13:16:05 ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu vinnga napisał/a:ŻonaAstronauty napisał/a:Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość?A dlaczego UMAWIASZ na wspólny powrót? Bo Tobie się wydaje, że jak jesteście parą to trzeba razem wyjść. Tyle, że to nie jest odgórny przykaz i Twój chłopak może nie uważać tego za równie oczywiste jak Ty. Ja osobiście również uważam to za głupie. Byliście tam ze wspólnymi znajomymi, TY musiałaś wracać, on nie musiał. Czemu on ma rezygnować z przyjemnego wieczoru, bo TY musisz wracać?Ty nie możesz dłużej zostać, więc on też ma kończyć zabawę... Dziwne byli parą osiemnastolatków, która leci na miasto na clubbing to ok, ale my umawiaLIŚMY z narzeczonym na wspólne wyjście, bo uważam że w naszym wieku +/- 30 lat już tak wypada. Przyjść i wyjść razem. Tak jak zwykle to robią nasi znajomi, rodzice kiedy gdzieś wychodzą, będzie kiedyś po ślubie? Będę miała bolesny okres albo na drugi dzień będę musiała rano wstać nie wiem, do pracy czy coś takiego, to mąż powie 'nie dopiłem piwa, jak chcesz to idź, ja potem dojde' ?? Wiadomo, że czasem można posiedzieć dłużej, my też często się zasiedzimy gdzieś dłuzej, nie jestem żadną sztywniarą, ale jeśli akurat w ten wieczór nie mam innej możliwości powrotu do domu to dlaczego to jest takie dziwne i straszne, pewnie od razu jestem bluszczem, egoistką, albo jeszcze gorzej..To nie byłą jakaś wielka impreza, byliśmy w 4 osoby tylko, dwie pary, my + znajomi. I nie, nie jestem zazdrosna o biuściate panie, to juz raczej nie ten etap 7 Odpowiedź przez Iceni 2014-11-09 13:36:53 Iceni Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu Nie rozumiem - twoj facet zawsze cie olewa, czy raz na jakis czas zdarza mu sie zmienic zdanie i ma ochote zostac dluzej niz planowaliscie, a ty od razu robisz z tego afere?Masz 30 lat i tatus po ciebie przyjezdza? Nastepnym razem zamow taksowke i baw sie do konca... albo nie pij i pozycz samochod od ojca. 8 Odpowiedź przez Majki 2014-11-09 13:37:39 Majki Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-03-15 Posty: 1,471 Wiek: 29 Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:jeśli akurat w ten wieczór nie mam innej możliwości powrotu do domu to dlaczego to jest takie dziwne i straszneAle przecież tata Cie odwoził do domu, a nie narzeczony więc nie wiem z czym masz problem, że został. Przecież i tak by każde z Was poszło w swoją strone. Inna sprawa jak byś sie umówiła z narzeczonym, że o tej i o tej Cie odwozi, a on to olał i został, wtedy bym zrozumiał. I argument, że w tym wieku nie wypada to żaden argument 9 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 13:43:38 ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu Iceni napisał/a:Nie rozumiem - twoj facet zawsze cie olewa, czy raz na jakis czas zdarza mu sie zmienic zdanie i ma ochote zostac dluzej niz planowaliscie, a ty od razu robisz z tego afere?Masz 30 lat i tatus po ciebie przyjezdza? Nastepnym razem zamow taksowke i baw sie do konca... albo nie pij i pozycz samochod od co w tym złego że tato po mnie przyjeżdża? Bo teraz ja nie rozumiem ciebie. W ogóle co to za ironia? "Tatuś"? Nie wiem, może ty ojca nie masz w ogóle albo się z nim nie dogadujesz, ale to nie znaczy, że wszyscy mają tak jak sorry, chamstwo za nie zamówię bo nie ma taxi w mieście, nie funkcjonuje tu takie coś, wiem - lekkie zacofanie, ale ja nic na to nie poradzę, po prostu małe nie mam prawka wiec samochodu nie pożyczę. 10 Odpowiedź przez Teo 2014-11-09 13:49:01 Teo Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:vinnga napisał/a:ŻonaAstronauty napisał/a:Uważasz, że jeśli najpierw umawiam sie z facetem na wspólny powrót o a potem on mnie olewa to jest zaborczość?A dlaczego UMAWIASZ na wspólny powrót? Bo Tobie się wydaje, że jak jesteście parą to trzeba razem wyjść. Tyle, że to nie jest odgórny przykaz i Twój chłopak może nie uważać tego za równie oczywiste jak Ty. Ja osobiście również uważam to za głupie. Byliście tam ze wspólnymi znajomymi, TY musiałaś wracać, on nie musiał. Czemu on ma rezygnować z przyjemnego wieczoru, bo TY musisz wracać?Ty nie możesz dłużej zostać, więc on też ma kończyć zabawę... Dziwne byli parą osiemnastolatków, która leci na miasto na clubbing to ok, ale my umawiaLIŚMY z narzeczonym na wspólne wyjście, bo uważam że w naszym wieku +/- 30 lat już tak wypada. Przyjść i wyjść razem. Tak jak zwykle to robią nasi znajomi, rodzice kiedy gdzieś wychodzą, będzie kiedyś po ślubie? Będę miała bolesny okres albo na drugi dzień będę musiała rano wstać nie wiem, do pracy czy coś takiego, to mąż powie 'nie dopiłem piwa, jak chcesz to idź, ja potem dojde' ?? Wiadomo, że czasem można posiedzieć dłużej, my też często się zasiedzimy gdzieś dłuzej, nie jestem żadną sztywniarą, ale jeśli akurat w ten wieczór nie mam innej możliwości powrotu do domu to dlaczego to jest takie dziwne i straszne, pewnie od razu jestem bluszczem, egoistką, albo jeszcze gorzej..To nie byłą jakaś wielka impreza, byliśmy w 4 osoby tylko, dwie pary, my + znajomi. I nie, nie jestem zazdrosna o biuściate panie, to juz raczej nie ten etap Prawie 30 letnia baba i męczy tatusia, żeby po nią do klubu przyjechał?! Myślałam, że macie najwyżej po 19 lat... Dziewczyno, podobno dorosła jesteś to się ogarnij i zacznij się tak zachowywać. Masz gimnazjalne pretensje do faceta, bo Ty musiałaś do domku wracać...Jak będziesz miała bolesny okres, albo będziesz musiała rano wstać, to zostaniesz w domu, ale to NIE oznacza, że Twój facet ma przy Tobie warować, bo Tobie coś dolega i to coś, co nie zagraża życiu ani że Ty sobie nie umiałaś zorganizować lepszego powrotu do domu niż o 22 to nie oznacza, że Twój chłopak też ma o tej godzinie kończyć zabawę, bo u Ciebie logistyka utyka... I tak, jesteś egoistką, bo uważasz, że jak Ty się dłużej nie możesz bawić, to on TEŻ nie lat i do 22 w klubie i wiadro pretensji do faceta, bo on mógł, a Ty nie... żal... 11 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-09 13:52:40 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu Zamierzasz kierować się w życiu metodą "wypada/nie wypada"? Wasi rodzice tak robią - ok, rozumiem. Ale poddałaś kiedyś analizie to zachowanie? Czy ma ono jakieś racjonalne uzasadnienie? Czy ono jest jakoś niezbędne dla relacji? Czy coś się strasznego stanie jeśli jednak para czasami nie wyjdzie razem? Robisz awanturę, bo Twój facet drugi raz w ciągu 6 lat wolał spędzić czas ze znajomymi zamiast siedzieć sam w domu. Przecież wy nawet nie mieszkacie razem, więc po wyjściu z klubu i tak spędzaliście wieczór oddzielnie! Dlaczego więc takie ważne jest to, żeby on ten wieczór spędził tam gdzie Ty mu zaplanowałaś? 12 Odpowiedź przez ŻonaAstronauty 2014-11-09 13:54:22 ŻonaAstronauty Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-09 Posty: 5 Odp: osobne wyjście z klubu vinnga napisał/a:Zamierzasz kierować się w życiu metodą "wypada/nie wypada"? Wasi rodzice tak robią - ok, rozumiem. Ale poddałaś kiedyś analizie to zachowanie? Czy ma ono jakieś racjonalne uzasadnienie? Czy ono jest jakoś niezbędne dla relacji? Czy coś się strasznego stanie jeśli jednak para czasami nie wyjdzie razem? Robisz awanturę, bo Twój facet drugi raz w ciągu 6 lat wolał spędzić czas ze znajomymi zamiast siedzieć sam w domu. Przecież wy nawet nie mieszkacie razem, więc po wyjściu z klubu i tak spędzaliście wieczór oddzielnie! Dlaczego więc takie ważne jest to, żeby on ten wieczór spędził tam gdzie Ty mu zaplanowałaś?Owszem, mieszkamy razem juz od paru lat, ale obecnie przyjechalismy kazde do swoich rodzicow. 13 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-09 13:55:34 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:Owszem, mieszkamy razem juz od paru lat, ale obecnie przyjechalismy kazde do swoich tego wieczoru nie wracaliście do jednego domu, więc sens mojej wypowiedzi się nie zmienia. 14 Odpowiedź przez Teo 2014-11-09 14:02:07 Teo Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu ŻonaAstronauty napisał/a:vinnga napisał/a:Zamierzasz kierować się w życiu metodą "wypada/nie wypada"? Wasi rodzice tak robią - ok, rozumiem. Ale poddałaś kiedyś analizie to zachowanie? Czy ma ono jakieś racjonalne uzasadnienie? Czy ono jest jakoś niezbędne dla relacji? Czy coś się strasznego stanie jeśli jednak para czasami nie wyjdzie razem? Robisz awanturę, bo Twój facet drugi raz w ciągu 6 lat wolał spędzić czas ze znajomymi zamiast siedzieć sam w domu. Przecież wy nawet nie mieszkacie razem, więc po wyjściu z klubu i tak spędzaliście wieczór oddzielnie! Dlaczego więc takie ważne jest to, żeby on ten wieczór spędził tam gdzie Ty mu zaplanowałaś?Owszem, mieszkamy razem juz od paru lat, ale obecnie przyjechalismy kazde do swoich awanturę o nic i stwarzasz sobie problemy. Chyba Ci się nudzi... 15 Odpowiedź przez Cyngli 2014-11-10 09:50:16 Cyngli Gość Netkobiet Odp: osobne wyjście z klubu A ja jestem mężatką i zdarza się, że mąż czasem dłużej u znajomych zostanie, albo na traktuję go jak swoją własność, ma ochotę, to zostaje, nie ma, to wraca ze mną do pora zrobić prawko? 16 Odpowiedź przez cisowianka 2014-11-10 10:10:11 cisowianka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-28 Posty: 5,224 Wiek: 25 Odp: osobne wyjście z klubu No to i ja się wypowiem My zwykle z narzeczonym razem wracamy jeśli razem wychodzimy na jakas imprezkę. I zwykle to on organizuje powrot do zdarza mu sie wyjsc beze mnie do swoich kolegów i cos tam wypić. Nie robie z tego problemu. Tak samo jak ja ide do swoich koleżanek na jakieś winko jeśli wychodzimy osobno mamy kontakt telefoniczny - zwyczajnie żeby sie nie martwic o druga razem wchodzimy na impreze to i razem wychodzimy (są wyjątki ze któreś z nas zostaje, chyba zdarzyło sie tak z 2 razy)Po za tym ktora impreza kończy sie o 22 godzinie ? Hm. W tedy dopiero sie rozkręca, skoro tak wczesnie chciałaś sie zmyć z imprezy trzeba bylo jednak zostać w domu. 17 Odpowiedź przez krzysiek95 2014-11-10 10:17:18 krzysiek95 Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-09-14 Posty: 378 Wiek: lepiej nie bo przestaną traktować serio Odp: osobne wyjście z klubu Autorkę raczej boli to że facet został w klubie a miał wyjść skończyć zabawe. Tu raczej kwestia (nie)dotrzymywania słowa się kłania. Moim zdaniem jedynym rozwiązaniem jest szczera rozmowa z partnerem na ten temat (najlepiej w 4 oczy) i nic więcej. Ps: Nie wiem jak wy ale ja tam nic nie wyczytałem o robieniu komuś awantury tylko pytanie o to czy jest słusznie zła 18 Odpowiedź przez Eileen 2014-11-10 10:26:36 Eileen 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-14 Posty: 2,838 Wiek: 23 Odp: osobne wyjście z klubu A moim zdaniem nie chodzi o dotrzymanie słowa, bo najwięcej autorka pisze o tym, że "ja musiałam wracać, a on został". Dla mnie też to bez sensu, nie wolno mu spędzić czasu bez Ciebie? Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy. 19 Odpowiedź przez igla16 2014-11-10 15:39:06 igla16 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-11 Posty: 957 Wiek: 28... jeszcze ;-) Odp: osobne wyjście z klubu W sumie to chciałabym mieć takie problemy... ;-)Z jednej strony całkowicie rozumiem rozgoryczenie autorki - w końcu na coś tam się umówili i chciałaby, żeby facet słowa dotrzymał. Ale z drugiej, faktycznie trochę to zalatuje zaklejeniem do siebie chłopa. Autorko, będąc u "siebie", przy imprezie, też masz problem, żeby facet dłużej został na imprezce? Bo nie wypada wracać oddzielnie? 'I can feel the magic floating in the airBeing with you gets me that way...' 20 Odpowiedź przez vinnga 2014-11-10 15:46:04 vinnga 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-19 Posty: 17,298 Odp: osobne wyjście z klubu Dotrzymywanie słowa, łamanie obietnic, blablabla...Żeby złamać jakąś obietnicę to trzeba coś obiecać. Ponieważ w tym związku zazwyczaj wychodzą razem - podejrzewam, że autorka po prostu zakomunikowała chłopakowi coś w stylu: "wychodzimy o 22, bo mój tata przyjeżdża". On rutynowo skinął główką. Dobrze się bawił, więc zmienił plany odnośnie godziny powrotu. To jednak coś innego niż "niedotrzymanie słowa". Nie sądzę, żeby składali sobie obietnice, ze "zawsze, do grobowej deski, będziemy razem wychodzić ze wszystkich miejsc publicznych"... 21 Odpowiedź przez igla16 2014-11-10 15:49:15 Ostatnio edytowany przez igla16 (2014-11-10 15:51:06) igla16 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-11 Posty: 957 Wiek: 28... jeszcze ;-) Odp: osobne wyjście z klubu vinnga napisał/a:Dotrzymywanie słowa, łamanie obietnic, blablabla...Żeby złamać jakąś obietnicę to trzeba coś obiecać. Ponieważ w tym związku zazwyczaj wychodzą razem - podejrzewam, że autorka po prostu zakomunikowała chłopakowi coś w stylu: "wychodzimy o 22, bo mój tata przyjeżdża". On rutynowo skinął główką. Dobrze się bawił, więc zmienił plany odnośnie godziny powrotu. To jednak coś innego niż "niedotrzymanie słowa". Nie sądzę, żeby składali sobie obietnice, ze "zawsze, do grobowej deski, będziemy razem wychodzić ze wszystkich miejsc publicznych"...Tak to dla mnie zabrzmiało, skoro autorka napisała, że facet zgodził się na taki układ, czyli wyjście o tej konkretnej godzinie. ;-)A że po 30 letnią babę musi tatuś przyjechać, to już inna sprawa. Tak samo zresztą ból pośladków o to, że chłopak fajnie się bawił i nie bardzo miał ochotę wracać o 22, bo dziewczyna musi wracać. 'I can feel the magic floating in the airBeing with you gets me that way...' Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
p6qqVt.